sobota, 10 listopada 2018

Smutek Donalda Tuska, czyli jeden, wspólny Polaków Marsz Niepodległości. Cel - Majestat Rzeczypospolitej


A miało być „tak pięknie”. Nie dość, że udało się zmataczyć przesłuchanie przed komisją ds. Amber Gold, tak iż ze świadka Donald Tusk zamienił się w nieformalnego oskarżyciela, nie dość, że udało się przywłaszczyć sukces 500 +, na co fundusze miały być jakoby pozyskane z VATu za panownia tow. Tuska (wierutna kłamstwo, albowiem wówczas dziura w dochodach z VATu, jak wskazywały ostrzeżenie Komisji Europejskiej, mogła pokryć koszty budowy kilku autostrad), to jeszcze krwawe „proroctwo” prof. Marcina „Wernychory” Króla było tuż tuż od spełnienia. Szczęście było tak blisko. Prezydent stolicy p. Hanna G.W. delegalizując Marsz Niepodległości dała sygnał prowokatorom do gotowości bojowej. Albowiem oznaczało to możliwość frontalnego zderzenia rządu i Prezydenta z Ruchem Narodowym. Co prawda policjanci zrobili masowy strajk „zdrowotny L-4”, przez co kilku prowokatorów w ich szeregach w skutek sprzecznych prikazów wyautowało się z planowanej akcji. Ale inni prowokatorzy otrzymali już instrukcje co, gdzie i kiedy. Jego Europejska Mość promieniowała w oczekiwaniu na klęskę populistów, jak określił w Helsinkach na kongresie Europejskiej Partii Ludowej Kaczyńskiego, Dudę i Morawieckiego, G. Schetyna, „prorokując” rychłe ich odsunięcie od władzy, sugerując, iż w zamian za bratnią pomoc, wprowadzi Polskę do strefy euro. (Raczej dziękujemy, obejdzie się.)
A tu jak grom z jasnego nieba, Król Odwieczny, któremu dwa lata temu oddaliśmy władzę nad naszą Ojczyzną, poruszył roztropność Prezydenta, liderów PiSu i Ruchu Narodowego. Porozumienie między nimi stało się faktem:
Strona rządowa i Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości” porozumiały się, by godnie świętować Dzień Niepodległości! – poinformowali PAP szef KPRM Michał Dworczyk oraz rzecznik Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” Damian Kita. Negocjacje zakończyły się w piątek tuż przed północą.
Strona rządowa i Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości” porozumiały się, by godnie świętować Dzień Niepodległości! Sprawy organizacyjne zostały omówione i ustalone. Poinformowali o tym PAP szef KPRM Michał Dworczyk oraz rzecznik Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” Damian Kita.
Przedstawiciele obu stron opracowali wspólny komunikat, w którym zapraszają wszystkich w niedzielę 11 listopada na godzinę 14:00 na Rondo Romana Dmowskiego. Poinformowali także, że o godzinie 15:00 przewidziane jest przemówienie prezydenta RP Andrzeja Dudy, a następnie marsz ruszy w stronę Stadionu Narodowego.
Michał Dworczyk powiedział w rozmowie z PAP, że porozumienie nie zostało „spisane”.
Ustaliliśmy ustnie zasady tego, w jaki sposób odbędą się wszystkie sprawy organizacyjne” – wyjaśnił.
W ustaleniu porozumienia uczestniczyli ze strony rządowej m.in. minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński oraz szef KPRM Michał Dworczyk, a organizatorów Marszu Niepodległości reprezentowali prezes Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” Robert Bąkiewicz i wiceprezes Stowarzyszenia Witold Tumanowicz.
Portal „Niezależna.pl” poinformował po północy, że „na czele biało-czerwonego marszu 11 listopada, jako jedna z pierwszych grup zorganizowanych, będą szły Kluby <<Gazety Polskiej>>”.
Ich członkowie przyjadą z rozmaitych zakątków kraju. Spotykamy się 11 listopada o godz. 13:00 w okolicach Pomnika Żołnierzy Polskiej Organizacji Wojskowej na pl. Małachowskiego” – czytamy na stronach portalu.
Marsz Niepodległości i Marsz Biało-Czerwony będą skoordynowane w jeden wielki wspólny marsz, w którym każde zgromadzenie będzie mogło zachować swój własny charakter. Z niczego nie musimy rezygnować i idziemy razem!” – napisał prezes Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak
Jak dodał: „najpierw będą szły władze państwowe, z odpowiednią ochroną, a później uczestnicy Marszu Niepodległości ze środowiskami narodowymi i społecznymi”.
Będą dwa legalne zgromadzenia w jednym wspólnym marszu, zabezpieczanym przez służby państwowe i straż Marszu Niepodległości, a na koniec koncert na błoniach Stadionu Narodowego organizowany przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości” – zaznaczył.
Proszę wszystkich o zaufanie do naszych reprezentantów, dołożyli oni wszelkich starań by ocalić Marsz Niepodległości z jego jedyną i niepowtarzalną atmosferą. We wspólnym marszu będą z nami także władze państwa. Zadbajmy o świetną atmosferę i oprawę. Do zobaczenia w niedzielę!” – napisał wiceprezes Ruchu Narodowego.
W nocy z piątku na sobotę biuro prasowe Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” poinformowało, że „11 listopada odbędzie się wielki, wspólnotowy marsz, który z godnością uczci setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości”.
Tym samym oddolna i społeczna inicjatywa, jaką jest Marsz Niepodległości, przejdzie, jak co roku ulicami naszej stolicy. Pomimo wielu kontrowersji i prób zablokowania naszej wspólnej wspaniałej inicjatywy, dzisiaj możemy stwierdzić z pełną odpowiedzialnością, że zwyciężyliśmy dla Polski, dla Polaków, dla pokoleń przeszłych i przyszłych” – czytamy w komunikacie.
W piątek rzecznik Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” Damian Kita poinformował PAP, że odbywają się rozmowy między stroną rządową a stowarzyszeniem, które jest organizatorem odbywającego się od kilku lat w Warszawie 11 listopada Marszu Niepodległości. Prezes Ruchu Narodowego – współtworzącego Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, poseł Robert Winnicki, pytany przez PAP, czy są jakieś postępy, jeżeli chodzi o rozmowy ze stroną rządową ws. marszu 11 listopada odparł, że „najprędzej późnym wieczorem można się ich spodziewać”. Dopytywany, czy nadal te negocjacje się toczą, powiedział: „raczej teraz jest przerwa w tych negocjacjach, teraz obie strony wróciły do swoich wewnętrznych narad i wieczorem jest kolejna runda (negocjacji)” – powiedział Robert Winnicki. W piątek wieczorem jeden z organizatorów Marszu Niepodległości Tomasz Kalinowski poinformował PAP, że rozmowy wznowiono i „będą zapewne trwały do późnych godzin nocnych”.
Wcześniej w piątek Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że w niedzielę 11 listopada o godz. 15.00 rozpocznie się wspólny Biało-Czerwony Marsz pod hasłem „Dla Ciebie Polsko”, organizowany pod patronatem narodowym prezydenta Andrzeja Dudy z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.
Zapraszamy wszystkich, by wspólnie i uroczyście oddać hołd naszym przodkom, patriotom i żołnierzom, którzy poświęcili życie, aby Polska była niepodległa. Zapraszamy do wspólnego świętowania” – czytamy w komunikacie resortu.
MON poinformował także, że marsz otworzą pojazdy wojskowe, kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego, orkiestra oraz żołnierze reprezentujący wszystkie formacje Sił Zbrojnych RP, niosący symboliczne 100 flag; zaprezentuje się kilkadziesiąt wojskowych pojazdów, w tym m.in. kołowy transporter opancerzony ROSOMAK, samobieżny moździerz RAK, zestaw przeciwlotniczy POPRAD i wyrzutnia rakietowa LANGUSTA. Za kolumnami wojskowymi i pododdziałami Wojska Polskiego przejdą uczestnicy marszu.
Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki, po tym, gdy w środę prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała organizacji w stolicy Marszu Niepodległości, ustalili, że 11 listopada w Warszawie zostanie zorganizowany „wspólny biało-czerwony marsz”. Marsz zapowiedziany po spotkaniu prezydenta i premiera – zgodnie z ustaleniami – będzie miał charakter uroczystości państwowej, organizowany będzie przez rząd, a objęty patronatem przez prezydenta.
Wszystko zmierza w dobrym kierunku” – powiedział Tomasz Kalinowski.”

Niepodległość, Naród, to ważne rzeczywistości o wysokiej wartości. Ale jest jeszcze coś, co je przewyższa – Majestat Rzeczypospolitej. 16-wieczny szpieg królowej Elżbiety I, autor niezwykle cennego raportu na temat Królestwa Polski i Litwy pod panowaniem Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, mimo swojej skrajnej wrogości wobec Polaków, zadanej mu w ramach nagłej i specjalnej misji, podkreślił kilkakrotnie w swoim opisie Polski znaczenie Majestatu Rzeczypospolitej. Nie był w stanie zignorować tej rzeczywistości. Inaczej skłamałby i naraził się na degradację a nawet wyrok śmierci skrytobójczo na nim wykonany. Kilkakrotnie stwierdził, że zawiera się on w wolności Stanów, czyli przede wszystkim polskiej szlachty, i w godności Króla. Wolność oznacza tu odpowiedzialność za kształt życia publicznego, a zatem udział we władzy. I to jest ten cel Marszu Niepodległości, a nawet naszego dziejowego marszu ku niepodległości, ku udoskonaleniu i zabezpieczeniu politycznemu i ekonomicznemu samostanowieniu Polaków i Polski. Polska oznacza tu wspólną organizację Polaków na poziomie życia publicznego. Wspólny wkład w sprawy publiczne. Z pewności nie chodzi tu o identyczne proporcje tego wkładu ze strony każdego czy nawet większości obywateli. Proporcje zależą od pozycji społecznej i ekonomicznej. Ale jednak wolność obywatelska, polityczna mierzy się dostępem do tego wkłady.
Przepraszam, czy ja napisałem „proporcje”? Osz ty w życiu! Wymsknęło mi się! Potknięcie językowe typowo tomistyczne. Analogia bytowa proporcjonalna. Proportio jako jedna z trzech cech tzw. piękna, czyli doskonałości danego bytu. Ale Majestat Rzeczypospolitej, czy to jest byt? No przecież, że to nie byt. Magazynier, nie ściemniaj tu nam. Ja powiem na to, że nie ściemniam. Nie byt. Żadna substancja narodowa, bo takiej w ogóle być nie może. Bo substancja oznacza istnienie niepowtarzalnego w samym sobie określonego bytu, takiego jak moja żona, jak mój tata, moja mama, mój sąsiad, analogicznie podobnego do innych bytów rozumnych i wolnych, zwanych ludźmi, mimo wszystko niepowtarzalnych. Skoro jednak Majestat Rzeczypospolitej jest zauważalny i wyraźny dla wrogów Polski, istnieje, jest. Cóż to zatem takiego? To jest coś, co przypomina wielkie dzieło sztuki, Kazanie Piotra Skargi, Batory pod Pskowem Matejki, 3. symfonię Szymanowskiego Stabat Mater. Tylko że my nie zobaczymy go, a raczej nie zawsze możemy go dostrzec np. w elegancji pałacu Belwederskiego, we wspaniałości Zamku Królewskiego, czy Wawelu, nie zawsze go usłyszymy w ustach jego reprezentantów. Jednak poczujemy i zrozumiemy, kiedy błyśnie nam po oczach. I owoż błysnął. W porozumienie Prezydenta, rządu i Ruchu Narodowego.
Zatem jeśli jest to coś na podobieństwo dzieła sztuki, politycznego dzieła, musi mieć w sobie integritas – całościowość, proportio/consonantia – proporcje/proporcjonalna zgodność (i jej brak jako jakiś konflikt) jednej części z pozostałymi i claritas – promieniowanie doskonałości. No i ma. Ale przecież św. Tomasz z Akwinu to święty, idealista. To jest nierealne. Czy ja mówię, że Majestat Rzeczypospolitej to jakiś niebiański spokój? Ależ skąd. Św. Tomasza z Akwinu, syn normańskiej arystokracji, Lundulfów, którzy ogniem i mieczem wyrąbali sobie miejsce we Pn Włoszech i na Sycylii, dobrze zdawał sobie sprawę z brutalności walki o władzę, a nawet o stabilną pozycję w świecie swego czasu. To czemu o tym nie pisał? Bo pergamin był drogi. Wiedział jednak i my to wiemy, że bez walki i dramatu się nie obejdzie.
Mało kto rozumie ważność Majestatu Rzeczypospolitej. P. Tumanowicz, z całej szacunkiem dla jego wkładu w Marsz Niepodległości, należy do tych, którym idea narodowa przesłania wagę Majestatu Rzeczypospolitej. Mówi albowiem dziennikarzowi Trwamu, iż polską niepodległość nie tworzy rząd, ale tysiące patriotów Polaków. Nie całkiem. Bo tworzą ją i Polacy, zwykli obywatele i urzędnicy państwowi rozumiejący znaczenie Majestatu Rzeczypospolitej.
Po krótkiej przerwie, dopisuję kolejny akapit. Przyznaję, że fatalną schedą po socjalizmie sanacyjnym i komunie peerelowskiej jest brak świadomości jakie znaczenia ma owo dzieło zwane Majestatem Rzeczypospolitej. Brak tej świadomości pośród urzędników państwowych, pośród prawników, czyli grupy zawodowej potencjalnie najbardziej zdatnej do owocnej służby biurokratycznej, pośród polityków i pośród tzw. zwykłych obywateli. Przesłania go nieobecność pieczęci spinającej to całe zjawisko współgrania godności urzędów państwowych (wyrażających bezpośrednio Majestat państwa/królestwa) z prawem, władzy wykonawczej, sądowej, legislacyjnej z ekonomią państwa i stanem majątkowym obywateli. Pieczęcią tą jest święta władza w osobie Króla, (monarchy doczesnego). Kiedy zastanawiam się nad ową potencjalną doskonałością tych wszystkich relacji państwa i jego Majestatu z narodem, który dodaje do niego coś z siebie, narzuca mi się myśl, że Król, dziś po części tylko Prezydent, wyraża ową claritas - promieniowanie, ekspresję i zdolność komunikowania tej złożonej struktury godności państwowa i jego urzędów. Przesłania go również brak szalchty, narodu politycznego, czyli słabość ekonomiczna tych obywateli, którzy potencjalnie mogliby stać się szlachtą, którzy mogliby podjąć odpowiedzialność za większy majątek niż jest im dostępny, a którzy mogliby tym sposobem zyskać więcej czasu na sprawy publiczne. Klasa pasożytnicza nadzorców zorganizowanych w gangi nigdy szlachtą nie będzie. Tego chyba nawet tłumaczyć nie trzeba. Może ona najwyżej utorować drogę do stanu szlacheckiego, obywatelskiego, grupom, które ją przekupią. Szlachta albowiem, moim nieskromnym zdaniem, jakoś związana jest z ową cechą doskonałości danego bytu lub tworu, jakim jest integritas, całościowość, co oznacza, że potencjalnie każdy obywatel może zawierać umowy, robić interesy, sądzić się i godzić, z każdym innym spośród tych 20-30 milionów aktywnych Polaków. I my to dokładnie czujemy, nawet jeśli PAD nie całkiem to rozumie, że jest ryzyko dezintegracji naszej wspólnoty kulturowej i religijnej, przez jej zepchnięcie na margines, nawet nie koniecznie w sensie ilości Polaków-katolików w naszej Ojczyźnie, ale na przykład w sensie dostępu do podstawowych dóbr, podkreślam podstawowcyh, jakimi jest trwały majątek, oszczędności, kawałek ziemi, dom na niej stojący, stałe źródło dochodu, wykształcenie dzieci zgodne z wychowaniem, jakie otrzymały w domu. Stabilność tych spraw jest początkiem działania narodu politycznego, szlachty.
A jednak migocze nam to dzieło, o którym tu mowa, przejawia się od czasu do czasu. P. Kaczyński i zarząd PiSu wiedzieli, co robią, gdy wytypowali Andrzeja Dudę na Prezydenta, zaś Beatę Szydło na Premiera. Są to wyjątkowe osobowości zdolne ponieść ów ciężar komunikacji i ekspresji. Tak chodzi tu o media, ale nie tylko, również o spotkania z Polakami na prowincji twarzą w twarz. Chodzi tu również o Duda Pomoc, ekwiwalent 16-wiecznych sądów królewskich, tzw. referendarskich powołanych dla chłopów z królewszczyzn, z ich sądami apelacyjnymi zwanymi asesoriami. To ciekawe, że od strony potencjalnego narodu politycznego wychodzi podobna inicjatywa, mianowicie interwencje Niepokonanych'2012, broniących poszkodowanych przez gangi urzędnicze, i prawne oraz propagandowe przedsięwzięcia Iuris Ordo, m.in. broniącego życia poczętych a nienarodzonych. Niepokonani'2012 bronią konkretnych, żyjących a poszkodowanych potencjalnych szlachciców, Iuris Ordo broni ich praw w znaczeniu szerszym i kieruje swoją uwagę ku potenencjalnej szlachcie istniejącej już w łonie matek acz nienarodzonej.
Jako prawnicy, potencjalnie jako urzędnicy królestwa, mają oni coś wspólnego z proportio/consonantia – proporcjonalną zgodnością jednego szlachcia z pozostałymi i jej brakiem jako konfliktem. To właśnie urzędnicy moim nieskromnych zdaniem przyczyniają się do, lub burzą, tę drugą cechę doskonałości Majestatu Rzeczypospolitej, proportio/consonantia. Jakże rażącą rzeczą w danym dziele sztuki czy nawet rzemiosła jest dysproporcja, nie koniecznie asymetria, bo to byłoby za proste, ale po prostu zaburzenie słusznych proporcji. Po prostu brzydota.

niedziela, 4 listopada 2018

Prof. Marcin Król ma na nas na OKO, czyli oko, smycz i … szachownica

I nie tylko on ma na nas OKO. Również prof. Monika Płatek, kluczowa przedstawicielka twardego rdzenia „elity” prawniczej, jak również niezłomna bojowniczka rewolucji obyczajowej, bezkompromisowa jak sama Ćwierczakiewiczowa.
Młodzieży wyjaśniam, że Lucyna Ćwierczakiewiczowa była to niewiasta znana w Stolicy naszej Ojczyzny w II poł. XIX w. ze słynnych ksiąg z przepisami kuchennymi, która publicznie rzuciła klątwę na metropolitę warszawskiego, św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego i na jego potomstwo "do trzeciego pokolenia", o czym wikipedia niestety milczy, za upominanie wiernych w 1862 r., by nie śpiewali pieśni patriotycznych w świątyniach stołecznych w celu uniknięcia interwencji rosyjskiej policji po Mszach Św*.
Oprócz prof. Płatek i prof. Króla, na OKO-u ma nas Piotr Pacewicz i jego brat Krzysztof, filozof wspólnoty płynów ustrojowych (taką napisał książkę: „Fluks. Wspólnota płynów ustrojowych”, którą Gabriel Maciejewski czas jakiś temu skomentował), Seweryn Blumsztajn ex-naczelny stołecznego dodatku Gazowni, Jarosław Kurski i cały zastęp luminarzy naszej ćwierćinteligencji postępowej. Że mają nas na oku, dowiadujemy się na portalu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej “OKO” - https://oko.press/fundacja/
Ale zapewne państwo wiecie to już od dawna, bo Fundacja OKO istnieje już z górą dwa lata. Ja dowiedziałem się tego dzięki komentarzowi Pink Panthery, której dziękuję za cenną podpowiedź pod moim ostatnim tekstem. Dzięki temu oprócz nadzoru nad fundacją OKO znajdujemy kilka innych ważnych ról zarządczych i nadzorczych prof. Króla: 1) Fundacja im. Stefana Batorego (z Aleksandrem Smolarem) 2) Fundacja Res Publica im.  Henryka Krzeczkowskiego 3) Fundacja Instytut Spraw Publicznych (z Danutą Huebner na pokładzie i amerykańskim wsparciem intelektualnym i finansowym) 4) Fundacja im. Leszka Kołakowskiego. Cóż z tego wynika? Ano to że Fundacja OKO wraz z prof. Królem i prof. Płatek znajduje się w samym politycznego "oku cyklonu". Zaś Jarosław Kurski informował nas w 2016 r. na bierząco, że mają, on i jego drużyna, na nas oko - "Mamy na was OKO":
„Dziś, 15 czerwca, startuje portal OKO.press. OKO to Ośrodek Kontroli Obywatelskiej, tak też nazywa się fundacja, którą zarejestrowała grupa dziennikarzy związanych z Towarzystwem Dziennikarskim, w tym wyrzuceni ostatnio z mediów publicznych. Wyborcza wspiera to przedsięwzięcie od samego początku, choć bezpośrednio w nim nie uczestniczy. (Nic a nic, J. Kurski zabłąkał się tam przez przypadek – M.) Jak deklarują redaktorzy portalu, OKO.press 'powstało z zaniepokojenia sytuacją w Polsce' i jest projektem medialnym, zarejestrowanym tytułem prasowym, społecznościowym medium internetowym i archiwum życia publicznego po wyborach w 2015 r. OKO ma być narzędziem obywatelskiej kontroli władzy, która po kolei wyłącza wszystkie istniejące dotychczas systemowe bezpieczniki chroniące obywateli i instytucje państwa przed samowolą i opresją ze strony rządzących. Jest tworem niezależnym od partii, także - przy całej sympatii - od KOD, który buduje własne media."
Niezależność ta polega na tym, że trzeba przeskoczyć aż o jedną "smycz" (a można to ujrzeć pięknie i sugestywnie rozpisane na portalu Rejestr KRS) przez prof. Płatek do rady nadzorczej Fundacji Demokracja 21 Wieku, i jej niezależnych działaczy, jak najbardziej i najściślej demokratycznych, oprócz pani profesor, takich jak Mateusz Kijowski (wszak wywalony z KOD-u, obecnie zarządzający Stowarzyszeniem Wolność Równość Demokracja), Władysław Frasyniuk i Bogdan Lis. Zarząd zaś stanowią socjolog z dorobkiem naukowym Radosław Markowski i Piotr Niemczyk, arcyciekawa postać polskiego ruchu demokratycznego. Praktyk i realista. Podobnie jak M. Kijowski legitymujący się kartą kościelną w swoim życiorysie. Kijowski studiował przez rok rodzinologię na warszawskiej ATK, co jest tylko krótkim epizodem w porównaniu z zaangażowaniem Piotra Niemczyka na początku jego walki o demokrację w redagowanie znakomitego michalickiego pisma Powściągliwość i praca. Zasłynął potem jako specjalista w zakresie służb specjalnych (wiki): "W latach 1993–1994 Piotr Niemczyk pracował jako zastępca dyrektora Zarządu Wywiadu UOP. Był także ekspertem sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych (1998–2001), doradcą ministra spraw wewnętrznych i administracji (2000–2001) oraz podsekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki (2001). Należał do Unii Wolności, od 2001 do 2004 był sekretarzem generalnym tej partii. Później był (do 2009) członkiem rady politycznej Partii Demokratycznej. Po odejściu ze służb specjalnych zajął się doradztwem z zakresu bezpieczeństwa i wywiadu konkurencyjnego. Założył jedną z pierwszych w kraju wywiadowni gospodarczych. W 2007 ponownie objął funkcję doradcy Komisji ds. Służb Specjalnych (z rekomendacji posłów Platformy Obywatelskiej), w 2008 wszedł w skład rady konsultacyjnej przy Centralnym Ośrodku Szkolenia ABW. Został wydawcą specjalistycznego biuletynu zajmującego się sprawami bezpieczeństwa międzynarodowego, praw człowieka i przestępczości zorganizowanej. Został również wykładowcą Centralnego Ośrodka Kadr ABW, Collegium Civitas i Uniwersytetu Warszawskiego.”
Kilka akapitów wcześniej wiki podaje, że: „Według Lecha Kaczyńskiego w 1992 wydał instrukcję 0015/92. Na jej mocy UOP miał jakoby inwigilować środowisko polskiej prawicy, przede wszystkim polityków Porozumienia Centrum. Politycy prawicy przez lata utrzymywali, jakoby instrukcja dała też UOP narzędzia do przeprowadzania operacji specjalnych wymierzonych przeciwko partiom, związkom zawodowym czy aktywistom. W 2010 Sąd Okręgowy w Warszawie, rozpoznając pozew Piotra Niemczyka przeciwko jednemu z dziennikarzy o naruszenie dóbr osobistych, uwzględnił powództwo, uznając m.in., że instrukcja 0015/92 nie pozwalała na inwigilację prawicy."
Wystarczy pobieżna nawet lektura tych akapitów i jedno spojrzenie na znakomity portret p. Niemczyka:


by dostrzec to, co p. Maciejewski nazywa tu charyzmatem i to z najwyższej półki. Sądziliśmy, że Robespierrem naszej pokojowej, demokratycznej rewolucji jest Adam Michnik, albo Tadeusz Mazowiecki? Być może mają oni coś z najważniejszego obywatela jakobińskiej rewolucji, ale w większym jeszcze stopniu to coś ma p. Niemczyk. Wystarczy ta informacja o jego generalnym przewodnictwie Unii Wolności. Coś z Robespierre'a i razem z Emmanuela-Josepha Sieyès, ex-księdza i teoretyka rewolucji, autora poczytnego Trzeciego stanu, szarej eminencji Dyrektoriatu, a może nawet coś z głównego dekabrysty, teoretyka moskiewskiego republikanizmu, Nikity Murawiowa, któremu jako jednemu z dwu, obok Bestużewa, car zamienił wyrok śmierci na katorgę. Cóż to za charyzmat? Nazwałbym go charyzmatem rozgrywającego. Na boisku? Ależ skąd - na szachownicy, mili państwo, na szachownicy:

Być może się mylę, ale współtworzy on naszą krajową szachownicę. Sądząc po jego dossie zabezpiecza wyrazistość granic między polami białymi a czarnymi. Być może nie jest on najważniejszym ani jedynym decydentem po stronie postępu, bo te najważniejsze decyzje generalnie zapadają gdzieś poza granicami Polski. Może się mylę, ale śmiem twierdzić, że jego niejawne inicjatywy próbują wyprzedzić posunięcia Jarosława Kaczyńskiego, który jego możliwe posunięcia również bierze pod uwagę. Nie twierdzę wcale, że jest oficerem prowadzącym prof. Płatek czy prof. Króla, prorokującego rozlew krwi. Ale w porównaniu z charyzmatem Ćwierczakiewiczowej, który w moich oczach, a wyjaśnie to na końcu, jakoś tak przylgnął do prof. Płatek, czy to charyzmatu prorockiego, do którego aspiruje, prof. Król, jego funkcja jest znacznie poważniejsza. Prof. Król zdaje się czerpać natchnienie z naukowej obserwacji rzeczywistości. No bo rzeczywiście policja spałowała młodych narodowców w Lublinie. Wola walki kipi zwłaszcza w młodzieży męskiej. Ale kiedy ona nie kipiała? Ważne jest, że prof. Król zwiastuje rozlew krwi przed Marszem Niepodległości. Zapewne nikt go o tym nie musi pouczać, bo nieformalne przeszkolenie przeszedł już dawno. Śmiem twierdzić, że właśnie w tym "znakomitym" towarzystwie. Nie twierdzę też, że p. Niemczyk jest oficerem prowadzącym Mariana Kowalskiego, czy że wogóle ów pan ma jakiekolwiek prowadzenie, ale całe dossie tego pana -- https://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Kowalski_(działacz_narodowy) -- zwłaszcza jego niedawne wycofanie się ze współpracy z pastorem Chojeckim i założenie własnej fundacji wskazuje na bardzo rzetelne rozeznanie szachownicy. Nadto p. Kowalski samą swoją krzepą i obecnością zagrzewa męską młodzież jeśli nie do walki to przynajmniej do kulturystyki. Od sportu zaś nie daleko do gotowości bojowej.
Ogólnie, wybacznie mi państwo, ale patrząc na lokalnych działaczy partii rządzącej, nie bardzo wierzę w niezależność polityków aspirujących, średniego szczebla i nie wszystkich szczebla wysokiego. I to po każdej stronie, również narodowej. Przecież młodzi liderzy narodowi muszą wykazać się zrozumieniem zasad szachownicy, zrozumieniem tego, że są na określonym polu szachowym, inaczej wylatują. Dlatego porozumienie między PAD i ogólnie PiSem a Ruchem Narodowym w sprawie Marszu Niepodległości nie jest możliwe. Stąd taka arogancja wobec bądź co bądź legalnie wybranego prezydenta. Stąd odrzucenie bardzo rozsądnej propozycji kilku oddzielnych marszy i połączenie ich w ostatniej fazie przy rezygnacji ze sztandarów partyjnych. Jedyni niezależni, bo słuchający sumienia, działacze polityczni jakich znam, to narodowcy "wysługujący" się partii rządzącej na szczeblu samorządowym, bądź po prostu prowadzący jakąś działalność wychowawczą czy propagandową.
Właśnie -- fundacja. Dawno temu, kiedy roiłem sobie o zarobieniu większej kasy (Ciekawe na czym? Może na korepetycjach? A może w totolotka?), zapytałem się mojego znajomego doświadczonego w sprawach instytucjonalno-ekonomicznych, co by zrobił, gdyby miał kilkadziesiąt tysięcy. Odpowiedział, że założyłby fundację, bo to się opłaca. Czemu? Bo fundacja jest dobrym narzędziem do przewalania budżetów. Jest przecież otwarta na dotacje. Spełniasz jakieś funkcje społeczne? Realizujesz dobrze rozpoznane trendy, nawet nie wprost poprawne politycznie? Pojawi się dotacjo-dawca zainteresowany twoją działalnością. A jeśli jeszcze masz informatora wprost z Londynu, czy Brukseli, to jesteś na pasie transmisyjnym. Wszystko hula, że aż ... łby urywa. Ale do tego, potrzebne są koneksje dziedziczne, nie koniecznie po rodzonym ojcu, mogą być np. po miszczu Słonimskim.
No ale przecież to wszystko są stowarzyszenia i fundacje niezależne, ktoś powie. Ja odpowiem, że nie zupełnie, bo są połączone wspólną "troską o demokrację", dlatego ich równoległość i równoczesność nie jest wcale dziwna. Sugeruje ona sieć praktycznych i doradczych zależności między nimi. Wszak KOD odczytuje się również jako Komitet Obrony Depozytów. I to jest w zasadzie ośmiornica. Prof. Płatek związana jest inną smyczą dwustronną z Fundacją Klinika Rządzenia, a tam wraz z nią rządzi Magdalena Środa. Jarosław Kurski natomiast regularnie współpracuje w Fundacji Spraw Publicznych z Danutą Hubner, szarą eminencją "naszej" integracji z UE, z Wojciechem Sadurskim wielce zasłużonym dla obrony kasty sędziowskiej (jego słynny list wzywający na pomoc TSUE), z Igorem Chalupcem, ex-prezesem ORLENu, którego nie zawahałbym się nazwać Piorunem-bis (drugie wcieclenie Krzysztofa Radziwiłła Pioruna) z racji szeregu innych jego zaangażowań w biznesy luterskie typu Solum Verbum etc. Wojciech Sadurski natomiast współpracuje z Andrzejem Rzeplińskim, ex-prezesem Trybunału Konstytucyjnego, i Robertem Biedroniem w ramach Fundacji Helsińskiej Praw Człowieka. Przez Igora Chalupca dojdziemy do Banku Handlowego i Marka Belki. Zaś prof. Król znowu zasiadam razem w radzie nadzorczej Fundacji Batorego wraz z Aleksandrem Smolarem, Andrzejem Olechowskim i Janem Bieleckim. Jednym słowem, fundcja dźwignią demokracji.   
Zauważmy równoległość fundacji o ideowym charakterze konserwatywnym, Fundacja im. Henryka Krzeczkowskiego, w której udziela się prof. Król, i Fundacji OKO jawnie rewolucyjnej, w której prof. Król współpracuje z rewolucjonistką prof. Moniką Płatek. Tu nie wystarczy dodać słówka "rzekomo" przed przymiotnikiem "konserwatwynym". Dlatego, że korzenie konserwatyzmu są szemrane. Adam Smith, twórca "konserwatyzmu liberalnego" (SIC!!!) to ideolog imperium, zawłaszczający dla "geniusza angielskiego" pojęcie sprawiedliwej wymiany handlowej, czyli rynku, stworzone przez hiszpańskich scholastyków. Jego program to odpowiedź na francuski monarchizm de Meistre'a, który zaczyna jako miłośnik Rousseau (kolejny sic, same sici), który bierze się nie wiadomo skąd. Wcześniejszy teoretyk monarchii absolutnej, Jean Bodin, to w zasadzie krypto-kalwinista, który rzekomo wyrzekł sie herezji, na podobieństwo nawróceńca Jana Zamoyskiego, z którym zresztą przy okazji elekcji Henryka Valois świetnie się dogadywał. No i Henryk Krzeczkowski dobrze opisany w dawnych felietonach p. Maciejewskiego, w zasadzie enkawudzista, podrobiony Polak, zboczeniec. Mili państwo, nawet w czasach elekcji (w Polsce, na Węgrzech, w Cesarstwie, bo Habsburgowie byli władcami elekcyjnymi, choć umiejętnie umocnili swoją pozycję i dynastię) nie było czegoś takiego jak monarchizm czy konserwatyzm. Bliskie koneksje Fundacji im. H. jakoby Krzeczkowskiego z Fundacją OKO nie powinny dziwić. Nie są aliansem egzotycznym.
Długi ten tekst, ale muszę jeszcze wyjaśnić dlaczego przypisuję prof. Płatek charyzmat Ćwierczakiewiczowej. A to dlatego, że zapamiętałem ją najbardziej z ordynarnej hucpy-ustawki, w trakcie której, w czystym stylu rynsztokowym, zmieszała z błotem wybitną postać polskiego Kościoła, duszpasterza, rekolekcjonistę i pisarza, O. Józefa Augystyna SJ. Była to wyraźna ustawka medialna, pretekstem do której miał być list polskiego Episkopatu w sprawie nauczania postępowej seksuologii w szkołach. Naczelny kołcz praworządności, za jakiego podaje się prof. Płatek, powinna była natychmiast przerwać tę dysputę telewizyjną i zażądać równego traktowania również strony przeciwnej sporu medialnego, zapewnienia dobrego nagłośnienia jej adwersarzowi w studio krakowskim, z którego mówił O. Augustyn, zbyt długo czekający na głos p. Płatek ze studia warszawskiego, i ukazania go w sposób godny nie zaś w jakiejś szarej zaćmie, na krzywym foteliku zmuszającym go do garbatej pozy, na tle nieciekawej, wręcz ponurej scenografii, pozycjonującej go jako kościelnego Quasimodo. Nie uczyniła tego, lecz zamiast tego, z wdziękiem rasowej przekupki, eksplodowała potokiem jakoby świętego oburzenia, które jest tak charakterystyczne dla drewnianego substytutu sumienia zwanego progresizmem. Próżno szukać tej haniebnej dyskusji w youtubie. Przypuszczam, że została usunięta i to z powodów ostrożności procesowej, co trąci niezawodnym instynktem walki klasowej samej prof. Moniki. No chyba, że ktoś ją odnajdzie w czeluściach sieci. Proszę, niech poda linka. O. Augustyn zapewne skwitowałby tę „wymianę uprzejmości” sugestią zostawienia p. Płatek w spokoju. Wszak na kilometr widać, iż jest osobą głęboko poranioną. Jeśli spojrzymy w jej oblicze uporczywie nieprzejednane i nieustająco sztywne, gotowe zrujnować każdego, kto zadraśnie jej dobra osobiste, tzn. jedynie słuszną mądrość rewolucyjno-genderową, uznamy, że to prawda. Lecz w debacie publicznej osoby dojrzałe i spełnione mają takie same prawa jak osoby poszkodowane przez los. Niekoniecznie mam tu na myśli dzieciństwo w domu np. funkcjonariusza MO, spadkobiercy polityki antykościelnej Julii „Luny” Brystygierowej, strategii rozpracowywania Kościoła w ramach tzw. Samodzielnej Grupy D, odpowiedzialnego za mord na bł. Ks. Popiełuszce, a być może i za zamach na św. Jana Pawła II (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zenon_Płatek ) – być może był on jej ojcem, bo ja, prowincjusz, 100% wiedzy na ten temat nie mam. Ale wiele daje do myślenia fakt, że życie prof. Moniki według jej biografa z wikipedii „zaczyna się” od roku 1976 wraz z ukończeniem wydziału prawa UW. Nie wiem nic na temat dzieciństwa p. Płatek, i wiedzieć nie potrzebuję, ale dziwna jest nieobecność w jej biogramie kilku zdań o jej rodzicach. Najważniejsza jest jednak jej nieprzejednana postawa wobec tradycyjnego modelu rodziny. Brak wychowania chrześcijańskiego w domu rodzinnym jest już wystarczającym upośledzeniem, często czyniącym daną osobę niezdolną do odpowiedzialnych funkcji społecznych. Świadomość kryminalnej odpowiedzialność osoby bliskiej, zacierana przy każdej okazji, może być również dużym emocjonalnym obciążeniem zdolnym sparaliżować poczucie realności.
________________________________________________________________
* „Jeśli nawet radykalnie usposobieni kapłani pisali pamflety na nowego metropolitę, to cóż się dziwić zapalczywej pani Lucynie, która miała go nazwać „powolnym sługą carskim” i przekląć „do trzeciego pokolenia”, pisze Waldemar Żyszkiewicz (http://waldemar-zyszkiewicz.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=84&Itemid=33) Ale jednak byli to nieliczni kapłani, sympatyzujący z obozem Czerwonych Mierosławskiego, odgrywających rolę prowokatorów przed powstaniem styczniowym, wobec którego św. Feliński zachował postawę sceptyczną. Tak wyrażał on swoje doświadczenia wyniesione z pokłosia powstania listopadowego: „Patriotyzm zasadzający się na gotowości porwania się na pierwsze zawołanie do oręża, by walczyć o niepodległość Ojczyzny, jest jałowy, a czasem nawet szkodliwy. [...] Najważniejsza przeto jest praca nad dźwiganiem sił i zasobów narodowych, ale nie tylko materialnych i intelektualnych, [...] ale przede wszystkim owych, naszemu narodowi właściwych zasobów, co odrębny charakter jego stanowią i tym samym zlać mu się z sąsiadami nie pozwalają” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Szczęsny_Feliński#Zesłanie_do_Jarosławia)

sobota, 27 października 2018

Wygrać wybory samorządowe'2018 z PKW

1. Wprowadzenie wizualne:



Przez ok 30 min. szukałem w sieci filmowej relacji z dymisji Stefana Jaworskiego (na zdjęciu z prawej), szefa Państwowej Komisji Wyborczej w czasie jej przestępczej działalności w 2014 r. dezorganizującej ówczesne wybory samorządowe, i nie znalazłem. Znalazłem tylko powyższe zdjęcie. Pewnie powinienem się cieszyć, że przynajmniej tyle. Nadto znalazłem następujący tekst podpisany przez liderów Ruchu Kontroli Wyborów:
Ruch Kontroli Wyborów: Uchwała RKW wnosząca o dymisję Państwowej Komisji Wyborczej
Ruch Kontroli Wyborów domaga się natychmiastowej dymisji całego składu PKW z powodu złamania przez nią prawa. PKW podjęła decyzję, że nie wykona ustawy sejmowej (nie zrealizuje transmisji z komisji wyborczych) z powodu wydania rozporządzenia przez Komisję Europejską (RODO). PKW bezprawnie uzurpuje sobie prawo Trybunału Konstytucyjnego do orzekania o relacji między ustawami a innymi aktami prawnymi.
Jeśli PKW nie poda się do natychmiastowej dymisji, sejm powinien w trybie nadzwyczajnym dokonać  nowelizacji Kodeksu Wyborczego, by móc cały skład PKW odwołać. W przeciwnym przypadku czeka nas zalegalizowanie aktu bezprawia przez państwowy organ władzy i powtórka ze sfałszowanych  wyborów samorządowych w 2014 r. lub konieczność przesunięcia terminu wyborów samorządowych czyli dezorganizacja całego czekającego nas procesu wyborów (samorządowych, parlamentarnych, europarlamentarnych i prezydenckich).
Zarząd Ruchu Kontroli Wyborów:
Józef Orzeł, Fundacja Klubu Ronina
Ewa Stankiewicz, Stowarzyszenie Solidarni2010
Paweł Zdun, Przewodniczący Krajowej Rady Koordynatorów RKW

Powyższy tekst nie jest odezwą z 2014 roku. To jest tekst z 29 maja 2018.
2. Zarys historii PKW w okresie 2014-2018
Ta część mojego tekstu będzie bardzo długa, jak na tekst blogowy, kilka stron sformatowanych, wyrywkowa, uporządkowana tylko chronologicznie. Będą to tylko cytaty z doniesień sieciowych, jeden film, fragment wikipedii, z nielicznymi moimi komentarzami. Jest to wyrywkowy i niepełny zarys wydarzeń od listopada 2014, kiedy to w pełni objawiła się nam śmierć demokracji, do dnia dzisiejszego czyli 23 października 2018. Dlatego możecie państwo pominąć tę część i przejść do części 3, gdzie więcej pisze od siebie. Nagłówkami podrozdziałów w tej części są po prostu lokalizacje sieciowe poszczególnych tekstów zaznaczone kolejnymi literami alfabetu. Proszę tylko zwrócić uwagę na podrozdział C z biogramem szefa Państwowej Komisji Wyborczej, p. Hermelińskiego. On jest tu najważniejszy. Reszta jest tłem, ważnym i koniecznym w tym szkicu, ale nie najważniejszym.
A.
18.11.2014 Państwowa Komisja Wyborcza nad ranem zapewniała, że system informatyczny już działa, a komisje wyborcze, które w wyniku jego awarii przerwały prace, będą mogły wrócić już do liczenia głosów. Pomimo tych zapewnień, sytuacja nadal nie jest jednak najwyraźniej opanowana. Nad ranem nie działała z kolei strona internetowa PKW. Internauci ironizują, że teraz zastanawiają się już nie tyle nad tym, kiedy poznamy wyniki wyborów, lecz czy w ogóle uda się policzyć głos

W związku z kolejnymi problemami z systemem informatycznym prezes Najwyższej Izby Kontroli zapowiedział przeprowadzenie kontroli wydatkowania publicznych pieniędzy na system informatyczny PKW.

- Kontrolerzy Izby sprawdzą czy pracownicy Krajowego Biura Wyborczego budowali system informatyczny w sposób zgodny z prawem, rzetelny, celowy i gospodarny. NIK w czasie tej kontroli wykonania budżetu przez Krajowe Biuro Wyborcze skorzysta z wiedzy zewnętrznych i wewnętrznych ekspertów z zakresu informatyki. Kontrola rozpocznie się na początku stycznia 2015 roku -informuje rzecznik NIK.

Jak informowaliśmy już na łamach portalu niezalezna.pl firma Nabino, która powstała w 2009 roku, stworzyła system informatyczny dla Państwowej Komisji Wyborczej. Prezesem i wiceprezesem spółki, która jest autorem stwarzającego nieustanne problemy systemu, jest dwójka 30-latków – Zofia Bogusławska i Maciej Cetler. Więcej na temat przetargu na przygotowanie systemu informatycznego PKW można przeczytać TUTAJ.

(…)

Przypominamy, że jeszcze przed wyborami, na konferencji prasowej przedstawiciele PKW odnosząc się do kwestii ewentualnych problemów technicznych z systemem informatycznym unikali jednoznacznych deklaracji i gwarancji, że będzie on działał poprawnie.

Sekretarz Państwowej Komisji Wyborczej Kazimierz Czaplicki z rozbrajającą szczerością przyznał nawet, że praktycznie co wybory przygotowywany jest zupełnie nowy system informatyczny, wykonywany przez nową firmę. Sam system informatyczny Czaplicki określił mianem „cyferek, znaczków i temu podobnych hieroglifów”.

- Można powiedzieć tak: Co wybory nowy wykonawca niemalże. Okazuje się, że wcale nie jest takie proste, a właściwie nawet niemalże niemożliwe z punktu widzenia informatycznego jest wykorzystywanie oprogramowania, które stworzyła inna firma niż ta, która będzie obecnie pracowała. Okazuje się, że łatwiej jest stworzyć nowy moduł wyborczy niż żmudnie pracować nad każdą linijką oprogramowania i zastanawiać się, co ten informatyk miał na myśli tak to zapisując w postaci tych swoich cyferek, znaczków i temu podobnych hieroglifów– tłumaczył Czaplicki.

Przekonywał on również, że przygotowanie systemu informatycznego dla PKW to „niszowe przedsięwzięcia”, a wielkie firmy „się tego nie podejmują, bo im się to prawdopodobnie z punktu widzenia ekonomicznego nie opłaci”.

B.

21.11.2014 – Stefan Jaworski, szef Państwowej Komisji Wyborczej podał się do dymisji - podało TVP Info. Jaworski złożył dymisję na ręce prezydenta Bronisława Komorowskiego, a ten miał ją przyjąć. To na razie nieoficjalne informacje, bo PKW odmówiło komentarza.

"Dymisja ma nastąpić jednak dopiero po zakończeniu II tury wyborów, czyli najwcześniej po 30 listopada" - podaje tvp.info.

Dwa dni temu rezygnację złożył również Kazimierz Czaplicki, szef Krajowego Biura Wyborczego.

Z pracy w PKW zrezygnował również sędzia Sądu Najwyższego Stanisław Kosmal. Oficjalnie powodem jest ukończenie 70. roku życia. W jego miejsce - decyzją prezydenta Bronisława Komorowskiego - został powołany sędzia Wiesław Kozielewicz.

Dymisje w PKW są konsekwencją skandalu związanego z liczeniem głosów oddanych w wyborach samorządowych. Przeprowadzone zostały w niedzielę, dzisiaj jest piątek, a nadal nie znamy wyników oficjalnych.
C.
Tu następuje tekst z Super-Expresu, ale nie mam już czasu szukać jego lokalizacji
2014-11-22 - Po aferze z awarią systemu liczącego głosy oddane w wyborach samorządowych 2014, ruszyła lawina dymisji członków PKW. Jako pierwszy z funkcji sekretarza Państwowej Komisji Wyborczej zrezygnował Kazimierz Czaplicki. W ślad za nim poszedł przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej - Stefan Jaworski.
W piątkowym komunikacie biuro prasowe PKW poinformowało, że struktury komisji opuściło sześciu kolejnych sędziów. - Na posiedzeniu Państwowej Komisji Wyborczej w dniu 21 listopada 2014 r. sędziowie: Bogusław Dauter, Maria Grzelka, Andrzej Kisielewicz, Andrzej Mączyński, Janusz Niemcewicz, Wlodzimierz Ryms oświadczyli, ze złożą rezygnację z członkostwa w Państwowej Komisji Wyborczej z dniem podania do publicznej wiadomości obwieszczenia o wynikach ponownego głosowania w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, przeprowadzonego w dniu 30 listopada 2014 r. - brzmi komunikat PKW rozesłany do mediów.
D.
Tu natomiast mamy bardzo ciekawy film z 2015, długi ale wart uwagi przynajmniej na wyrywki: https://youtu.be/cCvsoK4ctb4
Jan Orzeł wraz z przedstawicielami RKW spotyka się z Wojciechem Hermelińskim i PKW. O ile dobrze widzę, pani Krystyna Łazor, wspierająca p. Orła w tych negocjacjach, a w zasadzie prowadząca je, mówi tu o wielu nieprawidłowościach, grożących fałszerstwami, takich jak wciąganie na listy wyborców tzw. martwych dusz, czyli osób zmarłych lub osób, które wyemigrowały za granicę, lub przypisywanie głosującym adresów które nie istnieją, nieistniejących budynków. Jest to długi ale bardzo ważny materiał. I co ważne jako szef PKW obecny już jest Wojciech Hermeliński.
Wg wikipedii ów pan: „W 2006 został wybrany przez Sejm na dziewięcioletnią kadencję sędziego Trybunału Konstytucyjnego, upływającą 6 listopada 2015. 4 grudnia 2014 został przez prezydenta RP  (wtedy jeszcze Bronisława Komorowskiego) powołany w skład PKW  Państwowej Komisji Wyborczej[2], zaś 9 grudnia tegoż roku wybrany przez komisję na jej przewodniczącego.
W 2009, za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz przemian demokratycznych, za osiągnięcia w służbie państwu i społeczeństwu w dziedzinie kultury, nauki, sportu, wymiaru sprawiedliwości, został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski[4].
W 2018 ukazała się książka jego współautorstwa pt. Konsekwencje rewolucji w prawie wyborczym, czyli jak postawić krzyżyk i dlaczego w kratce będąca krytycznym komentarzem do istotnych zmian w systemie wyborczym wprowadzonych z inicjatywy
E.
(tego podkreślenia nie potrafię zlikwidować, przepraszam) O zmianie sposobu wyboru PKW Większość komisji opowiedziała się też za zmianą sposobu wyboru PKW oraz za wygaszeniem kadencji obecnej PKW po wyborach parlamentarnych 2019 roku. - Zmiana w sposobie wyboru Państwowej Komisji Wyborczej, i co za tym idzie, wygaszenie PKW obecnej kadencji, nastąpi po najbliższych wyborach parlamentarnych, czyli po wyborach 2019 roku. To Sejm nowej kadencji będzie wybierał nowy skład PKW według nowych zasad - powiedział Horała. Opozycja wniosła o odrzucenie tego artykułu w całości. Zdaniem Marcina Kierwińskiego (PO) "pokazuje on prawdziwe intencje PiS". - Nie chodzi o żadną transparentność. Chodzi tylko i wyłącznie o fizyczny skok na kolejną instytucję państwa - oświadczył. Eksperci i opozycja krytykują zmiany w Kodeksie wyborczym. "Państwo cofacie w rozwoju ordynację" To nie jest spór... czytaj dalej » Według Piotra Zgorzelskiego (PSL) "żaden organ - konstytucyjny czy powołany przez ustawę - nie powinien mieć skracanej kadencji". - Szczególnie jeśli w przypadku PKW dotyczy to okresu przed lub powyborczego - podkreślił. Wniosek opozycji o odrzucenie zmiany został oddalony w głosowaniu. Tomasz Cioska z Ruchu Kontroli Wyborów powiedział, że Ruch "nie widzi uzasadnienia dla utrzymania obecnego składu PKW na kolejne kampanie wyborcze". - Żądamy stworzenia nowej PKW według przepisów przewidzianych w ustawie - podkreślił. Schreiber tłumaczył, że w artykule tym "chodzi o reformę Państwowej Komisji Wyborczej". W jego ocenie obowiązujący obecnie "system sędziowski w tym gremium się nie sprawdził", dlatego konieczna była zmiana na "system sędziowsko-parlamentarny". Przekonywał, że podobne regulacje sprawdziły się już w innych europejskich krajach. Zmiany w ordynacji wyborczej Obecnie w skład PKW wchodzi trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego wskazanych przez prezesa TK, trzech sędziów Sądu Najwyższego wskazanych przez Pierwszego Prezesa SN oraz trzech sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazanych przez Prezesa NSA. Kadencja członka PKW trwa dziewięć lat. Hermeliński rezygnuje z udziału w komisji. "Zarzuty o fałszerstwach, niepoparte dowodami" Szef PKW Wojciech... czytaj dalej » Według propozycji PiS w skład PKW ma wchodzić dziewięć osób, ale TK i SN wskażą po jednym sędzim, natomiast siedmiu pozostałych członków PKW wybranych zostanie w Sejmie. Zgodnie z zapisem projektu w skład PKW, obok dwóch sędziów wskazanych przez TK i SN, wchodzić ma "siedem osób mających kwalifikacje do zajmowania stanowiska sędziego, wskazanych przez Sejm". Zarazem - zgodnie z projektem - wymaganie opisane w tym ostatnim przepisie nie dotyczy osób, które mają "co najmniej trzyletni staż pracy na stanowisku prokuratora, Prezesa Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, jej wiceprezesa lub radcy albo wykonywania w Polsce zawodu adwokata, radcy prawnego lub notariusza", a także osób, które pracowały "w polskiej szkole wyższej, w Polskiej Akademii Nauk, w instytucie badawczym lub innej placówce naukowej, mając tytuł naukowy profesora albo stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych”. Projekt przewiduje, że kandydatów na członków PKW powoływanych w Sejmie wskazywać mają kluby poselskie, z tym że liczba osób powołanych w skład PKW spośród wskazanych przez jeden klub poselski nie może być większa niż trzy. Członkowie PKW powoływani w Sejmie nie mogą należeć do partii politycznych, ani "prowadzić działalności publicznej niedającej się pogodzić z pełnioną funkcją". Członków PKW mają wybierać politycy. PiS mówi o "demokratyzacji" Kolejny dzień... czytaj dalej » Kadencja członków PKW wskazanych przez TK i NSA ma wynosić dziewięć lat, natomiast kadencja osób powołanych w Sejmie ma odpowiadać kadencji Sejmu, przy czym ich członkostwo w PKW ma wygasać z mocy prawa po upływie 150 dni od dnia wyborów do Sejmu. Przepisy dotyczące PKW mają wejść w życie dzień po dniu wyborów parlamentarnych 2019 r. i tego dnia ma wygasnąć kadencja obecnej PKW. Zgodnie z projektem prezydent powołuje wszystkich członków PKW w ciągu 100 dni od dnia wyborów do Sejmu w 2019 r. oraz "zwołuje jej pierwsze posiedzenie w nowym składzie, wyznaczając jego termin najpóźniej na 110. dzień od dnia powołania nowego składu Państwowej Komisji Wyborczej"; PKW ma działać "w dotychczasowym składzie" do czasu otwarcia pierwszego posiedzenia PKW w nowym składzie.(http://www.tvn24.pl)
F.
28 listopada 2017
szef Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński i szefowa Krajowego Biura Wyborczego Beata Tokaj alarmują w wywiadach, iż organy wyborcze nie są przygotowane na wprowadzenie zmian wynikających z projektów PiS.
Szef KBW Beata Tokaj w @onetpl : myślę, że organizacje międzynarodowe zainteresują się zmianami w polskim prawie wyborczym — PKW/KBW (@PanstwKomWyb) 24 listopada 2017
Że poza poważnym zagrożeniem manipulacjami i destabilizacją prawidłowego procesu wyborczego, jest za mało czasu na wprowadzenie zmian, że grozi nam chaos, paraliż itd. – Boję się, że przy nowych przepisach nie uda nam się przeprowadzić wyborów w terminie – oświadczył ostatnio sędzia Hermeliński.
Naprawdę alarm! Przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński szczerze mówi w rozmowie z nami: przeprowadzenie wyborów będzie graniczyło z cudem. I nie zostawia suchej nitki na zmianach w prawie wyborczym proponowanych przez PiS. W czwartek pierwsze czytanie. https://t.co/YQwWZFx7KP — wiadomo.co (@wiadomo_co) 22 listopada 2017
– My sami nie wiemy, jaki ostateczny kształt będą miały te projekty. Zobaczymy, w którym kierunku pójdą. Nie ma jasnych reguł. Tam nie ma mowy o tym, kto może zostać kandydatem na komisarza, poza tym że musi mieć wykształcenie prawnicze. Nie wiem więc jeszcze kto będzie przeprowadzał przyszłe wybory i kim będą komisarze – przyznaje w rozmowie z naTemat Beata Tokaj.

– Ale jeżeli ma je przeprowadzić PKW, to musi wcześniej poznać kandydatów na komisarzy, ich wykształcenie, doświadczenie – dodaje szefowa Krajowego Biura Wyborczego.

Kto się zgłosi na komisarzy wyborczych?
Dr Jarosław Flis, socjolog polityki i ekspert od prawa wyborczego ocenia, że teoretycznie Ruch Kontroli Wyborów może uzyskać wpływ na proces wyborczy. – Mogą się zgłaszać na komisarzy, ale decydować, według tego obecnego projektu, będzie nadal PKW. A więc jeśli kogoś nie zatrudni, to nie zatrudni i już, a następny skład PKW ma być powołany dopiero po wyborach – tłumaczy w rozmowie z naTemat dr Flis.

Ruch Kontroli Wyborów działa podobnie do klubów "Gazety Polskiej”, zresztą te polityczne środowiska się przenikają. Nie jest to organizacja jednolita, ale za to doświadczona w politycznych bataliach.
G.
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/563106,kodeks-wyborczy-zmiany-pis-rewolucja-sposob-glosowania-krzyzyk.html
22.11.2017, Tomasz Żółciak
„PKW ostro sprzeciwia się zmianom w ordynacji wyborczej proponowanej przez PiS. Tymczasem projektem już w czwartek zajmie się Sejm, który być może skieruje go do dalszych prac w komisji nadzwyczajnej. Co zamierza pan zrobić w tej sytuacji?
Możliwości nie są zbyt wielkie, bo to ustawodawca decyduje o przepisach, a my możemy tylko alarmować o zagrożeniach. Zamierzam wystąpić jutro w Sejmie podczas I czytania tego projektu. Nie wykluczone, że jeśli zostanie on skierowany do komisji, ja lub inni przedstawiciele PKW i KBW będą zgłaszać swoje uwagi. W ubiegłym tygodniu wysłaliśmy też nasze stanowisko do pana prezydenta Andrzeja Dudy, marszałków Sejmu i Senatu i przewodniczących klubów poselskich. Mam nadzieję, że chociaż część naszych uwag zostanie przynajmniej rozważona. Jeśli bowiem te zmiany zostaną uchwalone, to przeprowadzenie wyborów samorządowych w 2018 roku będzie utrudnione, jeśli nie niemożliwe. Byłoby nieuczciwe wobec wyborców, gdybyśmy o tym nie mówili.”
H.
17.10.2018
„Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin stwierdził, że nawet, jeśli Zdanowska wygra wybory nie będzie mogła pełnić funkcji prezydenta miasta. Jak mówił wykazują to analizy prawne. Zapowiedział też, że jeśli Zdanowska zostanie wybrana na prezydenta Łodzi, wojewoda łódzki Zbigniew Rau będzie musiał zwrócić się do premiera o ustanowienie zarządu komisarycznego w Łodzi.”

I.
„RKW wysłało PKW zapytanie, gdzie, kiedy i jak opublikowane zostaną skany z protokołów obwodowych komisji wyborczych. Odpowiedź pojawiła się dopiero dzisiaj, po ponowieniu pytania na konferencji prasowej PKW oraz w formie pisemnej po raz drugi (poniżej).
W odpowiedzi PKW deklaruje, że skany pojawią się … do miesiąca!
Jak w takiej sytuacji złożyć w terminie protest wyborczy?!
Podczas dwu konferencji prasowych w dn. 21.10.2018  przedstawicielki RKW [ Ewa Stankiewicz o 12.30 i Hanna Dobrowolska o 18.30 – por. video] zadały kluczowe pytania związane z publikacją skanów protokołów na stronie PKW. Obie odpowiedzi były dalece niesatysfakcjonujące i świadczą o niechęci PKW do upublicznienia prawdziwych danych z wyborów w formie protokołów.
W tej sytuacji RKW złożyło kolejne pismo i oczekuje na nie odpowiedzi, proponując 3 dni, zamiast 30 na wywieszenie protokołów.”

3. Podsumowanie zarysu historii PKW, dwie wypowiedzi RKW dla TV Republika i komentarz – czyli wojna o stolicę i „stolice”
Podsumowanie: Biurokraci, bo trudno ich nazwać sędziami czy prawnikami, w pełnym pozytywnym tego słowa znaczeniu, z p. Hermelińskim na czele, wyznaczeni do Państwowej Komisji Wyborczej przez ex-prezydenta Bronisława Komorowskiego nie mogli i nie mieli takiej woli, z przyczyn oczywistych, by przeprowadzić normalne wybory samorządowe. Ponieważ podcięliby tym sposobem gałąź, na której siedzą. Być może podpisaliby tym sposobem wyrok na samych siebie. Tak jak Andrzej Lepper. Wyłamaliby się z układu, który ironicznie nazwałem tu Partią Która Wygrywa - w okolicznościach recydywy. Jakiej? Przecież nie trzeba tego tłumaczyć.
Dwie wypowiedzi dla TV Republika:
Komentarz: Mimo to elektorat PiSu wygrał, mimo recydywy chaosu i fałszerstw, o której mówi Hanna Dobrowolska z Ruchu Kontroli Wyborów w pierwszym nagraniu, w krótkiej wypowiedzi, poprzedzającej rozmowę red. Marcina Bąka z Pawłem Zdunem również z RKW. Wygrał ponieważ „według wyników sondażu przeprowadzonego przez Ipsos (wynik na dzień 23. 10), Prawo i Sprawiedliwość w wyborach do sejmików wojewódzkich zdobyło w całym kraju 33 procent poparcia. Drugi wynik uzyskała Koalicja Obywatelska, zdobywając 26.7 proc., a trzeci - PSL z 13.6 proc. poparcia. … Jak informuje PKW, oficjalne wyniki wyborów samorządowych 2018 poznamy w całości najpóźniej do czwartku.” (https://gazetakrakowska.pl/wyniki-wyborow-samorzadowych-2018-sprawdz-kto-wygral-wyniki-pkw-wybory-23-10-2018/ar/13605324) Tym nie mniej rzeczowe dowody takich a nie innych wyników zostaną podane do wiadomości publicznej, jak dowiadujemy się z ostatniego wpisu ze stronu Ruchu Kontroli Wyborów (podrozdział I.), dopiero za miesiąc.
Elektorat PiSu wygrał nawet, jeśli te proporcje się zmienią na niekorzyść PiSu w całej Polsce czy tylko w niektórych obwodach, bo nadal, w świetle wiedzy na temat PKW roku 2018, w zasadzie wszystko jest możliwe. Wygrał bo przynajmniej w tych pierwszych ogłoszeniach nie można ukryć wielkiego głodu obywateli Polski do wyrwania się z pasożytniczych, bandyckich układów, co wielu z nich wiąże z Dobrą Zmianą, inni zaś z innymi ugrupowaniami, ale jednak chodzi wciąż od faktyczną dobrą zmianę.
W programie tym Michał Zdun mówi (od 4':20''): „Jeden ogólny obraz jest następujący: chaos organizacyjny, który nie tylko przypomina rok 2014, ten skandaliczny, uwłaczający godności Polaków jako ludzi rozsądnych, rozumnych, ale wręcz przekracza ten chaos organizacyjny to, co było w 2014 r. Niestety wprowadzone w nowelizacji wyborczej pewne zmiany, część dobrych a część wątpliwych, a przede wszystkim pozostawienie organizację wyborów Państwowej Komisji Wyborczej, zabetonowanie tej post-stalinowskiej, sędziowskiej struktury aż do 2019 r., przeciwko czemu na Komisji Sejmowej często protestowaliśmy, że należy PKW jak najszybciej rozwiązać i powołać nową według nowych zasad, które zostały napisane przez Parlament, gdzie to ciało ma być nieco 'odsędziowione' i przestać być prostą funkcją kasty sędziowskiej. To z jednej strony, a z drugiej strony, dosyć, delikatnie mówiąc, ostrożna polityka państwa, rządzących w powoływaniu nowych komisarzy i zbyt często podawanie tej funkcji osobom, które najwyraźniej się nie sprawdzają, prowadzą mnie do jednego wniosku: żeby następne wybory zorganizowane w sposób sprawniejszy, albo sprawny, NALEŻY po pierwsze ROZWIĄZAĆ PKW i bardzo poważnie się ZASTANOWIĆ nad REORGANIZACJĄ KORPUSU URZĘDNICZEGO, nad REORGANIZACJĄ KOMISARZY WYBORCZYCH, którzy, z ubolewaniem to stwierdzam, nie poradzili sobie z organizacją tych wyborów, bo nie sprostali zadaniom, trudnym zadaniom, trzeba przyznać, w organizacji podwójnych składów komisji. Ale nie przypilnowano tego na przykład, żeby ten okres zgłaszania się członków komisji obwodowych wydłużyć, bo praktycznie w całym kraju duża część komisji musiała pracować w składach zmniejszonych, często składach minimalnych. Głosy były często liczone poniżej składu minimalnego przez 4 osoby. A z drugiej strony, przy tych zmniejszonych składach w komisjach liczących, mieli ci ludzie do czynienia ze znacznie większą ilością wyborców w danych obwodach. Czyli mniejsza ilość ludzi musiała liczyć o wiele większą ilość głosów, jeszcze spotęgowaną tym, że przy tych wyborach były aż 3 lub 4 karty do policzenia.” Odpowiadając na uwagę prowadzącego ów program Marcina Bąka na temat niższego wyniku PSL niż w roku 2014, p. Zdun, po pierwsze, radzi by poczekać na ostateczne wyniki, a po drugie, zwraca uwagę na daleko niezadowalające wyniki PiS, niezadowalające z powodu skali inicjatyw pro-socjalnych podjętych przez tą partię.
W programie „Polska na dzień dobry” pani Krystyna Łazor z RKW mówi o innych zaniedbaniach Parlamentu i PiSu, np. o uchyleniu zmian, które mogłyby podnieść rzetelność i uczciwość tych wyborów, takich jak wycofanie nakazu rejestracji kamerą video całej pracy w poszczególnych lokalach wyborczych. Bałagan, który ogarnął w tym roku wybory samorządowe, np. Łazor nazywa wprost bałaganem nieprzypadkowym, kontrolowanym, który wynikł z wielu niekorzystnych zmian, takich jak wyznaczenie nowych granic obwodów powodujących dysproporcje między ilością głosujących w poszczególnych obwodach, czy brak informacji o zmianie adresów lokalów wyborczych.
Mój pierwszy pomysł na ten tekst zakładał, że najpierw „dam wam po oczach” tymi dwoma wypowiedziami, potem pokaże wam historię PKW w cytatach, a na koniec skomentuję. Ale zdecydowałem się zmienić ten porządek i zacząć od najważniejszego obrazu związanego z PKW i jej historii. Dlatego że wypowiedzi p. Zduna i p. Łazor są nieco „nieśmiałe” jakby „za bardzo” wyważone, dyplomatyczne. Inne być nie mogą. Ale jako takie są niekomunikatywne. I to nie jest zarzut z mojej strony. „Podzielam” niepokój Jarosława Karpińskiego autora z Na temat, który pisze o niebezpieczeństwie wynikającym z politycznych aspiracji aktywistów Ruchu Kontroli Wyborów. Tak. Oni chcą kształtować polskie życie publiczne i „na domiar złego” zabierają się do tego bardzo rzetelnie i z ogromnym zaangażowanie. W przedbiegach kasują innych aspirantów do kształtowania polskiej polityki, a w zasadzie propagandy anty-polskiej, mianowicie aktywistów KOD, Nowoczesnej i Krytyki politycznej. Oczywiście aspiracje rewolucjonistów nie mogą zaniepokoić dziennikarzy pokroju p. Karpińskiego, bo albo wywodzą się oni z tych środowisk albo wiedzą dokładnie, czego oczekuje od nich pracodawca. Podzielając zatem ów niepokój, życzę aktywistom RKW powodzenia w dalszej pracy, w sumie bardzo ciężkiej pracy.
W 2014 r. brałem udział u siebie wraz z moimi przyjaciółmi w lokalnym RKW. Gdy w 2015 nastąpił podział na SKW i RKW, jak wielu w moim środowisku, zdystansowałem się do tego ruchu. Być może to był błąd. Ale nawał problemów zawodowych i kondycyjnych dzisiaj uczynił mnie niezdolnym do takiej działalności. Tym niemniej mam wrażenie, że Ruch Kontroli Wyborów wydobywa to, co najlepsze w nas, pozytywne „pospolite ruszenie”, w wymiarze intelektualnym i obywatelskim bynajmniej nie pospolite. Co ciekawe dowiaduję się, że KOD zainicjował podobne ruchy. „Kaczyści rządzą, trzeba im patrzeć na ręce”. Widać, że w naśladowaniu RKW dostrzegł szansę na ożywienie swoich organizacji terenowych. Raczej im to nie wyjdzie. Ale przynajmniej niektóre lemingi zakosztują trochę z tego, czym są kulisy życia publicznego. Oby dostrzegli przekręty post-komorowskiej PKW.
RKW wyraża to, co niepospolite w Polakach. A jednak gdybym zaczął mój tekst od owych dwóch nagrań telewizyjnych z jego przedstawicielami, to zabrzmiałby one płasko. Zbyt są ostrożni i dyplomatyczni. Za spokojnie komunikują sprawy, które w zasadzie zwiastują wielki kataklizm, nadto kataklizm, który już trwa. Nie zmieniam zdania, inaczej tego robić nie powinni. Nadto są nieco nudnawi i w zasadzie dziwaczni. Mówią o jakichś dziwnych, niezrozumiałych dla innych ludzi sprawach. Co to za fałszerstwa? Jakieś okresy zgłaszania się członków? Jakieś składy minimalne? Granice obwodów? Nagrania video? Pierdoły po prostu. Na tym nie można zrobić żadnego przekrętu. To jacyś maniacy.
A jednak to oni, ludzie z RKW, posiedli dziś narrację adektwatną, tzn. adekwatnie opisującą rzeczywistość polityczną, która zaległa w naszej Ojczyźnie jak smog po pożarze zakładów zbrojeniowych. Nie da się zrozumieć ich tez i postulatów, i ci państwo to wiedzą, bez dużego wysiłku woli, bez zaangażowania. Może to karierowicze albo jacyś cwani patriotyczni oportuniści, którzy w końcu wykorzystają swoje społeczne zaangażowanie do „prywaty”. Powiem wam szczerze, że ja im życzę tego, żeby wykorzystali. No przecież życie nie kończy się na ganianiu z jednej komisji na drugą i to za darmo. Bo się można wykończyć. Trzeba mieć własne życie i jeszcze źródła utrzymania tego życia. Były sędzie Trybunału Konstytycyjnego, obecnie szef Państwowej Komisji Wyborczej, mianowany przez Bronisława Komorowskiego, pan Hermeliński, który pojawia się w podrozdziale C. drugiej części tego tekstu, wie to doskonale. Tylko że on służy środowisku, które swoje „życie”, swoją stabilność ekonomiczną, a nawet luksus, buduje na pasożytnictwie, na okradaniu innych ludzi za pomocą kruczków prawnych. Zapytajcie się qwerty'ego, współtwórcę Stowarzyszenia Niepokonani'2012, stowarzyszenia broniącego ludzi poszkodowanych, okradzionych przez biurokrację. On wiele może powiedzieć na ten temat. To do czego doszli panie i panowie z RKW, Niepokonani'2012 poznali w tym samym czasie, a może i wcześniej.
O to tu właśnie chodzi. Po to by zrozumieć o czym mówi p. Łazor i p. Zdun, trzeba przyjrzeć się biogramowi p. Hermelińskiego. Wydawać by się mogło, że po wyborach 2015 roku, po zwycięstwie Dobrej Zmiany, zmieni się również Państwowa Komisja Wyborcza, że urzędnicy nadani z rozkazu ex-prezydenta Komorowskiego pójdą w odstawkę. Nic z tych rzeczy. Pozostali tam, gdzie byli. Czekają na ustępstwa ze strony Kaczyńskiego i jego partii nie po to, by trzymać się na dystans i żyć z nimi we względnym pokoju - jeśli już, to najwyżej przez jakiś czas i dla niepoznaki - ale po to, by rzucić się im do gardła, gdy okoliczności będą po temu. Jarosław Kaczyński znajduje się w sytuacji tresera tygrysów, który nie może odwrócić się do nich plecami, bo inaczej rzucą się na niego. Powiecie, mili państwo, że ten opis dotyczy jego własnej partii. Nie zgodzę się. Jego własna partia to narzędzie, bat do przymuszenia bestii do posłuszeństwa. Kiepski ten bat, powiecie. Ja powiem, że niedoskonały. Inny być nie może. Dlatego, że w PiSie są wtyczki takie jak p. Tarczyński, albo ludzie wprost powiązani z klikami mafijno-sędziowskimi, albo po prostu ludzie o mentalności nazistów żydowskiego pochodzenia (nie chodzi tu o sam nazizm jako wyznawaną ideologię, ale o postawę głębokiej pragmatycznej hipokryzji). Widzę to w swoim sąsiedztwie. Powiecie wtedy, że JK jednak ma tygrysy u siebie w partii. Odpowiem, że zrobił wiele by uczynić z nich narzędzie.
Powiecie nadto, że ów treser nie walczy z mafijno-sędziowskimi tygrysami tylko je oswaja. Zgadzam się. Kaczyński nie walczy z PKW tylko dąży do stabilizacji, tak by on sam, PAD, MM i jego partia umocniła się na swoich stołkach, zaś elektorat PiS coś zarobił i tworzył własny świat, konkurencyjny wobec świata pasożytów. Świat pasożytów, powiecie, nie może obejść się bez świata normalnych, względnie pracowitych ludzi. Tak. Ktoś musi na nich pracować. Muszą mieć swoich niewolników do dojenia. Powiecie państwo, że za dużo tych handlarzy niewolnikami. Biznes zachodni chce z nas zrobić tanią siłę roboczą, a raczej już zrobił. A tu jeszcze mamy własnych kapo. Tak. Tak to jest. Zaś Kaczyński i PiS prawie w ogóle nie broni nas jako tzw. zasobów ludzkich przed tym zakamuflowanym niewolnictwem. Albo wręcz handluje nami z zachodnimi mocarstwami. A jak niby ma nas bronić? Metodą Rejtana? Jest tylko jedna metoda obrony w tym przypadku, ekonomiczna, bogacenie się. Nie wychodzi to nam, przynajmniej większości. Zgadza się. Ciągle na karku mamy tych pasożytów. A nad nami jeszcze szklany sufit. Ktoś nam ciągle wyciąga kasę z kieszeni, również w formie podatków. Przecież to rząd pisowski, zakrzykniecie państwo, on nas teraz okrada. Być może. Jego partia nie ma zaplecza ekonomicznego, takiego jak np. KOD w postaci nieograniczonego kredytu u George'a Sorosa. Musi doić budżet państwa, bo zanim odtworzy się polską klasę posiadaczy minie jeszcze jakiś czas. My natomiast nie mamy wyboru. Musimy szukać wyjścia z tej sytuacji. Możliwości zarobienia. Moja sytuacja na przykład jest prawie beznadziejna. Z miesiąca na miesiąc mogę polegać przede wszystkim na Opatrzności. Niewielu jest takich, którzy chcą i mogą mi pomóc. Nie jest lekko. Ale muszę szukać ucieczki, do przodu z dziurami na tyłku. Za to cieszę każdym spokojnym dniem.
Powiecie mi państwo, za p. Maciejewskim, że JK i PiS pogardzają swoim elektoratem. Nic mi nie wiadomo na ten temat. Raczej pogrążają się w swoich zadaniach treserskich. W takich okolicznościach łatwo stracić z oczu publiczność, której trzeba zapewnić zadowolenie estetyczne i bezpieczeństwo. Jeśli ktoś z publiczności próbuje się komunikować z treserem w takich okolicznościach, ten po prostu nic nie zrozumie, potraktuje jak wariata. Mnie na przykład, przytłoczonemu walką o stabilność z miesiąca na miesiąc, łatwo stracić z oczu cele i strategie Jarosława Kaczyńskiego, albo na ten przykład Ruchu Kontroli Wyborów. I to właśnie się u nas stało. Straciliśmy kontakt z RKW. U nas wybory prezydenckie wygra prawdopodobnie klika, która już zadłużyła miasto i jego mieszkańców na pół miliarda PLN, dosłownie, i będzie dalej zadłużać. Pewnie nasz udział w RKW nie byłby przeszkodą w tym pyrrusowym zwycięstwie. Pewnie inaczej być nie mogło. Nie rozpaczam z tego powodu. Ale pół miliarda to nie przelewki. A drugie pół, to już skutki nieprzewidywalne dla stabilizacji ekonomicznej moich sąsiadów. Ceny energii, bilety, możliwości tworzenia nowych zakładów pracy, to wszystko zaczyny dziwnie się odkształcać jak w krzywym zwierciadle. I jeszcze korupcja i wycinanie nieswoich. Widzę już poważny strach w oczach zarządzających moim miejscem pracy i w oczach ludzi wokół mnie.
Nie zgadzam się z p. Federowiczem, iż największym błędem JK to dobieranie sobie współpracowników na zasadzie posłusznego pochlebcy. Największym błędem JK jest zlekceważenie Intronizacji Zbawcy jako Króla naszej Ojczyzny i konsekwencja tego, czyli kompromis w sprawie niepełnej ochronę ludzkiego życia. Dlaczego? Ponieważ przyjęcie tej perspektywy wiele zmienia w rozumieniu nie tylko Kościoła, ale również prawa, spraw społecznych i publicznych. Otwiera się wtedy nowa perspektywa działania. Z tych błędów wynika również brak pełnego zrozumienia funkcji zapleczna ekonomicznego, w dalszej perspektywie również dla działalności danej partii, jeśli już musimy tkwić w tym systemie partyjnym. To skolei prowadzi do zapomnienia o roli polskiego ziemiaństwa w wywalczeniu i wypracowaniu naszej niepodległości 100 lat temu. W znacznie bezpośrednim wynikającym z Ewangelii i Intronizacji, chodzi o to, że nienarodzone dziecko jest już potencjalnym posiadaczem, ma swoje prawa majątkowe. Przecież to jest jeden z ważnych punktów prawnych anty-aborcyjnych. Nadto jego rodzice i ono w przyszłości ze swoją małżonką/małżonkiem, nie będzie w stanie stworzyć rodziny bez własności, i to nie minimalnej, ale znacznej: domek, ziemia, samochód, sprzęt, oszczędności. Albowiem według Karty Praw Rodziny ogłoszonej przez Watykan w 1980 roku, własność jest ważną częścią rodziny. Rodzina nie może składać ślubów ubóstwa nawet rodzina franciszkańskich tercjarzy.  
Ale czy z tego powodu mam JK i jego ekipę odsądzać od czci i wiary? Czy mam go nazywać heretykiem? Nie muszę. I tego nie czynię. Daje mu prawo do błędu. Wychowanie, historia życia, sytuacja obecna. Nie łatwo przerosnąć okoliczności, w jakich znajduje się dana osoba. Ani nie wymagam od niego natychmiastowego wprowadzenia pełnej ochrony życia ludzkiego, bo to nie jest łatwa sprawa. To trzeba dobrze przygotować od strony propagandowej. Nie oczekuje od PiSu męczeństwa politycznego. Oczekuję natomiast by JK i PiS podjął stopniowe acz konkretne kroki, propagandowe, polityczne i prawne, w celu całkowitego prawnego zabezpieczenie ludzkiego życia. Inaczej wchodzimy w ryzyko piekła na naszej ziemi. O mojej modlitwie w tej intencji i w intencji tzw. polskiej prawicy w ogóle nie wspominam, bo to jest truizm. Pewnie, że chętnie bym się pokłócił z JK, MM i PAD. Ale gdzie mi tam do tego. To jest poza moim zasięgiem. Ja walczę tu sobie na swoim poletku, oni na swoich polach szachowych. Nie zgadzam się z p. Federowiczem co do tzw. przydupasów, również dlatego, że w sytuacji JK inna opcja nie wchodzi w rachubę. To nie jest błąd, to jest konieczność. Tak samo jak koniecznością jest styl jaki działacze Ruchu Kontroli Wyborów przyjęli w komunikowaniu swoim rodakom zbliżającej się katastrofy.
Jeśli JK i PiS przegrali coś, to tylko bitwę. Nie chodzi tu o komunały, takie, jak ta mądrość etapu zapodana nam przez p. Jakiego, że niby kto wlaczy ten nie przegrał. Niech mu będzie. Ale p. Jaki jest tylko przystawką do PiS. To czemu JK nie wykonał telefonu tam gdzie trzeba w sprawie jego zwycięstwa wyborczego? Właśnie dlatego. P. Jaki wybrał swoją drogę indywidualną, nawet odciął się od Solidarnej Polski. A przecież jego pozycja daje mu szerszą wiedzę, również taką którą posiadł Ruch Kontroli Wyborów. A zatem mógł wiedzieć, że nie ma szans na jego zwycięstwo. Po co zatem startował? Dobre pytanie. Trudno mi uwierzyć, że nie wiedział, iż szanse na zwycięstwo są mierne. Po co zatem kumał się z przedstawicielem lewej strony "mocy"? Po co szedł na lewo? Nie mam zielonego pojęcia. Ale teraz patrzmy dalej, jakie będą jego dalsze wybory. Wróci do Opola? Zostanie w stolicy? Wykończy w końcu HGW i jej mafię? Zobaczymy. (Dziś 27 10 wiemy że p. Jaki, wraca do walki na rubieży, ale w świetle lewicowych szczegółów jego kampanii wolno nam przypuszczać, że nie po to żeby wsadzić mafię HGW do paki.)
Wkrótce dowiemy się jaka jest skala wygranej czy przegranej PiS. (Ponieważ publikuję ten tekst 27 10, wiemy że PiS przegrał I turę wyborów prezydenckich w dużych miastach, ale są jeszcze II tury i ogólnie procentowo wygrał. Można zatem przypuszczać, że wygrał znacznie więcej niż to wskazują oficjalne wyniki. PSL został wykopsany z rozgrywki.) Jakkolwiek to będzie wyglądać, jakkolwiek p. Hermeliński wraz z PKW wyrolują PiS, to nadal zwycięzcą będą po prostu głosujący. Większość jak sądzie głosowała na PiS albo na faktyczną zmianę. Zgadzam się z p. Orłem i p. Maciejewskim (https://prawygornyrog.pl/tv/2018/10/klub-ronina-czy-pis-przegral-wybory-samorzadowe/), że wypada życzyć totalnego sukcesu. Właśnie tym ludziom. 
P.s. Polecam tekst Shorka ze Szkoły nawigatorów o sposobach oszustw przy urnie wyborczej: http://shork.szkolanawigatorow.pl/operacja-burdel