środa, 7 sierpnia 2019

Co się zdarzyło w Białymstoku 20. 07. 2019 według Rafała Betlejewskiego

Autorem tego filmu jest Rafał Piotr Betlejewski, tzw. performera wylansowanego przez Ewę Wanat i środowisko związane z Gazetą wyborczą, artysta parateatralny, cokolwiek mogłoby to znaczyć.
P. Betlejewski był również inicjatorem bardzo wzruszającego projektu Tęsknię za Tobą, Żydzie. Przybrał on postać przede wszystkim happeningu z 11 lipca 2010: pod nazwą 'Płonie stodoła'. Betlejewski podpalił we wsi Zawada specjalnie na ten cel wzniesioną stodołę, w której najpierw umieścił symboliczne białe kartki od osób, którym 'ciążą nieżyczliwe myśli w stosunku do Żydów'. ... Betlejewski nazwał to zdarzenie akcją konfesyjną i ekspiacyjną.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Rafał_Betlejewski) Domyślam się, że raczej chodzi tu o wszystkie frustracje związane z udziałem komunistów żydowskiego pochodzenia w rosyjskim i polskim systemie przemocy jakoby państwowej. Czy zatem owe białe karteczki mieli wkładać również Żydi ortodoksyjni prześladowani przez bolszewików i polskich stalinowców, komunistów narodowych itp.? Czy może raczej inteligencja żydowskiego pochodzenia, jak np. Marian Hemar, krytykująca ideologię marksistowską jeszcze w Polsce 20-lecia międzywojennego?
W 2016 r. stworzył on tzw. Prowokacje, w których nagrywał rozmowy kwalifikacyjne z bezrobotnymi wraz z propozycjami pracy o charakterze przestępczym, rzecz jasna, za sowitą opłatą. No cóż. Kto prowokacjami wojuje, ten od dowodów ginie. P. Rafał przegiął do tego stopnia, że nagle otrzymał od zdecydowaną naganę nawet od Gazety wyborczej: http://wyborcza.pl/1,75398,20744962,prowokacje-betlejewski-proponowal-zdesperowanym-ludziom-przestepcza.html . Ale pocieszę państwa, krytyka była zawarta tylko w tytule, bo już w pierwszych akapitach został on przedstawiony jako empatyczny publicysta zatroskany cierpieniami bezrobotnych. Tak iż dalsze zarzuty straciły moc, zaś jego ostateczne przyznanie się do winy, według techniki 3 w jednym (podejrzenie-oskarżenie-wyrok), czyli przyznanie się poprzez rzucenie na siebie podejrzenia: "Być może przekroczyłem zasady", w zasadzie było już tylko samo-rozgrzeszeniem, bo ten, który oskarża i wydaje wyrok, władny jest również uniewinnić, nawet samego siebie, a może zwłaszcza siebie samego. 
Film zamieszczony na początku tego tekstu jest bardzo interesującym dokumentem propagandowym, warto go czym prędzej streścić i zgrać, jeśli ktoś potrafi. Może on bowiem w każdej chwili zostać usunięty na żądanie liderów opozycje totalnej. Ponieważ bezpośrednio ilustruje on technikę fałszywego oskarżenia, które jednocześnie jest wyrokiem, technikę stosowaną często przez środowiska inspirowane tekstami z Gazety wyborczej. 
A więc, co widzimy w tym filmie. Najpierw widzimy bp Henryka Ciereszkę, obecnie biskupa pomocniczego w Białymstoku, teologa, który przyczynił się do beatyfikacji bł. Michała Sopoćki. Dla przypomnienia ks. Sopoćko był spowiednikiem św. Faustyny Kowalskiej. Pomimo niebotycznych trudności, doprowadził do akceptacji kultu Miłosierdzia Bożego przez Kościół, był też twórcą teologii Jezusa Miłosiernego. Na początku filmu słyszymy również głos prawdopodobnie p. Betlejewskiego: „Uwaga, będzie drastycznie”. Następnie przedstawia on nam biskupa Henryka z teatralnym podkreśleniem wszystkich jego tytułów. Zatem mamy postawioną tezę wywodu, choć jeszcze niejasno, mianowicie tą, że drastyczność będzie dotyczyła tej osoby, bp Ciereszki. Napis zaś głosi, iż widzimy ks. biskupa w czasie pogromu. Chodzi tu o pogrom dokonywany na ludziach z parady równości. Kilka dni po tych wydarzeniach zastanawiać się możemy, czy aby p. Betlejewski był rzeczywiście w Białymstoku, bo jak dotąd żadne doniesienia nie potwierdziły jego donosu na temat pogromu. Prasa informuje tylko o 84 aresztowanych za zakłócanie porządku. Nie ma nic o ofiarach śmiertelnych, które niezbędne są dla określenia tych zajść jako pogromu. 
„Gdy hordy bandytów biją bezbronnych ludzi”, mówi dalej komentator, „ks. Biskup przechadza się pośród wiernych i normalnych na pikniku rodzinnym dla katolickich rodzin, rzecz jasna.” Co na to aktywiści LGBT? Czy bezbronni, jakoby bici, ludzie z ruchu tęczowego są nienormalni?
Nadto p. Betlejewski nie tłumaczy w ogóle, że pałac Branickich wraz z placem jest oddzielony od ul. Piłsudskiego, którędy przeszedł Marsz Równości, wielką przestrzenią, drzewami i ogrodzeniem. Jego własne nagranie potwierdza, że albo odległość czasowa między tymi zgromadzeń albo geografia miasta skutecznie oddzielały piknik rodzinny od Marszu Równości. Nie słychać nawet w tle jego nagrania żadnych odgłosów zamieszek. Czyżby były one aż tak minimalne? Są tylko migawki z odstraszania kibiców przez policję, przepychanek z nimi. Czyżby kamerzysta p. Betlejewskiego posiadł zdolność pojawiania się w dwu miejscach naraz?
P. Betlejewski mówi dalej, że w tym czasie przed katedrą trwają modły przebłagalne za upokorzenie homoseksualizmem. Określenie to zapewne jest dla niego jednym z ościeni wywołujących tęczowe, „święte” oburzenie. Ponieważ słowa prowadzącego różaniec na temat grzechu sodomitów nałożone się na obraz jednej z bohaterek tego nagrania, matki transseksualnego chłopca, która za chwilę będzie rozmawiać z bp Ciereszko, osoby prawdopodobnie wprowadzonej w tok filmu i w piknik rodzinny przez samego autora tej relacji. W krótkim apelu pod tym filmem prosi o pomoc w stworzeniu filmu o dzieciach trnaseksualnych. „Ta pani to Dorota”, dowiadujemy się za chwilę, „mama transpłciowego Bartka, katoliczka”. Zgaduję, że p. Dorota znalazła się na pikniku rodzinnym pod jakimś przymusem. Czyżby zmusił ją do tego p. Betlejewski? Słowa o grzechu sodomitów musiały ją zranić z racji jej transseksualnego syna. Ale pytanie, czy transseksualizm faktycznie wymusza stosunki homoseksualne. Są przecież terapeuci którzy zajmują terapią osób z problemami homosekskualnymi i transseksualnymi. I mają w tym duże osiągnięcia.  
Narrator dziwi się, że Ks. Dębski, asystent bp Henryka, nazwany tu bodygardem biskupa, zgadza się na rozmowę pani Doroty z bp Ciereszką. Niestety słyszymy tylko fragment tego dialogu. P. Betlejewski stara się za wszelką ceną rzucić owe oskarżycielskie podejrzenia właśnie na ks. Dębskiego, pokazują jego tors, którym jakoby zagradza dostęp do hierarchy, jak również na bp Ciereszkę, który spokojnie sobie rozmawia z p. Dorotą w czasie, gdy tuż obok toczy się jakoby dramat, tragedia pogromu, którego w istocie nie słychać. Jest to metoda odgapiona ze słynnego swego czasu dokumentu, filmu nakręconego przez żydowskich dokumentalistów na temat dzieciństwa i młodości św. Jana Pawła II. W pewnym fragmencie tego filmu autorzy oskarżyli go o obojętność wobec tragedii Żydów w getcie krakowskim w czasie dramatycznych wysiedleń w 1942 roku celem których była ich eksterminacja w obozie w Bełżcu. Młody Wojtyła miał przechodzić obok murów z całkowitą obojętnością wobec losu Żydów.
Czujność p. Betlejewskiego uśpiona spokojnym dialogiem bp Ciereszki z p. Dorotą nagle trafia na niespodziewaną przeszkodę, którą przypisuje złośliwości ks. Dębskiemu. Ten bowiem miał w owym momencie napuścić na jego kamerzystę „wściekłych emerytów”. Ale przecież wolno było asystentowi hierarchy zabezpieczyć jego spokojną rozmowę, z pewnością ważną dla p. Doroty, przed wścibskim okiem kamery. Wygląda na to, że bogactwo „literackiej wyobraźni” p. Betlejewskiego jest porażające. Niestety utwierdza mnie ono w przekonaniu, że w końcu ten gniot zostanie usunięty z sieci. Patrzmy więc dalej. P. Betlejewski próbuje ratować sytuację, czyli zepsuć świadectwo kultury dialogu bp Ciereszce, apelując o ratunek dla atakowanego kamerzysty, w którym jakoby uczestniczy ks. Dębski wraz ze swoją ozdobną spinką. Mało przekonujące.
Bp Ciereszko zachowuje się doskonale. Podkreśla wagę rozmowy z p. Dorotą, z osobą która potrzebuje uzdrawiającego dialogu. P. Rafał zaś sam podsuwa nam w konkluzji swego filmu kontrast między rozumną empatią bp Henryka a własnym potraktowaniem p. Doroty i jej syna jako narzędzi propagandy. Dalsze beznadziejne bonmoty, którymi p. Betlejewski próbuje ratować swoją narracją, nie zasługują nawet na pobieżne streszczenie.
Mili państwo, czuję się w tym momencie całkowicie pokonany na polu złośliwości. P. Betlejewski jest bezkonkurencyjny w tej dyscyplinie. Słuchając narracji p. Betlejewskiego stwierdzam, że tak naprawdę ja nie wiem, co to jest złośliwość. Jego jadowita podejrzliwość bije wszelkie rekordy.
Dalej p. Betlejewski pozwala wypowiedzieć się białostockiemu duszpasterzowi na temat istoty i mocy Chrześcijaństwa, jego wolności wobec przemocy, jego uzdrawiania chorego, pogańskiego świata, wprowadzaniem wewnętrznej wolności i realnego dobra. Cóż za karygodny błąd! Sponsorzy z pewnością są niezadowoleni. Nawet sekwencja z osiłkiem z czerwonym krzyżem na koszulce maszerującym ospale wzdłuż kordonu policji na tle słów bp Ciereszki nie pomaga. Wręcz czegoś dziwnie podkreśla zbawienną moc Chrześcijaństwa. Osiłek wszak jest pełen mocy i razem spokojny, wolny od agresji. Owoż i doskonały obraz Chrześcijaństwa kroczącego przez dzieje pomimo pogańskich kordonów, jakby obchodzący je bez rozlewu krwi.
W takim ujęciu wulgarne okrzyki kibiców to całkowity kontrast, przeskok do świata zagubionych pogan. W żadnym momencie nie kojarzą się z przesłaniem bp Ciereszki. Nie ma znaczenia, że p. Betlejewski chce pokazać ich jako rzekomych chrześcijan. Poprzedni jego obraz zmienia znaczenie tej narracji. Owszem za pierwszym razem, przy pobieżnym odbiorze, znaczenie podyktowane techniką podejrzliwości jest czytelne, ale przy drugim i trzecim ono słabnie. P. Betlejewski jest słabym narratorem, nie jest w stanie utrzymać linii własnej narracji.
Przeskakuję kilka sekwencji do momentu, gdy p. Betlejewski wraca do pikniku i oświadcza że „pierwszy raz widział taką dzicz, taką agresję w imię Boga”. No cóż. Sęk w tym, że oglądający ten film nie widzieli ich. Owszem mogli ją widzieć tylko obdarzeni "bogatą litracką wyobraźnią", którzy narracji podejrzliwości wierzą ślepo, wprzęgnięci w hierarchię pogardy, którzy bardzo chcą zobaczyć „dzicz i agresję” tam, gdzie ich nie ma, w Kościele reprezentowanym przez bp Henryka. „Jak to można podsumować?” pyta się p. Betlejewski, „piknik rodzinny obok pogromu ...” itd. Podsumowanie jest bardzo proste: paranoja i nieudolność.
W swoich wcześniejszych projektach parateatralny, pan Betlejewski tylko nieśmiało zarysował technologię podejrzliwości. Zauważmy, że "Spalanie stodoły" nawiązujące do tragicznych wydarzeń z Jedwabnego w 1942 r. określił jako ekspiację, czyli zadośćuczynieniem. Zgaduję, że miał on na mysli ekspiację za antysemityzm w środowisku Gazety wyborczej, w formie uporczywego kompromitowania grup związanych z polskimi Żydami, za akty kompromitacji przeszłe i planowane, przyszłe, tak na wszelki wypadek. W zasadzie technika zaprezentowana w najnowszym jego filmie, uporczywe wmawianie winy ludziom niewinnym, nasuwa skojarzenia z doklejeniem pejsów słynnemu już na cały świat pruchnickiemu Judaszowi, który nigdy w historii Pruchnika, ani żadnego inneg podkarpackiego miasteczka, pejsów takowych nie miał. Czy jest to możliwe, że ów pomysł wyszedł z „pracowni” p. Betlejewskiego? Tego nie wiemy. Ale przypomnina ten sam styl uporczywej podejrzliwości, ignorującej wszelkie fakty historyczne.  
W filmie z Białegostoku p. Betlejewski podniósł na szczyty absurdu technikę upokarzania swoich rozmówców, zapożyczoną od polityków i mediów jakoby broniących demokracji, technikę, w której samo podejrzenie staje się aktem oskarżenia, dowodem i niemal formalnym wyrokiem domagającym się natychmiastowej egzekucji. Mamy tu przykład wybujałej podejrzliwości, która przekroczyła już barierę paranoi. Na podobieństwo gnostyckiego węża, który zjada własny ogon, ogłasza ono, iż dzisiejsi propagandyści, tęczowi i socjalistyczni, nie mają już dziś nic do powiedzenia normalnym ludziom. Mogą tylko tworzyć fikcyjne horrory. Współczuję. Kto kłamstwem wojuje, od paranoi ginie.
Nasuw się też wniosek, że w całej tej aferze, w tych nieudanych w sumie prowokacjach (zarówno w pozwoleniu na Marsz równości jak i w filmie p. Betlejewskiego) chodzi o atak na Kościół w Białymstoku. Na oryginalne przedsięwzięcie, zapoczątkowane przez biskupa seniora, ks. Stanisława Szymeckiego na fundamencie świadectwa bł. Michała Sopoćki, przedsięwzięcie, które z wielką odwagą i nadzieją wprowadza nową jakość, moc Miłosierdzia w przestrzeń publiczną. Jego istotę krótko przedstawia Bp Ciereszko w nieocenzurowanych fragmentach tego filmu. Dawny Ordynariusz Białegostoku bp Szymecki nadał mu nazwę „Białystok miasto Miłosierdzia”. Oprócz Podlasian, i nie mam tu na myśli kibiców, którzy przyszli zamenifestować swoją niechęć przede wszystkim do policji, tak więc oprócz wierzących Podlasian sprzeciwiajacych się rewolucji obyczajowej, program „Białystok miasto Miłosierdzia” jest głównym celem tego ataku. Miłosierdzie bowiem nie kłóci się ze sprawiedliwością, udoskonala ją. Ona zaś stawia wysokie wymagania osobom sprawującym urzędy publiczne. Przez prosty konstrast pokazuje brak miłosierdzia i razem sprawiedliwości w manipulacjach prawem, propagowaniu absurdów, naruszaniu dobra, wmuszaniu nienaturalnych zachowań obyczajowych .
Zobaczmy jeszcze film z przemarszu uczestników pikniku rodzinnego spod kościoła św. Rocha na plac przed pałacem Branickich:

Inny film z angielskim podtytułem pokazuje, że agresorami w czasie owego Marszu Równości byli młodzi mężczyźni w większości kibice, którzy nie tylko chceli pokazać niechęć do ruchu LGBT, ale przede wszystkim wrogość wobec policji: 
Porachunki policyjno-kibicowskie, sięgają niepamiętnych czasów i w stolicy i w Białymstoku i wszędzie w kraju, obejmują również niesławne, acz bardzo głośne, tragiczne wydarzenia z Ełku sprzed trzech lat: zadźganie Daniela R. przez tunezyjskiego nożownika w ełckim kebabie w sylwester 2016/2017.
Rzućmy okiem jeszcze na ten film:
Mamy tu do czynienia w zasadzie z agresją prowokowaną nie wiadomo przez kogo. Przepraszam, jednak wiadomo. W 0':33'' widzimy trzech nieokreślonych młodych mężczyzn, jeden z nich w czerwonej bluzce, prawdopodobnie prowokatorów, nieokreślonego pochodzenia, albo zwykłych bandytów albo opłaconych niewiadomo przez kogo instygatorów, mających zachęcać do rozróby, którzy napadają na dziewczynę w jeansowych ogrodniczkach, chyba również z ruchu LGBT, upokarzają ją, ale zdaje się że nie czynią jej krzywdy fizycznej, dość jednak że znęcają nad nią psychicznie. Wcześniej być może to oni szczują zgraję młodych ludzi na jakiegoś uczestnika marszu LGBT. Z pewnością nie są to uczestnicy pikniku rodzinnego ani różańca na schodach białostockiej katedry. Ich ubiór nie pasuje do tych wydarzeń. W obronie dziewczyny staje jakiś przechodzień. Chwała jemu za to!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz