niedziela, 4 listopada 2018

Prof. Marcin Król ma na nas na OKO, czyli oko, smycz i … szachownica

I nie tylko on ma na nas OKO. Również prof. Monika Płatek, kluczowa przedstawicielka twardego rdzenia „elity” prawniczej, jak również niezłomna bojowniczka rewolucji obyczajowej, bezkompromisowa jak sama Ćwierczakiewiczowa.
Młodzieży wyjaśniam, że Lucyna Ćwierczakiewiczowa była to niewiasta znana w Stolicy naszej Ojczyzny w II poł. XIX w. ze słynnych ksiąg z przepisami kuchennymi, która publicznie rzuciła klątwę na metropolitę warszawskiego, św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego i na jego potomstwo "do trzeciego pokolenia", o czym wikipedia niestety milczy, za upominanie wiernych w 1862 r., by nie śpiewali pieśni patriotycznych w świątyniach stołecznych w celu uniknięcia interwencji rosyjskiej policji po Mszach Św*.
Oprócz prof. Płatek i prof. Króla, na OKO-u ma nas Piotr Pacewicz i jego brat Krzysztof, filozof wspólnoty płynów ustrojowych (taką napisał książkę: „Fluks. Wspólnota płynów ustrojowych”, którą Gabriel Maciejewski czas jakiś temu skomentował), Seweryn Blumsztajn ex-naczelny stołecznego dodatku Gazowni, Jarosław Kurski i cały zastęp luminarzy naszej ćwierćinteligencji postępowej. Że mają nas na oku, dowiadujemy się na portalu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej “OKO” - https://oko.press/fundacja/
Ale zapewne państwo wiecie to już od dawna, bo Fundacja OKO istnieje już z górą dwa lata. Ja dowiedziałem się tego dzięki komentarzowi Pink Panthery, której dziękuję za cenną podpowiedź pod moim ostatnim tekstem. Dzięki temu oprócz nadzoru nad fundacją OKO znajdujemy kilka innych ważnych ról zarządczych i nadzorczych prof. Króla: 1) Fundacja im. Stefana Batorego (z Aleksandrem Smolarem) 2) Fundacja Res Publica im.  Henryka Krzeczkowskiego 3) Fundacja Instytut Spraw Publicznych (z Danutą Huebner na pokładzie i amerykańskim wsparciem intelektualnym i finansowym) 4) Fundacja im. Leszka Kołakowskiego. Cóż z tego wynika? Ano to że Fundacja OKO wraz z prof. Królem i prof. Płatek znajduje się w samym politycznego "oku cyklonu". Zaś Jarosław Kurski informował nas w 2016 r. na bierząco, że mają, on i jego drużyna, na nas oko - "Mamy na was OKO":
„Dziś, 15 czerwca, startuje portal OKO.press. OKO to Ośrodek Kontroli Obywatelskiej, tak też nazywa się fundacja, którą zarejestrowała grupa dziennikarzy związanych z Towarzystwem Dziennikarskim, w tym wyrzuceni ostatnio z mediów publicznych. Wyborcza wspiera to przedsięwzięcie od samego początku, choć bezpośrednio w nim nie uczestniczy. (Nic a nic, J. Kurski zabłąkał się tam przez przypadek – M.) Jak deklarują redaktorzy portalu, OKO.press 'powstało z zaniepokojenia sytuacją w Polsce' i jest projektem medialnym, zarejestrowanym tytułem prasowym, społecznościowym medium internetowym i archiwum życia publicznego po wyborach w 2015 r. OKO ma być narzędziem obywatelskiej kontroli władzy, która po kolei wyłącza wszystkie istniejące dotychczas systemowe bezpieczniki chroniące obywateli i instytucje państwa przed samowolą i opresją ze strony rządzących. Jest tworem niezależnym od partii, także - przy całej sympatii - od KOD, który buduje własne media."
Niezależność ta polega na tym, że trzeba przeskoczyć aż o jedną "smycz" (a można to ujrzeć pięknie i sugestywnie rozpisane na portalu Rejestr KRS) przez prof. Płatek do rady nadzorczej Fundacji Demokracja 21 Wieku, i jej niezależnych działaczy, jak najbardziej i najściślej demokratycznych, oprócz pani profesor, takich jak Mateusz Kijowski (wszak wywalony z KOD-u, obecnie zarządzający Stowarzyszeniem Wolność Równość Demokracja), Władysław Frasyniuk i Bogdan Lis. Zarząd zaś stanowią socjolog z dorobkiem naukowym Radosław Markowski i Piotr Niemczyk, arcyciekawa postać polskiego ruchu demokratycznego. Praktyk i realista. Podobnie jak M. Kijowski legitymujący się kartą kościelną w swoim życiorysie. Kijowski studiował przez rok rodzinologię na warszawskiej ATK, co jest tylko krótkim epizodem w porównaniu z zaangażowaniem Piotra Niemczyka na początku jego walki o demokrację w redagowanie znakomitego michalickiego pisma Powściągliwość i praca. Zasłynął potem jako specjalista w zakresie służb specjalnych (wiki): "W latach 1993–1994 Piotr Niemczyk pracował jako zastępca dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. Był także ekspertem sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych (1998–2001), doradcą ministra spraw wewnętrznych i administracji (2000–2001) oraz podsekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki (2001). Należał do Unii Wolności, od 2001 do 2004 był sekretarzem generalnym tej partii. Później był (do 2009) członkiem rady politycznej Partii Demokratycznej. Po odejściu ze służb specjalnych zajął się doradztwem z zakresu bezpieczeństwa i wywiadu konkurencyjnego. Założył jedną z pierwszych w kraju wywiadowni gospodarczych. W 2007 ponownie objął funkcję doradcy Komisji ds. Służb Specjalnych (z rekomendacji posłów Platformy Obywatelskiej), w 2008 wszedł w skład rady konsultacyjnej przy Centralnym Ośrodku Szkolenia ABW. Został wydawcą specjalistycznego biuletynu zajmującego się sprawami bezpieczeństwa międzynarodowego, praw człowieka i przestępczości zorganizowanej. Został również wykładowcą Centralnego Ośrodka Kadr ABW, Collegium Civitas i Uniwersytetu Warszawskiego.”
Kilka akapitów wcześniej wiki podaje, że: „Według Lecha Kaczyńskiego w 1992 wydał instrukcję 0015/92. Na jej mocy UOP miał jakoby inwigilować środowisko polskiej prawicy, przede wszystkim polityków Porozumienia Centrum. Politycy prawicy przez lata utrzymywali, jakoby instrukcja dała też UOP narzędzia do przeprowadzania operacji specjalnych wymierzonych przeciwko partiom, związkom zawodowym czy aktywistom. W 2010 Sąd Okręgowy w Warszawie, rozpoznając pozew Piotra Niemczyka przeciwko jednemu z dziennikarzy o naruszenie dóbr osobistych, uwzględnił powództwo, uznając m.in., że instrukcja 0015/92 nie pozwalała na inwigilację prawicy."
Wystarczy pobieżna nawet lektura tych akapitów i jedno spojrzenie na znakomity portret p. Niemczyka:


by dostrzec to, co p. Maciejewski nazywa tu charyzmatem i to z najwyższej półki. Sądziliśmy, że Robespierrem naszej pokojowej, demokratycznej rewolucji jest Adam Michnik, albo Tadeusz Mazowiecki? Być może mają oni coś z najważniejszego obywatela jakobińskiej rewolucji, ale w większym jeszcze stopniu to coś ma p. Niemczyk. Wystarczy ta informacja o jego generalnym przewodnictwie Unii Wolności. Coś z Robespierre'a i razem z Emmanuela-Josepha Sieyès, ex-księdza i teoretyka rewolucji, autora poczytnego Trzeciego stanu, szarej eminencji Dyrektoriatu, a może nawet coś z głównego dekabrysty, teoretyka moskiewskiego republikanizmu, Nikity Murawiowa, któremu jako jednemu z dwu, obok Bestużewa, car zamienił wyrok śmierci na katorgę. Cóż to za charyzmat? Nazwałbym go charyzmatem rozgrywającego. Na boisku? Ależ skąd - na szachownicy, mili państwo, na szachownicy:

Być może się mylę, ale współtworzy on naszą krajową szachownicę. Sądząc po jego dossie zabezpiecza wyrazistość granic między polami białymi a czarnymi. Być może nie jest on najważniejszym ani jedynym decydentem po stronie postępu, bo te najważniejsze decyzje generalnie zapadają gdzieś poza granicami Polski. Może się mylę, ale śmiem twierdzić, że jego niejawne inicjatywy próbują wyprzedzić posunięcia Jarosława Kaczyńskiego, który jego możliwe posunięcia również bierze pod uwagę. Nie twierdzę wcale, że jest oficerem prowadzącym prof. Płatek czy prof. Króla, prorokującego rozlew krwi. Ale w porównaniu z charyzmatem Ćwierczakiewiczowej, który w moich oczach, a wyjaśnie to na końcu, jakoś tak przylgnął do prof. Płatek, czy to charyzmatu prorockiego, do którego aspiruje, prof. Król, jego funkcja jest znacznie poważniejsza. Prof. Król zdaje się czerpać natchnienie z naukowej obserwacji rzeczywistości. No bo rzeczywiście policja spałowała młodych narodowców w Lublinie. Wola walki kipi zwłaszcza w młodzieży męskiej. Ale kiedy ona nie kipiała? Ważne jest, że prof. Król zwiastuje rozlew krwi przed Marszem Niepodległości. Zapewne nikt go o tym nie musi pouczać, bo nieformalne przeszkolenie przeszedł już dawno. Śmiem twierdzić, że właśnie w tym "znakomitym" towarzystwie. Nie twierdzę też, że p. Niemczyk jest oficerem prowadzącym Mariana Kowalskiego, czy że wogóle ów pan ma jakiekolwiek prowadzenie, ale całe dossie tego pana -- https://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Kowalski_(działacz_narodowy) -- zwłaszcza jego niedawne wycofanie się ze współpracy z pastorem Chojeckim i założenie własnej fundacji wskazuje na bardzo rzetelne rozeznanie szachownicy. Nadto p. Kowalski samą swoją krzepą i obecnością zagrzewa męską młodzież jeśli nie do walki to przynajmniej do kulturystyki. Od sportu zaś nie daleko do gotowości bojowej.
Ogólnie, wybacznie mi państwo, ale patrząc na lokalnych działaczy partii rządzącej, nie bardzo wierzę w niezależność polityków aspirujących, średniego szczebla i nie wszystkich szczebla wysokiego. I to po każdej stronie, również narodowej. Przecież młodzi liderzy narodowi muszą wykazać się zrozumieniem zasad szachownicy, zrozumieniem tego, że są na określonym polu szachowym, inaczej wylatują. Dlatego porozumienie między PAD i ogólnie PiSem a Ruchem Narodowym w sprawie Marszu Niepodległości nie jest możliwe. Stąd taka arogancja wobec bądź co bądź legalnie wybranego prezydenta. Stąd odrzucenie bardzo rozsądnej propozycji kilku oddzielnych marszy i połączenie ich w ostatniej fazie przy rezygnacji ze sztandarów partyjnych. Jedyni niezależni, bo słuchający sumienia, działacze polityczni jakich znam, to narodowcy "wysługujący" się partii rządzącej na szczeblu samorządowym, bądź po prostu prowadzący jakąś działalność wychowawczą czy propagandową.
Właśnie -- fundacja. Dawno temu, kiedy roiłem sobie o zarobieniu większej kasy (Ciekawe na czym? Może na korepetycjach? A może w totolotka?), zapytałem się mojego znajomego doświadczonego w sprawach instytucjonalno-ekonomicznych, co by zrobił, gdyby miał kilkadziesiąt tysięcy. Odpowiedział, że założyłby fundację, bo to się opłaca. Czemu? Bo fundacja jest dobrym narzędziem do przewalania budżetów. Jest przecież otwarta na dotacje. Spełniasz jakieś funkcje społeczne? Realizujesz dobrze rozpoznane trendy, nawet nie wprost poprawne politycznie? Pojawi się dotacjo-dawca zainteresowany twoją działalnością. A jeśli jeszcze masz informatora wprost z Londynu, czy Brukseli, to jesteś na pasie transmisyjnym. Wszystko hula, że aż ... łby urywa. Ale do tego, potrzebne są koneksje dziedziczne, nie koniecznie po rodzonym ojcu, mogą być np. po miszczu Słonimskim.
No ale przecież to wszystko są stowarzyszenia i fundacje niezależne, ktoś powie. Ja odpowiem, że nie zupełnie, bo są połączone wspólną "troską o demokrację", dlatego ich równoległość i równoczesność nie jest wcale dziwna. Sugeruje ona sieć praktycznych i doradczych zależności między nimi. Wszak KOD odczytuje się również jako Komitet Obrony Depozytów. I to jest w zasadzie ośmiornica. Prof. Płatek związana jest inną smyczą dwustronną z Fundacją Klinika Rządzenia, a tam wraz z nią rządzi Magdalena Środa. Jarosław Kurski natomiast regularnie współpracuje w Fundacji Spraw Publicznych z Danutą Hubner, szarą eminencją "naszej" integracji z UE, z Wojciechem Sadurskim wielce zasłużonym dla obrony kasty sędziowskiej (jego słynny list wzywający na pomoc TSUE), z Igorem Chalupcem, ex-prezesem ORLENu, którego nie zawahałbym się nazwać Piorunem-bis (drugie wcieclenie Krzysztofa Radziwiłła Pioruna) z racji szeregu innych jego zaangażowań w biznesy luterskie typu Solum Verbum etc. Wojciech Sadurski natomiast współpracuje z Andrzejem Rzeplińskim, ex-prezesem Trybunału Konstytucyjnego, i Robertem Biedroniem w ramach Fundacji Helsińskiej Praw Człowieka. Przez Igora Chalupca dojdziemy do Banku Handlowego i Marka Belki. Zaś prof. Król znowu zasiadam razem w radzie nadzorczej Fundacji Batorego wraz z Aleksandrem Smolarem, Andrzejem Olechowskim i Janem Bieleckim. Jednym słowem, fundcja dźwignią demokracji.   
Zauważmy równoległość fundacji o ideowym charakterze konserwatywnym, Fundacja im. Henryka Krzeczkowskiego, w której udziela się prof. Król, i Fundacji OKO jawnie rewolucyjnej, w której prof. Król współpracuje z rewolucjonistką prof. Moniką Płatek. Tu nie wystarczy dodać słówka "rzekomo" przed przymiotnikiem "konserwatwynym". Dlatego, że korzenie konserwatyzmu są szemrane. Adam Smith, twórca "konserwatyzmu liberalnego" (SIC!!!) to ideolog imperium, zawłaszczający dla "geniusza angielskiego" pojęcie sprawiedliwej wymiany handlowej, czyli rynku, stworzone przez hiszpańskich scholastyków. Jego program to odpowiedź na francuski monarchizm de Meistre'a, który zaczyna jako miłośnik Rousseau (kolejny sic, same sici), który bierze się nie wiadomo skąd. Wcześniejszy teoretyk monarchii absolutnej, Jean Bodin, to w zasadzie krypto-kalwinista, który rzekomo wyrzekł sie herezji, na podobieństwo nawróceńca Jana Zamoyskiego, z którym zresztą przy okazji elekcji Henryka Valois świetnie się dogadywał. No i Henryk Krzeczkowski dobrze opisany w dawnych felietonach p. Maciejewskiego, w zasadzie enkawudzista, podrobiony Polak, zboczeniec. Mili państwo, nawet w czasach elekcji (w Polsce, na Węgrzech, w Cesarstwie, bo Habsburgowie byli władcami elekcyjnymi, choć umiejętnie umocnili swoją pozycję i dynastię) nie było czegoś takiego jak monarchizm czy konserwatyzm. Bliskie koneksje Fundacji im. H. jakoby Krzeczkowskiego z Fundacją OKO nie powinny dziwić. Nie są aliansem egzotycznym.
Długi ten tekst, ale muszę jeszcze wyjaśnić dlaczego przypisuję prof. Płatek charyzmat Ćwierczakiewiczowej. A to dlatego, że zapamiętałem ją najbardziej z ordynarnej hucpy-ustawki, w trakcie której, w czystym stylu rynsztokowym, zmieszała z błotem wybitną postać polskiego Kościoła, duszpasterza, rekolekcjonistę i pisarza, O. Józefa Augystyna SJ. Była to wyraźna ustawka medialna, pretekstem do której miał być list polskiego Episkopatu w sprawie nauczania postępowej seksuologii w szkołach. Naczelny kołcz praworządności, za jakiego podaje się prof. Płatek, powinna była natychmiast przerwać tę dysputę telewizyjną i zażądać równego traktowania również strony przeciwnej sporu medialnego, zapewnienia dobrego nagłośnienia jej adwersarzowi w studio krakowskim, z którego mówił O. Augustyn, zbyt długo czekający na głos p. Płatek ze studia warszawskiego, i ukazania go w sposób godny nie zaś w jakiejś szarej zaćmie, na krzywym foteliku zmuszającym go do garbatej pozy, na tle nieciekawej, wręcz ponurej scenografii, pozycjonującej go jako kościelnego Quasimodo. Nie uczyniła tego, lecz zamiast tego, z wdziękiem rasowej przekupki, eksplodowała potokiem jakoby świętego oburzenia, które jest tak charakterystyczne dla drewnianego substytutu sumienia zwanego progresizmem. Próżno szukać tej haniebnej dyskusji w youtubie. Przypuszczam, że została usunięta i to z powodów ostrożności procesowej, co trąci niezawodnym instynktem walki klasowej samej prof. Moniki. No chyba, że ktoś ją odnajdzie w czeluściach sieci. Proszę, niech poda linka. O. Augustyn zapewne skwitowałby tę „wymianę uprzejmości” sugestią zostawienia p. Płatek w spokoju. Wszak na kilometr widać, iż jest osobą głęboko poranioną. Jeśli spojrzymy w jej oblicze uporczywie nieprzejednane i nieustająco sztywne, gotowe zrujnować każdego, kto zadraśnie jej dobra osobiste, tzn. jedynie słuszną mądrość rewolucyjno-genderową, uznamy, że to prawda. Lecz w debacie publicznej osoby dojrzałe i spełnione mają takie same prawa jak osoby poszkodowane przez los. Niekoniecznie mam tu na myśli dzieciństwo w domu np. funkcjonariusza MO, spadkobiercy polityki antykościelnej Julii „Luny” Brystygierowej, strategii rozpracowywania Kościoła w ramach tzw. Samodzielnej Grupy D, odpowiedzialnego za mord na bł. Ks. Popiełuszce, a być może i za zamach na św. Jana Pawła II (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zenon_Płatek ) – być może był on jej ojcem, bo ja, prowincjusz, 100% wiedzy na ten temat nie mam. Ale wiele daje do myślenia fakt, że życie prof. Moniki według jej biografa z wikipedii „zaczyna się” od roku 1976 wraz z ukończeniem wydziału prawa UW. Nie wiem nic na temat dzieciństwa p. Płatek, i wiedzieć nie potrzebuję, ale dziwna jest nieobecność w jej biogramie kilku zdań o jej rodzicach. Najważniejsza jest jednak jej nieprzejednana postawa wobec tradycyjnego modelu rodziny. Brak wychowania chrześcijańskiego w domu rodzinnym jest już wystarczającym upośledzeniem, często czyniącym daną osobę niezdolną do odpowiedzialnych funkcji społecznych. Świadomość kryminalnej odpowiedzialność osoby bliskiej, zacierana przy każdej okazji, może być również dużym emocjonalnym obciążeniem zdolnym sparaliżować poczucie realności.
________________________________________________________________
* „Jeśli nawet radykalnie usposobieni kapłani pisali pamflety na nowego metropolitę, to cóż się dziwić zapalczywej pani Lucynie, która miała go nazwać „powolnym sługą carskim” i przekląć „do trzeciego pokolenia”, pisze Waldemar Żyszkiewicz (http://waldemar-zyszkiewicz.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=84&Itemid=33) Ale jednak byli to nieliczni kapłani, sympatyzujący z obozem Czerwonych Mierosławskiego, odgrywających rolę prowokatorów przed powstaniem styczniowym, wobec którego św. Feliński zachował postawę sceptyczną. Tak wyrażał on swoje doświadczenia wyniesione z pokłosia powstania listopadowego: „Patriotyzm zasadzający się na gotowości porwania się na pierwsze zawołanie do oręża, by walczyć o niepodległość Ojczyzny, jest jałowy, a czasem nawet szkodliwy. [...] Najważniejsza przeto jest praca nad dźwiganiem sił i zasobów narodowych, ale nie tylko materialnych i intelektualnych, [...] ale przede wszystkim owych, naszemu narodowi właściwych zasobów, co odrębny charakter jego stanowią i tym samym zlać mu się z sąsiadami nie pozwalają” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Szczęsny_Feliński#Zesłanie_do_Jarosławia)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz