czwartek, 15 listopada 2018

Ruch Narodowy robi gambit Maciejewskiego czyli polityczne znaczenie Chrztu Świętego

 
Co ja mówię? Jaki gambit? To jest szach-mat! Mam na myśli wtorkowy tekst p. Maciejewskiego: http://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/dlaczego-pis-nie-lubi-ruchu-narodowego. Wielce inspirujący. No pewnie, że p. Maciejewski nie ma czasu na to, by skonsumować i smakować owoce własnej pracy. Wydawca chodzi boso, czy jakoś tak to leci. Chodzi albowiem o to, że mam dziwne przeczucie, bliskie pewności, że to jest do zrealizowania. Nie bez kosztów, cierpień i ofiar, ale z Bożą pomocą te dałoby się wykorzystać, dla przerzucenia ceny z nimi związanej na przeciwników, i to właśnie na przeciwników Kościoła i Polski. I nadto bez narażania osób duchownych na agresję propagandową. Nadto mam kolejne przeczucie znowu bliskie pewności, że jest wolą Najwyższego, by te koszty i ofiary zminimalizować. Czy to zostanie wykorzystanie, to już nie zależy ode mnie. Niech Król Odwieczny naszego narodu nad tym czuwa.
Cały tekst p. Maciejewskiego jest godzien skupionej uwagi i namysłu. Dotknął on albowiem wielu spraw i każde niemal zdanie budzi ciąg rozważań. Ale wystarczy zrobić trochę skrótów w tym tekście i otwierają się jeszcze ciekawsze perspektywy. Na przykład takie zdanie i idące za nim nieuniknione pytanie:
"… młodzi działacze narodowi nie potrafią dostać się do prawdziwej polityki. Możemy się zastanawiać dlaczego."
I połączyć je z konkluzją: "Ja mam do działaczy narodowych jedno w zasadzie zastrzeżenie – kiedy panowie rozpoczniecie jakąś działalność dystrybucyjną? Kiedy otworzycie ekspozytury gdzie dostępna będzie literatura pisana przez autorów z ideologią narodową związanych. Kiedy wreszcie odkryjecie metodę badania dziejów i okoliczności politycznych jaką niektórzy z nich, tacy jak Wojciech Zaleski się posługiwali dla wyjaśniania złożonych zjawisk naszej historii? Kiedy to nastąpi?"
I wychodzi prawie że odpowiedź na wcześniejsze pytanie. Teoria szachownicy nie wyjaśnia wszystkiego, ale tę zagadkę akurat trochę wyjaśnia. Globalni szachiści tego świata wyznaczyli określone miejsce ruchowi narodowemu, zaś pierwsi narodowcy Popławski, Grabski i Dmowski, przyjęli to miejsce ochoczo, bo zabrakło im wyobraźni i ikry. Tym sposobem przekazali to sprofilowanie swoim następcom, tym, którzy przyszli po nich i byli faktycznie zaangażowani w sprawę narodową, czyli spozycjonowali ruch narodowy na skrajnych polach dla pionków i dla wież: a1, a2, h1, h2, a7, a8, h7, h8.



Na marginesie, można dodać, że mimo sprofilowania ruch narodowy faktycznie ma swoją rolę do spełnienia. Jest do wykorzystania dla Polski. Np. w trakcie negocjacji nt. akcesu do unii mógł być wykorzystany przez Kaczystów do podbicia ceny tego akcesu. Raczej nie został. Dzisiaj mógłby być przekaźnikiem wiedzy potrzebnej do godnego sprawowania urzędów państwowych, wiedzy podstawowej, dotyczącej rzeczywistości zwanej narodem. Ale nie tylko. Również wiedzy na temat godności władzy uświęconej tradycją religijną i żywą odpowiedzialnością. Wystarczyłoby wszcząć, tak jak pisze p. Maciejewski, wspólną medytację nad pismami Kard. Hlonda, Kard. Wyszyńskiego, Jędrzeja Giertycha, Wojciecha Zaleskiego i Adama Doboszyńskiego.
Pytania, które p. Maciejewski stawia w konkluzji, otwierają natomiast nowe pole działania. Jeśli p. Bosak czy nawet lokalni narodowcy przekroczyliby tę barierę, niestety na szczęście złamaliby zasady według których ogólnie sprofilowane są partie polityczne. Partie nie są po to, żeby komunikować się ze swoimi wyborcami. Na powierzchni realizują ambicje poszczególnych działaczy, ich promocje na urzędy. W swej głębi realizują mechanizm negatywnego doboru niemal na zasadzie survivalu. Osobowość twórcze i komunikatywne, takie jak Beata Szydło czy Andrzej Duda, przeznaczone do społecznego dialogu, mogą tam zaistnieć jako takie tylko na zasadzie promocji przez silniejszych. Co znaczy, że w ciągu 5 lat partie mogłyby być zastąpione przez szkoły administracji i prawa. Czujecie to? Partie, jako formalne organizacje, mogłyby teoretycznie zniknąć, bo wystarczyłyby wyższe szkoły urzędnicze. Oczywiście to się nie stanie. Zbyt wiele organizacji politycznych i finansowych jest zainteresowanych istnieniem partii. P. Maciejewski natomiast takiego zniknięcia nie proponuje. A nawet przez ogródek afirmuje partyjność. Tym nie mniej jest to jedna z możliwych konsekwencji postawienia na wiedzę. Gdyby jacyś narodowcy poszliby za pytaniami p. Maciejewskiego i zaczęli szukać na nie praktycznych odpowiedzi zaczęliby tworzyć coś, co na tle wszystkich partii byłoby z punktu widzenia nowoczesności herezją, być może powrotem do tego, co dla państwa i narodu najważniejsze, do świętej władzy i majestatu Rzeczypospolitej. Zaczęliby tworzyć politykę niepartyjną (antypartyjną). Jest w tym jakaś szansa, ale również zawiera się w tym tzw. opór materii, o którym wiele by można, ale, pozwólcie mili państwo, że przeniosę rozważania nad nim do dyskusji.
Pozwólcie również, że jeszcze przez chwilkę polansuję się na tym jakże wykwintnym tle zwanym „gambitem Maciejewskiego”, względnie „Brzytwą Coryllusa”:



Oraz, że uproszczę trochę to, co w poprzednich tekstach pisałem na temat urzędów państwowych i narodu. Oczywiście, chodzi tu o moją najnowszą obsesję: splendor świętej władzy (Majestat Rzeczypospolitej), którą uproszczę nie poprzez kolejne rozważania, bo zmierzam już do konkluzji, ale przez ilustrację za pomocą tego jakże ciekawego obrazka odzwierciedlającego zapomniane już sakramentalium namaszczenia królewskiego:

 

To zgrabne zdjęcie w zasadzie podkreśla, iż takie namaszczenie królewskie jest tylko i aż wydobyciem, podkreśleniem jednego z wymiarów Chrztu Świętego, ponieważ obok namaszczenia prorockiego i kapłańskiego Chrzest ma również charakter królewski. Zauważcie państwo, że na tym zdjęciu nie widnieje król, ale pionek z koroną królewską. Brakuje jej jednej rzeczy, krzyża zwieńczającego jej kopułę. Każda dusza ochrzczona, potencjalnie zaś nawet nie ochrzczona, to władca, najpierw nad swoim poznaniem, wolą, uczuciami i ciałem, a potem nad swoim otoczeniem. Chrzest zaś tę konieczną a łagodną władzę umacnia, daje jej moc przeciw duchowym siłom chaosu poprzez cnoty teologiczne, czyli poznanie Bytu nadprzyrodzonego oparte na owej pewność, iż Bóg Jest tym, Który Jest. Kręgi zaśtego otoczenia wokół osoby mogą sięgać daleko proporcjonalnie do jej zdolności, powołania i odpowiedzialności, jaką może wziąć na swoje barki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz