czwartek, 13 czerwca 2019

Przmówienie D. Trumpa (tłumaczenie) i A. Dudy - Waszyngton 12 06 2019 Biały Dom


Andrzej Duda znów sforsował bramkę Białego Domu. Prof. Chodakiewicz wciąż działa za przyzwoleniem i inspiracją Zbawcy, Króla królów, który podsuwa PAD okazję do benefisu Polski i własnego. Działa również PAD za Jego przyzwoleniem i inspiracją. Polska zatem jest królestwem Zbawiciela, Władcy wszechświata.
To mało powiedziane, że odpowiedzi na pytania dziennikarzy Prezydenta Andrzeja są błyskotliwe. To jest ciężka artyleria propagandowa, strzela bowiem ładunkami o wielkim ciężarze gatunkowym. Jego obecność w Białym Domu i to, co mówi po prostu potwierdzają intuicje Pink Panthery, p. Maciejewskiego i Toyaha, że 447 jest palcem pisane na mętnej wodzie zajeżdżającej siarką. Ekstremistom żydowskim trzeba przytakiwać, bo w sumie tworzą oni coś na kształt wściekłej kobyły. Ale poważnie nie da się ich traktować. Tym bardziej nie da się usankcjonować ich prowokacji konsekwentną, zalegalizowaną realizacją. Nadto odpowiedzi udzielane przez Prezydenta Andrzeja dziennikarzom są strzałami 100/100. Każde kolejne kule osadzają się dokładnie na poprzedniej w jednym i tym samym środeczku tarczy. Ale do rzeczy, proszę tylko nie zważać na zdjęcie przewodnie tego nagrania, pochodzi ono poprzedniej wizyty. Trzeba też przeskoczyć pierwsze 7 minut oczekiwania (obrazek) na pojawienie się obu prezydentów:
https://youtu.be/AGfwGDTU7uM
Podaję poniżej tłumaczenie przemówienia Prezydenta USA (moje własne). Wypowiedzi Prezydenta Polski tłumaczyć nie trzeba:
„Dziekuję bardzo. Proszę (zapraszając zgromadzonym by usiedli). Dzisiaj, Melania i ja mamy zaszczyt przywitać Prezydenta Dudę i panią Kornhauser-Dudę, i Polskę znowu w Białym Domu. Zaprzyjaźniliśmy się z nimi. Ostatnio gościliśmy ich w Waszyngtonie we wrześniu i jest czymś wspaniałym spotkać się z wami znowu. (Do PAD) Dziękuję bardzo. To wielki zaszczyt. Od naszego ostatniego spotkania nasze niezłomne więzi między USA a Polską stały się jeszcze bliższe (trochę nie po polsku, ale po angielsku można tak powiedzieć, staram się tłumaczyć tak dosłownie jak to się da). W tym roku nasze narody zaznaczają 100 lecie naszych dyplomatycznych relacji. Amerykańsko-polski sojusz jest silniejszy. Znacznie bardziej niż kiedykolwiek. Wcześniej w dniu dzisiejszym Prezydent Duda i ja podpisaliśmy wspólną deklarację potwierdzającą ważną obronną współpracę pomiędzy naszymi narodami, gdyż deklaracja dobitnie wyjaśnia, że Ameryka i Polska są związane nie tylko strategicznym partnerstwem, ale również przez głębokie wspólne wartości, wspólne (shared, podzielane) cele i bardzo silną, wiążącą przyjaźń. Nasze narody (people, lud) są połączone przez trwałe więzi cywilizacji, kultury i historią. Szanujemy panowanie prawa. Czcimy indywidualne prawa i chwalimy nasze tradycje. Ogarniamy/przyjmujemy (embrace, obejmujemy) państwo/kraj, wiarę, rodzinę i wolność. W ciągu stuleci odważni amerykańcy i polscy patrioci stawali razem by bronić naszej suwerenności, naszej wolności i naszego szlachetnego sposóbu życia. Kiedy ostatnio byłem w Polsce byłem dumny, iż stanąłem pośród weteranów Powstanie Warszawskiego i mogłem przypomnieć ich wielką odwagę w obliczu nazistowskiej tyranii. Dzisiaj oddajemy cześć ofiarom złożonym przez wszystkich, którzy przyszli przed nami, wykonując nasze zadanie (ważne dla nas) obrony niezależności i fantastycznego (incredible, nie do wiary) amerykańsko-polskiego sojuszu. Jak stwierdza wspólna deklaracja, USA i Polska kontynuują wzmacnianie współpracy w zakresie naszego bezpieczeństwa. Polska wkrótce dostarczy bazę/podstawy oraz infrastrukturę dla podtrzymania/wsparcia militarnej obecności około 1000 amerykańskich żołnierzy. Polski rząd zrealizuje to projekty nie obciążają Stanów Zjednoczonych żadnymi kosztami. Zapłaci za nie polski rząd. Dziękujemy Prezydentowi Dudzie i Polakom (people of Poland, narodowi/ludowi z Polski) za posuwanie do przodu naszego wspólnego bezpieczeństwa. Polska również ponosi koszty brzemienia (tłumaczenie trochę po omacku, bo tych dwu słów nie mogę do końca zrozumieć, może ktoś pomoże), które rozszerza się na sojusz NATO. Była pośród 8 sojuszników łącznie z USA obecnie wnoszącymi minimalne 2% swego budżetu. (PDT wychodzi poza tekst pisany) Chodzi tu o wydatki na obronę. Zaś Polska była tam (realizowała te wydatki) od wczesnych dni. I my to doceniamy. I my również tam byliśmy (realizowaliśmy te wydatki). … It was total VA, 8.28. (VA jako Variable Annuity, zmienna roczna opłata). Reszta dołącza/dogania. Ponieważ narody wskutek mojego przynaglenia zapłaciły o $ 100 mld więcej na obronność NATO. W ostatnim miesiącu wielką przyjemność sprawiło mi, że Polska ogłosiła intencję zakupu 32 wyprodukowanych w Ameryce myśliwców F-35, takie jak te, które właśnie zobaczyliście. Kilka chwil temu byliśmy świadkami tego niezwykłego przelotu tego tnącego ostrza, gdy przelatywały nad Białym Domem. (Znowu poza tekstem) I w istocie doszło do wzniosłego/dumnego momentu (haught) nad Białym Domem. Pomyślałem, co jest nie tak z tym samolotem? Nie leci zbyt szybko. Ale jest to rzecz nie do wiary, widząc jak (when) można to wykonać, kiedy samolot może wylądować bezpośrednio prosto (w linii wertykalnej). I to jest jeden z nielicznych samolotów w świecie, które mogą to wykonać. Uważany za jeden z najwspanialszych myśliwców odrzutowych w świecie. Wyrażam swoje uznanie (I applaud) dla Prezydenta Duda z powodu jego wysiłków w celu modernizacji i wzmocnienia polskiej obronności. Również chcę pogratulować Polsce postępu w wypełnieniu amerykańskich wymogów programu zwolnień wizowych (entering visa waiver program, wchodzenie w program odstąpienia od wiz). Dzisiaj nasze państwa podpisały umowę dotyczącą zapobiegania i zwalczania poważnych przestępstw, co jest ważnym i koniecznym krokiem na drodze do programu bezwizowego (mój skrót). Chociaż wciąż mamy trochę pracy do wykonania, mam nadzieję przyjąć Polskę do programu bezwizowego wkrótce (very soon, bardzo wkrótce). Jest to wielka sprawa/kontrakt (deal). Oba nasze narody rozumieją, że bezpieczeństwo emigracyjne jest narodowym bezpieczeństwem. W czasie naszego spotkania, Prezydent Duda i ja omówiliśmy istotne sprawy energetyczne. Oparcie się na jednym tylko zagranicznym dostawcy energii czyni dany naród całkowicie podatnym (vulnerable dosł. na zranienie) na przymus i wyłudzenia. Z tego powodu popieramy polską budowę bałtyckiego rurociągu, który pomoże europejskim krajom w dywersyfikacji ich źródeł energii. Jest to krytycznie potrzebne. I jest to droga, którą należy iść. W ostatnim roku Polska podpisała również kontrakty z amerykańskimi firmami o wartości $ 25 mld w celu zakupu ponad 6 mld metrów sześciennych płynnego, naturalnego, amerykańskiego gazu. Dzisiaj nasze narodu podpisały kolejny kontrakt na dodatkowe 2 mld m3 gazu o wartości $ 8 mld. Tak więc oprócz samolotów i płynnego, naturalnego gazu, i wielu innych spraw w Polsce świetnie sobie radzą, ponieważ Polska radzi sobie świetnie. Doceniamy to. Dziękujemy bardzo, panie Prezydencie. Nasze kraje podpisały również umową dotyczącą współpracy w projekcie pokojowego stosowania energii atomowej, która w podobny sposób posunie naprzód polską energetykę i bezpieczeństwo i pogłębi nasze bilateralne komercyjne powiązania. Ekonomiczne relacja między Polską a USA kwitną. Zdecydowani jesteśmy na dalsze rozszerzanie wymiany handlowej opartej o uczciwość i wzajemność, co być może jest moim ulubionym słowem. Poprzez szereg krytycznych obszarów, od obronności przez dyplomację do energetyki i ekonomii, sojusz między USA i Polską osiąga niebywałe wyżyny w roku 2019. Nasze długotrwałe partnerstwo pokazuje ogromne możliwości całemu światu, gdy dwa silne i niezależne narody łączą się we wspólnym dążeniu i wspólnej sprawie. Panie Prezydencie, jesteśmy zaszczyceni mając pana z nami. Pani Duda, dziękuję bardzo za towarzyszenie nam. Otwieramy ekscytującą nową erę amerykańsko-polskiego sojuszu. Jest to szczególny sojuszu, ze szczególnymi ludźmi (moja nieśmiała aluzja do stylu św. JPII). Budujemy obiecującą przyszłość prosperity dla narodu amerykańskiego i polskiego. I znowu (chcę powiedzieć), nasza relacja jest niezwykła i taka pozostanie przez długie długie lata. Dziękuję.”
Zwróćcie uwagę mili państwo na fragment który mówi o bezpieczeństwie emigracyjnym. Cóż on oznacza? Mianowicie to, że Trump popiera nasz opór przeciw naciskom ze strony Berlina i Paryża chcącym narzucić nam przymus przyjmowania nachodźców bliskowschodnich, czy nawet jakichkolwiek.
Ukraińców przyjmować zapewne dalej będziemy, bo na krótką metę to się naszej administracji i pracodawcom opłaca i nadto wynika to z interesów naszego innego sojusznika strategicznego, który rzecz jasna zgodnie ze swoją tradycją imperialną będzie dalej drenował nasz rynek również technologiczny i chciałby naszym kosztem przysposabiać braci naszych Słowian znad Dniepru i Donu do dalszej posługi wobec interesów owego sojusznika.
Wracając do wypowiedzi Trumpa, który zapewne ma większą i głębszą wiedzę na temat tego, co się dzieje w ukrytych a kluczowych wymiarach tego świata, który jednocześnie od dawna jest na poziomie faktycznego statusu kapitalisty i inwestora, jako jeden z możnych tego świata, trzeba by stwierdzić tu znaczenie tej deklaracji antynachodźczej jako wsparcia dla i otwarcia relacji dążenia do wzajemnych zysków z naszą administracją. Nie należy się czarować. Najpierw oni muszą zarobić i Żydzi. My na razie będziemy dojeni, na co wskazują kontrakty gazowe, oczywiście drugi jakby nieco promocyjny: $ 8 mld za 2 mld gazu, czyli $ 4 mld za 1 mld gazu w porównaniu z pierwszym kontraktem opiewającym na $ 25 mld za 6 mld gazu, czyli za jeden mld gazu $ 4,25 mld. Słowem sprzątnął sprzed nosa tę pulę $ 300 mln pożądaną przez żydowskie organizacje a zgłoszoną drogą owego bluffu nr 447. I to w stylu radykalnie antypokerowym.
Ważne jest również, to że Trump nazwał tę inicjatywę gazową rurociągiem, a nie hubem. Jak dla mnie, biorąc pod uwagę jego skrzywienie biznesowe, oznacza to wskazanie: Radźcie sobie, dójcie innych, którzy zechcą brać ten gaz. Czegoś mi się widzi, że Węgrzy na to nie pójdą. Chorwaci, Słoweńcy? Nie mam pojęcia. Ukraina raczej tak. Rumunia też. Nie wiem jak Bałkany. Słowacja tak. Białoruś będzie miała dużą pokusę. Litwa, Łotwa i Estonia też. Szwedzi mają raczej norweskie dostawy. Czesi są podłączeni pod Nord Stream. Zatem przed PAD jest kolejna bitwa dyplomatyczna o upłynnienie „naturalnego” płynnego gazu ze Stanów. Trump dokładnie sobie zdaje sprawę jak bardzo nam zależy na pomniejszeniu korzyści moskiewskich z Nord Streamu. I to wykorzystuje. Nawet jak nas wydoi, będzie to dla nas z korzyścią w dalszej perspektywie. Trzeba tylko dobrze zagrać. Dodatkowo płacimy również za budowę bazy albo raczej kilku baz. Powiązanie inwestycji militarnych z energetycznymi i ekonomicznymi jest oczywiste. Rzekłbym nawet że ekonomiczne są tą ważniejszą górą lodową skrywającą się pod powierzchnią wody, poniżej swojego widocznego dla profanów czubka militarnego. W końcu energetyka i ekonomia to zaplecze dla militarnych muskułów. Na marginesie, choć dla mnie to ważne, jest zatem szansa na kilka fortów i nadanie któremuś z nich imienia Ronalda Reagana. Ogólnie przemówienie Trumpa potwierdza to co niedawno napisał Gabriel, interesy/zyski lokalne są bezpośrednio zależne od interesów/zysków globalnych. Faktycznymi kapitalistami są tylko szefowie organizacji banksterskich albo politycznych, na przykład PDTrump.
PAD rozpoczyna swoje przemówienie w 15':25''. Mówi to co trzeba. Ale jego benefis zaczyna się od odpowiedzi na kolejne pytanie dziennikarki pani Emerald z OEN, o ile dobrze słyszę. Pierwsze pytanie dotyczy Niemiec, krytyki Niemiec ze strony Trumpa i przeniesienia wojsk USA z Niemiec do Polski. „Czy sądzi, że taka presja, spowoduje iż Niemcy zechcą spełniać natowskie wymogi nakładów na obronność?” Odpowiedź Trumpa jest z jednej strony ostra, wciąż ganiąca Niemców za „wielki błąd opierania się na rurociągu (Nord Stream)” i upierania się przy tej inwestycji, a z drugiej strony dyplomatyczna. Deklaruje bowiem szacunek dla ich decyzji i ich polityki. Odpowiada jej, że nie liczy na wymuszanie na Niemcach jakichś decyzji tą drogą. I chwali Polskę za inicjatywę hubu, czyli raczej alternatywnego rurociągu, konkurencyjnego wobec Nord Stream. Nic innego nie może uczynić, jeśli chce występować w roli „syna Bożego”, czyli tego który wprowadza pokój. Wyraźnie widać że jest to jego ambicją i nie tylko z powodu namiętności do pokazywania się i przyjmowanie hołdów, ale również z powodu dążenia do zysków, a nawet zysków obopólnych. To jest różnica między Trumpem a Imperium Brytyjskim, które w doktrynie ma zysk z wojny, z wojny prowadzonej przez kogoś innego, ale w ich interesie, o której to różnicy mam nadzieję napisać przy innej okazji na kanwie niedawnego spotkania na szczycie z Teresą May. Ten sam trend do pokoju i dyplomacji jest w jego odpowiedzi na pytanie o list od Kim Dzong Una , na co Trump odpowiada, że był nim zaskoczony, albowiem jest to list bardzo ciepły i przyjacielski. Jestem przekonany, że PDT mówi prawdę. No i proszę. Un robi kampanię prezydencką Trumpowi. Jasne że ma interes. Z Chińczykami nie umie się dogadać, ci zaś nie tylko przymusili go do podbicia stawki przy pierwszej turze negocjacji, ale naciskają nadal. Nie odpuszczą mu przecież. Un zatem pisze list wołający o ratunek i razm list pożegnalny do Trumpa przed spodziewanym swoim przedwczesnym zgonem.
Pierwsze pytanie do lekki ukłon w stronę PAD, choć tylko lekki. Nie uchodzi bowiem w wolnym świecie uznawać Polaczków-katoli za osoby godne jakiejś poważnej rozmowy. Dlatego tylko pośrednio i lekko schlebia PAD, przez rzekłbym niemiecki ogródek. Ale nie śmie owo pytanie zwrócić się bezpośrednio do PAD. Wypowiadająca je miałaby albowiem poważne problemy z pracodawcą na drugi dzień. Pytać się wprost antysemity nie uchodzi, nie uchodzi. Ale liberalna pani Emerald powinność swego urzędu rozumie. Tym nie mniej odnotowuję postęp w odnoszeniu się jankeskich mediów na budżetach koszernych do naszego Prezydenta Andrzeja. Zostały one bowiem przymuszone by przynajmniej pośrednio oddać jemu sprawiedliwość. Oczywiście z domyślnym przytykiem wobec Trumpa, że faworyzuje jakichś parweniuszy. Ale w sumie kontrast między opieszałością niemiecką a polskim podkładaniem się wychodzi na naszą korzyść, bo w grę wchodzą tu pieniądze, argument najsilniej przemawiający do wyobraźni amerykańskiej, a przecież również do naszej. Co prawda dla nas są one drugie po wierze i Kościele. Ale są, najwyraźniej są. Dla niektórych naszych rodaków wręcz są jedynym argumentem imaginacyjnym.
Potem dopiero pada pytanie do PAD w 25':09'', ale od tej samej pani Emerald i to jest ważne. Jankeskie medium liberalne zostaje przymuszone by zwrócić się wprost do PAD. Pytanie dotyczy tego, ile tak naprawdę chce tych wojaków jankeskich, jakby to naprawdę było ważne. Proszę poprawić mnie jeśli się mylę, ale powyżej 700 czyli dywizji, ilość nie gra roli. Ilość wojaków bowiem jest mniej ważna od sprzętu którym będą się posługiwać. To tak jak z tymi F-35 raptorami, z których każdy może zaatakować ze 6 celów naraz. Ważniejsze jest zaplecze ekonomiczne, czyli to czego bronić ma ta dywizja, czy dwie czy trzy, i co zapewni im „paszę treściwą”. Trump robi sobie jaja z tego pytania i na stronie komentuje niby złośliwe, że PAD chce 2500. Kto się lubi ten się czubi. W sumie szydzą sobie obaj z postępowej dziennikarki. Następnie Trump daje do zrozumienia że nie lubi żurnalistów, bo na głos zastanawia się kogo wybrać, może kogoś kogo on lubi, ale stwierdza, że nie lubi nikogo.
W 26':37'' do głosu dochodzi polska dziennikarka z tv publicznej o dźwięcznym nazwisku Zuzanna Falzman, którego brzmienie i echo miło pieszczą nasze uszy, choć nie wiem czy to faktycznie rodzina. Pytanie do Trumpa i drugie do PAD. Nie chcę rozbudowywać tego streszczenia, skonstatuję tylko, że są nieco inteligentniejsze od pytań p. Emerald z OEN. Pytanie do Trumpa nawiązuje do tego, co dzieje się w Polsce obecnie, dzięki relacjom z USA, również w polskich służbach wywiadowczych i w końcu domaga się wyjaśnienia dlaczego Polskę uważa za tak ważnego sojusznika. Odpowiedź Trumpa, poprawcie jeśli się mylę, znajduję nieco wymijającą, szczerą, ale tylko częściową, bo mówi o naszej pracowitości i tym wielkim kawale roboty, który odwaliliśmy. Są to sprawy ważne dla Trumpa inwestora, ale śmiem twierdzić że nie najważniejsze. Pani Falzman jednocześnie daje szkołę amerykańskim prowincjuszom na zapyziałych budżetach, szkołę dobrych manier międzynarodowych, pyta się albowiem najpierw PDT a potem dopiero PAD. Oczywiście spłynie to po jankesach jak po gęsi, zwłaszcza tych koszernych, ale niektórzy przynajmniej coś poczują. Odpowiedź PAD to popis zdolności retorycznych i znajomości terminologii z zakresu logistyki, dyplomacji, ekonomii, prawa i czego tam jeszcze nie. Aż sam PDT dostaje lekkiego zawrotu. Ale to dopiero przygrywka.
W 31':14'' Trump pozwala sobie na tę nonszalancję. Ogarnia wzrokiem dziennikarzy i na głos pyta samego siebie: „Popatrzmy się, kogo ja lubię? Nikogo. No to koniec.” Ale wskazuje na gentelmana w kapeluszu lanianym, ale wciska się przed niego jakaś czarnula, co daje kolejną okazję do luźnych żartów z obyczajów dziennikarskich. Pytanie dotyczy Korei, czyli media jankeskie na wiadomych budżetach znowu dają nam poznać, że Polska to taki pałętający się kundelek, a my tu mamy poważne sprawy z Unem i Chińczykami. Dopiero potem pytanie skierowane jest do PAD. Jak przystało na tradycję faryzejską ma na celu złapanie naszego Prezydenta na niezręcznym słowie: „Czy uważa pan Rosję za sojusznika czy za adwersarza?” Gdyby Prezydent Andrzej był już po wydojeniu za pomocą dostaw gazu Ukraińców, Rumunów, Chorwatów, Słoweńców i Słowaków i nadto przymusił Orbana do zakupu rzeczonego gazu, mógłby odpowiedzieć: „A jak pani sądzi który Kościół kontynuuję misję Zbawcy, Katolicki czy Prawosławny? Zaś Moskwa to który Rzym, drugi czy trzeci?” Na co ona by odpowiedziała, po konsultacji z innymi faryzeuszami i wyższymi kapłanami pod gorącym satelitarnym telefonem : „Nie wiemy. My liberalni, wolnomyślicielscy, wolno myślimy”. Mógłby on wówczas jej odrzec: „To i ja panie nie powiem kim jest dla nas Rosja”.
No ale … jesteśmy w tym miejscu w którym jesteśmy. Nasza administracja i energetyka jeszcze nikogo nie wydoiła. Więc PAD daje inny koncert. Sami posłuchajcie ... Serce rośnie. Trump nie przerywa, wcina się kiedy PAD kończy, ale zaznacza zdanie odrębne, ma nadzieję, że Rosja w końcu stanie się sojusznikiem Polski, czym znowu zaznacza różnicę wobec imperialno-masońskiej strategii szachownicy.
W 42':12'' tym razem jakiś facet próbuje podsunąć PAD skórkę bananową pytając się o naruszenie demokracji w postaci ingerencji w polskie sądownictw. PAD przerzuca go przez biodro i pozwala mu skatulać się wprost do bajorka, niedaleczko położonego od tego, na powierzchni którego spisano bluff 447. Jednocześnie odprawia swój taniec zwycięstwa i deklamując rapsod historyczny na temat stalinizmu w polskich sądach. Kolejny popis. Dalej też dzieją się ważne rzeczy, ale na tym skończę, bo godzina stara a tekst wydłuża się niemiłosiernie. Mam nadzieję wrócić do tych tematów, zwłaszcza amerykańsko-brytyjskich.

wtorek, 28 maja 2019

Nieznośna nieświeżość Gramsciego

Ale zanim o Gramscim, muszę, bo się uduszę, skomentować, co usłyszałem w Radio 24, po drodze po świeży chlebek, a chlebek powiem wam najlepszy na Śląsku, palce lizać i tylko do 8 rano. Oczywiście na pierwszym miejscu jest i powinnien być sukces JK i PiSu, i od tego winny zaczynać się wszelkie komentarze dnia, mianowicie od uprzytomnienia nam że jest to procentowy rekord tych ostatnich 28 lat. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, bo pamięć mam dobrą ale krótką, że 45 % z groszami to najwyższy wynik jakiejkolwiek partii w Polsce po 89 roku. Nic dziwnego, zważywszy na rzetelną ciesiółkę PiSokratów i równie rzetelne łagodnie mówiąc chauturzenie tzw. opozycji. Co do Koalicji wszyscy trąbią o jej porażce. Nie zgadzam się. Sama Koalicja i dobór jej liderów, może z wyjątkiem Millera, to jest porażka. W obliczu jej miernoty jej zawyżony wynik porażką być nie może, jest ratunkiem przed porażką. Koalicja powinna mieć 5 posłów na upokorzenie w europarlamencie a nie 22. Jest już gotowy pal dla winnego owej "porażki". Jarosław Kurski w Gazowni obwinia Siekierskich. Oczywiście oni są winni, ale nie tylko. Poszli na całość wbrew poczuciu realizmu większości Polaków. Nawet jeśli wbrew mniejszości to jest to mniejszość bardzo liczna, która decyduje o ważnych sprawach. Co tu dużo mówić, donosicielstwo i oczernianie nigdy nie cieszyło się sympatią w naszym narodzie. Ale Siekierscy nie zostaną zatknięci na tym palu, śmiem twierdzić, bo wraz z nimi musiał by tam znaleźć się Smarzowski i Holland i jeszcze kilku "narodnych zasłużonych artystów". Winny oczywiście jest Tusk, który teraz świeci tymi swoimi gałami stawianymi na złodzieja i milczy, i cała jego ekipa, łącznie ze Schetyną. Ale oni też nie zatańczą na palu z racji wiadomych. Na pal wbiją Jażdżewskiego. Nagroda to sprawiedliwa i należna za niezwykle oryginalne połączenie głupoty, wykroczenia przed orkiestrę, ze zjadliwą nieprawością.
I powiem szczerze, że z tymi typami inaczej się nie da. Żeby się nawrócili, albo chociaż zporządnieli, muszą poczuć gorycz upokorzenia. Oczywiście żewne jęki a żałosne Kurskiego to nie jest jeszcze skrucha. To jeszcze jest czarny PR. "Opozycjoniści" liczą na to że Polacy ich pożałują. Niedoczekanie. Na marginesie dodam, że jak dla mnie oskarżenia Kurskiego wytaczane przeciw owym "wybitnym filmowcom", oznaczają to, że bracia Kurscy ze sobą gadają i wymieniają się komentarzami.
Teraz Gramsci. Nie wymyślił nic nowego. Program zadomowienia się rewolucji w urzędach to już właściwie pomysł starożytny, a na pewno husycki (bunt czeskich miast i ich rajców w XIV w. i w XV w. praska defenestracja dokonana wszak przez urzędników miejskich). I luterski. Luter albowiem nie popierał powstania chłopskiego, lecz tylko antykościelną rewoltę arystokracji/szlachty, a więc klasy, która w sposób oczywisty jako jedyna mogła sprawować urzędy. Biurokracja habsburska, pruska i carska, oświeceniowa/rewolucyjna, republikańska/francuska i włoska, sowiecka, sanacyjna i nazistowska, peerelowska i popeerelowska (w istocie PPS bis) to zwykły ciąg dalszy sprawdzonego schematu. Tym sposobem sponsorzy Gramsci'ego i Spinellego nachalnie pchają się na wizję, niby szare eminencje, ale przecież nie potrafią nie obnosić się ze swoim „geniuszem”.
Dlatego do poprzedniego mojego tekstu dodać należy tę informację: według oficjalnych danych instytucje unijne przeznaczają 5 mld Euro na programy genderowe. Mili państwo, nikt nie wywala takiej kasy na akcję propagandową, jeśli nie zakłada iż przyniesie ona zysk, co najmniej 30% zwrotu. Obserwując skalę propagandy genderowej mam przeczucie bliskie pewności, że dotacje te są znacznie wyższe. To chyba tę kasę miał na myśli francuski unijny negocjator w sprawie Brexitu, kiedy pytał się z drżącym sercem, „co teraz będzie” z dotacjami z City dla biurokracji unijnej, czy uniokraci będą musieli je, nie daj Boże, renegocjować. Zakładam zatem, że faktyczne dotacje genderowe wynoszą 10 mld Euro, ok. 42 mld złotych. A to dopiero rozruch. No chyba, że stratedzy z City i banków kontynentalnych tak nienawidzą Kościoła, że gotowi są wtopić w błoto dowolną sumę na jego zniszczenie. W końcu 5 mld (ok. 21 mld zł) to dla nich jak splunąć. A jednak według mojej wiedzy rywalizacja z Kościołem nie przesłania im w takim stopniu prostej kalkulacji nakładów i zysków.
Relatywnie niska suma tej inwestycji wynika po prostu z braku zaufania dla najemników tej akcji, których ośmielam się nazwać pogrobowcami PPS. Aktywiści lewicy albowiem, w tym również PO, to dla mnie spadkobiercy dyspozycyjności i mentalności PPS czyli najemnej siły propagandowej, bo przecież nie do końca politycznej, jeśli przez politykę rozumiemy działania odpowiedzialne, przemyślane i dalekowzroczne. Znamy żałosny poziom ich kultury umysłowej. Dlatego możni nie zdecydowali się na większe inwestycje w polską po-PPS. Jej zwycięstwo nie przyniesie bowiem większego żniwa w Europie środkowej. Jest potrzebna, ale nie aż tak bardzo i nie na stanowisku managerskim. Niech sobie dziamdzia w europarlamencie, ale niech już nie kompromituje unijnego socjalizmu na krajowych wieco-stypach emitowanych w godzinach obiedniej oglądalności: http://magazynier.szkolanawigatorow.pl/syndrom-sztokholmski-z-ludzka-twarza-czyli-dlaczego-gazeta-wyborcza-robi-kampanie-premierowi-morawieckiemu. W Brukseli przynajmniej mają ich pod kontrolą ręczną.
Dlaczego łączę ich z polskimi socjalistami, wyjaśniłem w poprzednim tekście: http://magazynier.szkolanawigatorow.pl/niesmiertelne-dziedzictwo-pps-czyli-teczowa-recenzja-filmu-zmierzch-ofensywa-ideologii-gender-i-kilka-sow-wstecznej-krytyki. A jeszcze lepiej wyjaśnił to p. Maciejewski w dwu tomach Socjalizmu i śmierci.
Dodam tylko, że ku memu zdziwieniu skojarzyłem nazwę Polskiej Partii Socjalistycznej z nazwą słynnego sowieckiego pistoletu maszynowego zwanego pepeszą, PPSz. Zaprawdę, zaprawdę nie ma przypadków są tylko znaki. Być może twórca pepeszy, tow. Gieorgij Szpagin, przypadkiem wpadł na ten skrót, albo narzucił mu się po prostu spontanicznie. Ale już nie przypadkiem został zatwierdzony przez naczalstwo. My zaś możemy przemedytować bogatą wyobraźnię literacką wysokiej rangi oficera, który nazwę tę zatwierdził, wraz z licznymi analogiami między pepeszą a PPS i kontynuatorami tej niechlubnej tradycji w postaci PSL i Lewicy razem (znikniętymi już w zasadzie), Koalicji europejskiej i Wiosny, w postaci demoralizacyjnych (Liroy) i doktrynerskich elementów w Konfederacji (chyba też już na wykończeniu) oraz oportunistycznych, grabskich i piłsudczykowskich sympatii u niektórych działaczy PiS. Proszę bardzo ... Owoż i nasza PePeSza.
Jako komentarz do wyniku wyborów europarlamentarnych zamieszczam tu cytat z artykułu Pawła Zduna z Ruchu Kontroli Wyborów (http://ruchkontroliwyborow.pl/2019/03/): 6 lutego 2019 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie V Wydział Cywilny w składzie SSA Bogdan Świerczakowski (przewodniczący), SSA Edyta Jefimko (spr.) i SSA Marzena Miąskiewicz na posiedzeniu niejawnym wydał Postanowienie (Sygn. akt V ACz 77/19), by oddalić Zażalenie z 21 grudnia 2018 na Postanowienie Sądu Okręgowego w Warszawie z 26 listopada 2018 r. i utrzymać postanowienie SO w Warszawie z 26 listopada 2018 r. o pozostawieniu Protestu (przeciw nadużyciom w trakcie wyborów samorządowych w Warszawie) bez dalszego biegu. Tym Postanowieniem Sąd Apelacyjny w Warszawie zamknął sprawę Protestu wyborczego z 7 listopada 2018 r.. Z jednej strony orzeczenia Sądów w tej sprawie pokazują, jak bardzo hipotetyczną jest procedura Protestu Wyborczego, z drugiej strony będzie okazją do dalszej profesjonalizacji działań Ruchu Kontroli Wyborów. Nie wolno pozostawić organizacji najważniejszego aktu demokratycznego, jakim są wybory, do wyłącznych kompetencji organów państwa, uczciwość których mamy prawo stawiać w wątpliwość. Sam zaś Kodeks Wyborczy wymaga gruntownych zmian, a może nawet derogacji (uchylenia części normy prawnej, według niektórych źródeł też całości, z zastąpieniem lub bez zastąpienia jej nową). Zawarta w nim procedura wyborczo-protestowa w praktyce uniemożliwia złożenie skutecznego protestu, a wręcz ułatwia wyborcze fałszerstwa, de facto przestępstwa przeciwko Państwu. Narasta uzasadnione przekonanie, że obóz dobrej zmiany boleśnie może się o tym przekonać najpierw w maju, potem jesienią 2019 r.”
Ostrzeżenia p. Zduna co do wyborów do europarlamentu nie sprawdziły się. To dobrze. Zakładam że wyniki wyborów parlamentarnych będą podobne, a raczej lepsze. W świetle merytorycznych wniosków p. Zduna, dotyczących samego protestu RKW, zinterpretowanego przez sąd stołeczny jako zakwestionowanie wyników jednego tylko kandydata, Rafała Trzaskowskiego, czyli jako tendencyjny akt polityczny, nie mam pewności co do całkowitej realności tych wyników, ale taki jest obecny układ, taka jest siła aparatu urzędniczego, który tymi właśnie sposobami walczy o tę swoją charakterystyczną wegetację. Wyniki w dużym stopniu zbliżają się jednak do aspiracji Polaków, mimo zasady oszustwa, którym kieruje się kasta urzędnicza, układ ten obecnie działa lekko na korzyść elektoratu PiS. Mam tu na myśli również szereg inwestycji społecznych, 500 +, dofinansowanie osób niepełnosprawnych i emerytów, i podwyżki dla nauczycieli w tym hojne podwyżki dla nauczycieli akademickich. Powiecie państwo, że to jest kupowanie elektoratu. Niech i tak się to nazywa. Nie są to w końcu jakieś wielkie pieniądze w przeliczeniu na osobę, ale dają ulgę, względną ulgę. Za rządów PO było to nie do pomyślenia. Podawano nam wszak tę hagadę dla ubogich: kryzys, panie, ten tego, kryzys hipoteczny, nie da się, wicie-rozumicie, bida, trzeba zdychać. Ile z tych pieniędzy, przeznaczonych dziś na podwyżki, rozeszło się wówczas po kieszeniach urzędniczych, wolę nie zgadywać. Dla spokoju swoich nerwów. P. Szydło tłumaczyła nam, że to z odzyskanej kasy i wzrostu gospodarczego. Ja mam ochotę wierzyć, że mówiła tak z powodu dobrze przemyślanej ostrożności.
I kolejny wniosek optymistyczny. Zarówno wyniki wyborów europarlamentarnych jak i powiązana z nimi kampania genderowa i antykościelna, skłaniają mnie do optymizmu. Ile bowiem muszą się nagłowić i ile forsy stracić demoralizatorzy globalni i lokalni, by osłabić Kościół i zdrowy rozsądek zwykłych niewolników miłościwie panującego modelu prawno-ekonomicznego, niewolników, którzy wciąż na nowo, od początku i nieustająco z mozołem odnajduję ścieżki faktycznej wolności w tym zakamuflowanym, ekonomicznym i urzędniczym więzieniu.
Ale to nie jest jeszcze wniosek właściwy. Bo właściwy dotyczy kasy i pracy. Bo jeśli nie ma szans na zarobienie konkretnej kasy, to niech przynajmniej ta praca ma sens, choćby malutki. Dlatego potrzebna jest modlitwa, czyli praca umysłu, wysiłek odnajdujący ów kierunek i sens. Ufam również, że modlitwa wyprosi w końcu godziwy zysk.
I jeszcze jedno, opór stawiany akcji genderowej i antykościelnej (polowanie na nieistniejących księży pedofili), jak również wysiłek budowania budżetów z celem publicznym, ma ogromny sens nie tylko jako świadectwo, ale również jako wzmocnienie pozycji negocjacyjnej Polski i Kościoła w potyczce z możnymi tego świata. Uzmysłowił mi to wczorajszy tekst Gabriela Maciejewskiego na temat układu okresowego pierwiastków historycznych, czyli historia geopolitycznych układów otaczających Rzeczypospolitą.

poniedziałek, 27 maja 2019

Nieśmiertelne dziedzictwo PPS czyli postępowa recenzja filmu „Zmierzch – ofensywa ideologii gender” i kilka słów wstecznej krytyki

https://youtu.be/xGqp6GV7FoI
Dzisiaj, w sobotę, zaraz po premierze głośnego dokumentu przedstawionego w tv Trwam (link na początku tego tekstu), w „natemat” ukazał się ciekawy artykuł, pióra Darii Różańskiej: https://natemat.pl/273737,zmierzch-ofensywa-ideologii-gender-o-rydzyk-puscil-film-o-lgbt-z-klepacka . I muszę przyznać, że oprócz wyraźnych sympatii postępowych i równie zauważalnej niechęci do zacofańców, pani Daria ma całkiem niezłe oko do szczegółów i rzetelność przekazu, która niestety albo na szczęście może zaskarbić jej tylko niechęć jej pracodawców. Pani Dario, tak trzymać! Uczciwie i rzetelnie przedstawiła pani najważniejsze tezy wypowiadających się w tym dokumencie autorytetów, faktycznych, duchowych, intelektualnych i moralnych autorytetów.
No może nie do końca, bo nieco karykaturalnie wyeksponowała ich i naszą obawę przed przemocą ze strony środowisk gejowskich i postępowych. Niestety, pani Dario, jest to obawa uzasadniona, potwierdzona nie tylko doświadczeniem historycznym Kościoła, katolików i Polaków, ale również osobistym, wielu ludzi, ośmielających wyrazić krytykę ruchu gejowskiego, w tym moim. Moje doświadczenie mówi mi wyraźnie, że od promotorów i zwolenników programu genderowego ludzie o odmiennych od nich poglądach nie mogą spodziewać się traktowania sprawiedliwego ani godnego. To samo potwierdza dr Cameron, który doświadczył na sobie kilku aktów perfidnej przemocy i zastraszania, łącznie z anonimowymi groźbami i bardzo „nieekologicznym” mordem na jego domowym kocie, ulubieńcu jego rodziny, gdy zaczął publicznie głosić swoją krytykę instytucjonalnej tolerancji wobec tęczowych orientacji seksualnych, krytykę uzasadnioną badaniami statystycznymi. Pani Daria nieco wykoślawiła akcenty zawarte w filmie, sugerując iż wypowiadający się w nim mają fałszywy obraz środowisk LGBT i wszelkich postępowych, bo przecież, jak możemy domyślać się z sugestii międzywierszowych, geje i lesbijki, transwestyci i postępowi aktywiści, i rewolucjoniści, to też ludzie. Tu jednak zgadzam się, nie protestuję, ludźmi sę "partyjni i bezpartyjni", "zdrowi i chorzy" (niepełnosprawni, czyli jak nauczał tow. Wiesław kalecy), tak jak przestępcy i ich ofiary, jak terroryści i ci, którzy napatoczyli się im na celownik. Dla mnie i zapewne wszystkich czytelników SN, ludźmi są zarówno zacofańcy jak i postępowcy, co według moich długoletnich doświadczeń akademickich i towarzyskich kłóci się z przekonaniami miłośników nowego wspaniałego, genderowego świata, gdyż status człowieka nie przysługuje według nich ludziom, z którymi nie potrafią oni komunikować się, których, z ich spontanicznego punktu, widzenia trzeba od razu zapuszkować do psychuszki.
Nie podoba mi się nieco kołtuński tytuł tego artykułu, „O. Rydzyk pokazał film o 'ludziach opętanych seksem'”. Że uwaga twórców tego filmów skupia się na ludziach opętanych seksem, to jest fakt. Twórcy genderu to w znakomitej większości seksoholicy o upodobaniach różnych i różnistych. Jako młoda niewiasta, pani Daria może tego nie rozumieć, ale tak to już jest. Jednak O. Tadeusz Rydzyk, choć jest ważną postacią w swoim środowisku, nie on jeden decyduje o tym, co się „pokaże” w tv Trwam. Sformułowanie nawiązujące do bajki o imperium O. Rydzyka, do jego absolutnej władzy nad inicjatywami, które współtworzył, jest właśnie kołtuńskie, podobnie jak wyeksponowanie obecności Zofii Klepackiej zdobywczyni złotego medalu w brytyjskich zawodach windsurfingowych. Czemu kołtuńskie? Ponieważ od czasu zakwestionowania tzw. warszawskiej deklaracji LGBT+, wypromowanej przez p. Trzaskowskiego i p. Rabieja, stała się ona rozpoznawalnym targetem postępowego hejtu, podobnie jak O. T. Rydzyk od czasu stworzenia owego mitu o jego imperium. Zatem pani Różańska, jakoby profesjonalnie, lecz w sumie kołtuńsko, odwołuje się do owych niskich namiętności targetu czytelniczego „natemat”. Nad tym, pani Dario, trzeba by jeszcze popracować. Albo „profesjonalizm”, czyli inżyniera społeczna, albo rzetelność i uczciwość. Zachęcam do praktykowania tych dwu ostatnich wartości.
Sam film jest świetnie zrobiony. Ze świetnym montażem zdjęć i znakomitymi animacjami. Kompozycja wypowiedzi jest doskonała. Trzech z wypowiadających się gościliśmy w Opolu. Jest prawdopodobne, że zaprezentujemy cały film na Uniwersytecie Opolskim. Na razie 30 maja (czwartek, g. 17 00, Aula UO Kowalczykowska – Stara ) zostanie wyświetlony dokument analogiczny „Rewolucja totalnej wolności” Jarosława Mańki.
Nie będę przytaczał wypowiedzi cytowanych przez p. Różańską. Jeśli państwo nie oglądaliśce tego filmu, cytaty zawarte w jej artykule, oddadzą wiele z mocy sprawczej tego filmu. Przytoczę tylko to, co jej „umknęło”. A więc Ks. prof. Dariusz Oko trafnie diagnozuje twórców programu gender i całej rewolucji obyczajowej jako ludzi, którzy Boga zastąpili seksem. I to jest ta oczywista puszka pandory, z której odwrócenie porządku bytowego wydobywa moce destrukcyjne. Ks. prof. Tadeusz Guz wskazuje na błąd materializmu leżący u podstaw genderu. Jeśli jesteśmy tylko biologicznymi maszynami, kwestia tożsamości psycho-erotycznej jest sprawą dowolną. Biologiczna maszyna o cechach żeńskich może „wybrać” sobie gender, rodzaj męski. Tyle że maszyna bilogiczna nie wybiera, nie ma wolności. Wolność zewnętrzna, jako kilka możliwych zachowań, nie jest wolnością wolnej woli, ale układem zewnętrznych okolicznościami. Jest to bardzo charakterystyczne, że postępowi miłośnicy ludzkości tak naprawdę traktują realne osoby ludzkie jako bydło przeznaczone do niewoli.
I tu trzeba nawiązać do wypowiedzi Pani Aldony Ciborowskiej, doktora nauk prawnych, która bardzo celnie wskazuje na to, iż celem genderu jest nowe niewolnictwo. Człowiek pozbawiony takich wartości jak wiara, rodzina, kultura duchowa, Kościół, dystans do swoich naturalnych namiętności, będzie po prostu niewolnikiem swoich instynktów, nałogów, konsumpcji i okazji jakoby ekonomicznych, stwarzanych przez tzw. finansjerę. O uwarunkowaniach ekonomicznych, o ile pamiętam wspomina jeszcze tylko Ks. Guz.
I tu jest pewien mankament. Nie taki wielki znowu, ale dla mnie wiele znaczący. Jako katolicy, studiujący doktrynę Kościoła, jako pisarze akademiccy i publicyści, jako po prostu ludzie myślący, my zacofańcy jesteśmy bardzo dobrzy w apologetyce i sporach doktrynalnych. Dlatego, że twórcą tej doktryny jest Logos wcielony, Zbawca, moc i mądrość Boża. To jest proste, bo w Jego Słowie działa Jego moc. Fascynacja geniuszem Boga jako Stwórcy i jako Zbawcy, nauczyciela sumień, często odbiera nam kontakt z rzeczywistością bardziej przyziemną, że tak powiem, kryminogenną, ze zwykłą grą zwykłych namiętności i niezwykłej zaradności (chytrości) eksplodujących, gdy grzesznicy, czasem nawet wychowani w wierze (np. Jakub Fugger bankier i sposnor Ferdynanda I Habsburga), stają się właścicielami nie tylko ogromnych fortun, ale przede wszystkim władzy nad dynamiką wielkich pieniędzy, zdolnych zasilić budżety państwowe, czyli kasę organizacji politycznych, i bankowe, czyli kasę organizacji finansowych. I nie chodzi tu tylko i po prostu o kilkunastu zerowe konto, bo to może nic nie znaczyć, ale o kontrolę nad emisją pieniądza i nad kolejką wielkich i możnych pożyczkobiorców. Te dwie bowiem funkcje decydują o globalnych wpływach ekonomicznych. Zwłaszcza popyt na usługi finansowe, czyli na pożyczki i wpływy określonego podmiotu. O paradoksie, to również decyduje o wartości tzw. walut, o ich wartości w zasadzie umownej, co histora tzw. frankowiczów dosadnie ilustruje.
Owoż i finansjera, którą wspomina pani Ciborowska i przez ogródek Ks. Guz. Jednak to za mało. Sama wzmianka, że tzw. finansjera macza w tym palce, to za mało. Za mało, by gender przestał być tylko potworem propagandowym, jak najbardziej realnym, zdolnym zrobić z naszych dzieci ludzi poranionych i pozbawionych wolnej woli, ale w sumie niezrozumiałym dla zwykłego niewolnika naszej epoki, zależnego od panującego modelu ekonomicznego. Gender jest propagandą zła, ale jest też dynamiką destrukcji, którą nie da się pokonać innymi narracjami propagandowymi. Słusznie poucza Ks. Oko, że jest on do pokonania mocą prawa, jest bowiem przestępstwem, a nawet zbrodnią wobec wielkich rzesz ludzi.
Genderowcy są rewolucjonistami, czyli najemnikami wielkich organizacji finansowych, ale ani Ks. Oko ani Ks. Guz ani szacowny i kochany O. Leon Knabit nie wytłumaczyli tej zależności aktywistów tęczowych od ich sponsorów. Albowiem mógłby to zrobić albo Hipolit Korwin-Milewski, wielka i wpływowa postać pośród polskiego ziemiaństwa na Kresach na początku XX w. jak i na emigracji, albo Maurycy Małyński, również wybitny ziemianin i wybitny, kontrrewolucyjny pisarz polityczny okresu międzywojennego, albo Edward Woyniłłowicz, dorównującym formatem swoich czynów dwu pozostałym, twórca kresowego Towarzystwa Rolniczego. Albo ich spadkobierca myślowy p. Gabriel Maciejewski, albo dr. Ryszard Mozgol znawca myśli M. Małyńskiego, względnie któryś ze współautorów kwartalnika Szkoła Nawigatorów, np. Jolanta Gancarz, Krystyna Murat, Krzysztof Osiejuk, Jacek Drobny, Wojciech Lipski, Witold Endraszak, Maciej Cielecki i inni, którzy mi wybaczą, że nie wymieniam, ale wystarczy zajrzeć do spisu treści rzeczonego pisma. Nie znam innego środowiska intelektualnego, które tak pogłębiło realną wiedzę na temat mechaniki rewolucji.
Wszystko rozbija się o tę finansjerę. Samo słówko jest zbyt ogólnikowe. By potraktować zagonionych Polaków nieco poważniej, tzw. finansjerę należałoby potraktować z imienia i nazwiska. Planned Parenthood sponsorowane przez Davida Rockefellara, potentaci przemysłu czystej nordyckiej chemii czyli dziedzice producentów oświęcimskiego cyklonu B, Jerzy Soros i jego liczne fundacji, fundacje jawnie i niejawnie sponsorowane przez rozrośniętego nad miarę stugłowego imperatora finansów czyli ród Rotschildów, dalej dziedzice niemieckich Oppenheimerów, von Kruppów i von Zeppelinów, dziedzice włoskich banków, weneckich, lombardzkich i genueńskich. Tych i jeszcze kilku należałoby wymienić jako sponsorów współczesnej rewolucji obyczajowej, by uzmysłowić tzw. przeciętnemu widzowi z jakim zjawiskiem ma do czynienia. Rewolucjoniści albowiem nie są samodzielnymi graczami, jak wynikałoby z wypowiedzi Ks. Oko, celnych i bezdyskusyjnych od strony ideowej i duchowej, ale niepełnych od strony ekonomicznej historii tzw. rewolucji. Rewolucjoniści bowiem to gorący kartofel podrzucany tym, na których wypadła kolejka grabieży. Bo i o tym prelegenci nie wspomnieli. Jeśli gender to rewolucja, to u jego podstaw jest plan ograbienia, np. na początku wieku XX ograbienia polskiego i rosyjskiego ziemiaństwa i odebrania polskiemu samodzielności bankowej, ich własnych organizacji finansowych dających niezależność od globalnych banksterów, lub dziś plan ograbienia tzw. klasy średniej świata zachodniego, która już za bardzo sobie pozwala szemrząc przeciw władzy banksterskich potentatów i nadużyciom wielkiego przemysłu, klasy średniej, która wobec miejscowych zapaści globalnej kasy musi stać się zasobem ludzkim, czyli tanią siłą roboczą, czyli dosłownie i brutalnie niewolnikami. Tylko p. Ciborowska i Ks. Guz krótko odnoszą się wprost do powrotu niewolnictwa w 21 wieku. Niestety krótko i nie drążą tego tematu, nie tłumaczą zależności między propagowanie rzekomego szczęścia singli, homoseksów i dewiantów a zapotrzebowaniem korporacji na tanią siłę roboczą i banksterskim pożądaniem nowych dożywotnich pożyczkobiorców, a nawet i pożywotnich, wielopokoleniowych czyli nieustającego dopływ odsetek z pożyczek. Albowiem osoba przytomna swojej godności i interesów swoich bliskich nie będzie się pakowała w niespłacalne kredyty. To zrobi tylko ktoś ogarnięty manią, np. seksulaną. Straciła ona/on bowiem poczucie własnej wolności i żarliwie pragnie zyskać budżet na pogoń za nieistniejącym szczęściem. Rozwiązłość niestety wymaga wciąż nowych nakładów. Tym sposobem tworzy "wieczne" i pozornie niewyczerpane zasoby kasy pożyczanej i czesanej w postaci odsetków „stokrotnie” przewyższających sumę pożyczki. Nadto człowiek bez rodziny nie będzie żądał od pracodawcy korporacyjnego wydatków socjalnych, na jakieś tam trzynastki, festyny rodzinne, ubezpieczenia medyczne społeczne. Nie będzie się interesował swoim prawami obywatelskimi. Wmówi się mu że jest wolnym przedsiębiorcą i sam będzie opłacał swoje ubezpieczenia. 
Dlaczego ma to takie znaczenie dla przeciętnego, goniącego za nędznym groszem Polaka/Polki? Ponieważ daje jej/jemu całościowy obraz sytuacji w jakiej się znalazła/zł. Uzmysławia jej/jemu hiererachię propagowanych wartości. Jeśli chodzi o wybór, do przyjęcia jest tylko propaganda prawdy i dobra. Najpierw wiara, godność własna i ludzi wokół mnie, i wolność wewnętrzna. Potem własna sytuacja ekonomiczna. Potem reszta, niepodległość, konstytucja, itp. Daje to ogromny dystans do ciągle obecnej poPPSowskiej propagandy republikanizmu, propagandy niepodległości zawieszonej tylko na ofierze krwi kolejnych pokoleń Polaków, ofierze realnej i cennej, ale niewystarczającej do wolności politycznej, wymagającej dopełnienia w postaci pracy i wolności ekonomicznej. Propagandowy akcent postawiony na konieczność ciągłych poświęceń  to w zasadzie propaganda socjalistyczna, ukryta nawet w wczesnej narodowej propagandzie, choć to właśnie w późniejszej międzywojennej tradycji endeckiej można znaleźć przykłady realizmu politycznego i ekonomicznego (Zaleski, Doboszyński). 
I na koniec wielka pochwała dla rzeczonego filmu za umieszczenie w konkluzji filmu głosu św. Jana Pawła II z jednej z jego homilii, fragmentu w którym mówi o godności i wielkiej tajemnicy miłości małżeńskiej. Również pochwała za pogłębienie refleksji nad zafałszowaniem praw człowieka przez postępowych najemników genderowych, bo tak ich trzeba nazwać w świetle pełnej wiedzy o ekonomicznej historii rewolucji. Albowiem w sposób niezwykle ciekawy, o ile pamiętam niemal wszyscy wypowiadający się, ukazali w jaki sposób prawa człowieka są dziś używane przeciw człowiekowi. W końcu wielką wartością tego dokumentu, stawiającą nas na gruncie realnym, jest streszczenie tragicznej historii bliźniąt Reimerów, przedstawionej przez Ks. prof. Bortkiewicza, owego mordu założycielskiego leżącego u fundamentów genderu. 
No ale, ktoś zapyta, gdzie tu PPS i jego nieśmiertelne dziedzictwo. Przecież wspomniałem o nim dwa akapity wcześniej. A w sumie jest tego jeszcze więcej.  Jest, zapewniam, że jest, ale w tej sprawie proszę udać się do p. Maciejewskiego, a w zasadzie do jego książki Socjalizm i śmierć, pierwszy i drugi tom.

wtorek, 21 maja 2019

Syndrom sztokholmski z ludzką twarzą czyli dlaczego Gazeta wyborcza robi kampanię premierowi Morawieckiemu?

https://youtu.be/GQylCI54IRY – Link ów zawiera relację tv z wieco-marszu opozycji totalitarnej nazwanego „Polska w grobie”, pardąs, „Polska w Europie”, który jak wszyscy wiemy, odbył się 18 maja bieżącego roku w naszej stolicy.
Nie przymuszam nikogo do prześledzenia tej relacji. Podaję ją tu jako corpus delicti tego, co zaraz tu opiszę. Zauważam bowiem, że być może jednak jest to ceremonia pogrzebowa i grób rzeczonej Europy wraz ze wszystkim, co ją stanowi, łącznie z Polską, na co wskazywałaby jakość narracji wygłoszonych w czasie tej wieco-procesji, bo o samym meritum owych memów nie uchodzi nawet wspominać, po prostu nie uchodzi, nie uchodzi. Jeśli nie mają państwo nic lepszego teraz do roboty, proszę tylko zwrócić uwagę na fragmenty, które pokazują łysiejącą widownię, to znaczy rzednącą gęstość zaludnienia na owej widowni. Zwrócił na to uwagę p. Rafał Ziemkiewicz w niedzielnej audycji Wróżenie z faktów Radia 24, pan Rafał, którego poglądów i jakości przekazu akurat nie za bardzo cenię, ale tu przyznaję mu zasługę stwierdzenia oczywistości i ogłoszenia jej, zasługę, bo sam z siebie raczej nigdy bym nie zechciał zmarnować nawet 2 minuty na oglądanie tych występów opozycji totalitarnej. Podeprę jego spostrzegawczość cytatem z https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-05-18/45-tys-czy-7-tys-sprzeczne-dane-dotyczace-liczby-uczestnikow-marszu-koalicji-europejskiej/: „W marszu "Polska w Europie" uczestniczyło 45 tys. osób - poinformował rzecznik stołecznego ratusza Kamil Dąbrowa, powołując się na dane Centrum Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Warszawie. Według nieoficjalnych informacji ze źródeł w policji, frekwencja wynieść miała jednak mniej - 7 tys. uczestników.
Zapewne organizatorzy marszu na to właśnie liczyli, na moje (nasze) lenistwo i niechęć do takich ekscesów z tzw. „nowymi twarzami”, w zasadzie zużytymi już do nudności. A tymczasem p. Ziemkiewicz wziął to na klatę i spełnił powinność urzędu swego.
Ja natomiast lotem hiperbolicznym pragnę połączyć impresję z migawek z owej relacji telewizyjnej, bo całości strawić po prostu się nie da, z pewną przypowieścią, z historyjką, która przydarzyła się pewnemu mojemu znajomemu, bardzo wrażliwemu na ludzkie cierpienie, sprawującemu jednocześnie na niższym szczeblu władzę nad niejaką załogą i niejakim budżetem. Onegdaj zdarzyło się, iż zgłosiła do niego pewna niepełnosprawna osoba z zapotrzebowaniem na stypendium naukowe, zagraniczne, przeznaczone dla studentów (osoba ta studiowała na kierunku, gdzie ów znajomy mój pracuje), czyli z gotowością stanięcia do konkursu o owe stypendium studenckie i ofertą konkretnego tekstu akademickiego, że tak powiem, humanistycznego. Temat brzmiał całkiem, całkiem, ale osoba owa musiała wykazać się ocenami, praktyczną znajomością języka obcego i jakimś wypracowaniem. Mój znajomy, głęboko poruszony jej trudnym losem, powiedział jej, co musi napisać i co musi wypełnić, i żeby przesłała mu ów tekst akademicki, że tak powiem, humanistyczny. Uprzedził ją, że ów konkurs stawia wysokie zaś startujący do niego muszą prezentować wysoki poziom. Na tym z bólem serca rozmowę zakończył. Osoba owa przesłała ów tekst napisany zresztą w języku obcym, ale nim ów tekst dotarł do niego drogą elektroniczną, odebrał telefon od matki owej osoby, która bardzo szczegółowo opisała jej cierpienia i męki związane m. in. z zacofaniem naszej służby zdrowia. Wzmógł się znacznie ból serca mojego znajomego. Ponieważ, prócz pozycji zarządzającej niskiego szczebla, miał on również swoje miejsce w komisji przyznającej owo stypendium, przedstawił z wielką ekspresją historię owej osoby niepełnosprawnej członkom rzeczonej komisji jak również jej tekst akademicki, że tak powiem, humanistyczny, napisany zresztą w języku obcym, na całkiem niezłym poziomie, ale nie tak dobrym jak osiągnięcia akademickie studenów przyjętych na wyjazd. I jak sądzicie, mili państwo, jak zagłosowała komisja? Zagłosowała za a nawet przeciw. Za osobą niepełnosprawną. Szczerze mówiąc nie wiem dokładnie czy ktoś spośród innych studentów został poszkodowany, to znaczy czy któryś student studentka z tego powodu nie dostała się do grupy wyjazdowej, ale jest to możliwe. Najważniejszą sprawą jest jednak ciąg dalszy i dobre imię owej instytucji edukacyjnej. Oczywiście osoba owa niepełnosprawna wyjechała na stypendium i owocnie je odbyła. Pozostała tylko jedna zagwozdka. Pobyt zagraniczny musiał przynieść wymierny efekt w postaci artykułu bądź publikacji zwartej. Niestety, że tak powiem, proszę ja was, wyjazd ów i pobyt takiego efektu nie przyniósł. Członkowie komisji poczęli czynić zarzuty memu znajomemu, który bronił się uporczywie argumentami humanistyczno-humanitarnymi, ale winy za błędną decyzję czegoś nie chciał na siebie przyjąć, choć nie wiązało się to z jakąś sankcją prawną, najwyżej z umniejszonym nieco autorytetem. Podzielił się ze swoją żoną swoim rozgoryczeniem z powodu braku zrozumienia ze strony tak zwanego środowiska dla, było nie było, dogmatu humanistyczno-humanitarnego: „errarum humanum est”. A ponieważ jego małżonka pracuje w tym samym instytucie i miała ona własnych faworytów na wyjazd, ze stalowym chłodem w oczach, bardzo nietypowym dla niej, powiedziała mu, żeby puknął się w czółko i skończył z tą babską histerią, a na przyszłość używał rozumu a nie sentymentów humanistyczno-humanitarnych, bo jeśli jeszcze raz zechce ujmować się w ten sposób za jakąś „osobą niepełnosprawną” własnoręcznie spuści go ze schodów. A mieszkali na drugim piętrze przeciętnie luksusowego bloku popeerelowskiego, średnio 10 metrów w linii prostej, w krzywej nie umiem obliczyć. Mój znajomy zresztą też nie umiał jej obliczyć, ale ponieważ ma on bogatą wyobraźnię literacką, bez trudu wyobraził sobie swój wyczyn sportowo-kaskaderski w postaci sturlania się po schodach klatki tak zwanej schodowej, twardych jak ten okrutny świat. Przełknął zatem gorzkie łzy wraz z jakąś tam starożytną sentencją o okrucieństwie tego świata, ogarnął się i własnonożnie zszedł po tych schodach tak zwanej klatki schodowej z męską decyzją, że następnym razem z większym respektem podejdzie do niehumanitarnych preferencji swojego zdrowego rozsądku, środowiska i żony. Przynajmniej dla świętego spokoju. Całą tę historię streściła mi jego żona. Zaś z jego dalszych poczynań wynika, że przynajmniej w tym zakresie pozostał wierny swej męskiej decyzji i zdrowemu rozsądkowi. W innych zakresach już nie za bardzo, zwłaszcza jeśli chodzi o własny zdrowy rozsądek.
Ale tak to już jest z akademickim syndromem sztokholmskim z ludzką twarzą. Czegoś bardzo mu zależy na tej twarzowości. No tak, bo od wyrazu buźki danej ofiary zależy czy dany terrorysta, to znaczy przepraszam, dany autorytet poklepie po ramieniu i uśmiechnie się, czy wręcz przeciwnie, zrobi groźną minkę i odmownie rozpatrzy podanie na przykład o dotację na badania albo o uznanie pretensji petenta do danego tytułu akademickiego, np. tytułu doktora czy doktora habilitowanego czy może nawet profesora.
Teraz wypadałoby zapodać jakąś konkluzję, ale powiem państwu szczerze, że w zasadzie konkluzją jest ów krótki opis akademickiego syndromu sztoklhomskiego, niestety przenoszący się również na inne nieakademickie sfery społeczne. Teraz za pomocą kolejnej hiperboli wypadałoby powiązać ten tekst z zapisem telewizyjnym wiecu demokracjo-opozycji. Ale właściwie powiązania są bardziej niż oczywiste. A zatem nie muszę się zbytnio wysilać i wystarczy że wskażę na zbieżność znanej wszystkim wypowiedzi p. Jażdżewskiego z wypowiedzią p. Schetyny, nie pamiętam czy z tego pogrzebu Europy, czy z innej jakiejś konwencji, wypowiedzi, w której oznjamił całemu narodowi wyborczemu, że najważniejszą sprawą dziś jest walka z pedofilią w Kościele pośród Księży. Wskażę również na zbieżność w czasie z wypromowanym ostatnio topornym filmem braci Siekierskich, pardąs, Sekielkskich, na ten właśnie temat. I jest jeszcze jedna zbieżność, mianowicie zbieżność z łysiejąca, czyli rzednąca widownia na wieco-marszo-pogrzebie.
Totalitarna opozycja albowiem wraz z jej wodzem p. Donaldem na pewno ma tyle kasy z dotacji wszelakich by opłacić z niej kilku analityków, którzy ze spostrzegawczością p. Ziemkiewicza stwierdzili, że jej elektorat jest żelazny ale rdzewieje, do autobusów wsiądzie i do stolicy dojedzie i pójdzie na wybory, ale się nie powiększy, za to na wieco-pogrzebie da nogę do okolicznych knajpek, perfumerii, stołecznych sklepów z towarami luksusowymi i innymi uciechami, tudzież do stołecznych urzędów, gdzie musi załatwić krewnym i znajomym ważne sprawy nepotyczne i symoniczne. Czyli w sumie wieco-marsz może stać się wizerunkowym pogrzebem totalitarnej demokracjo-opozycji. No chyba że jednocześnie odpali się aferę, na przykład w postaci skanadlizującego filmu braci Siekierskich, pardąs, Sekielskich. Elektorat demokracjo-opozycji nie zwiększy się ale za to zmniejszy się frekwencja na wyborach zarówno majowych do parlamentu unijnego, bo trudno jeszcze zwać toto parlamentem europejskim, i jesiennych do parlamentu krajowego.
I jest jeszcze inna ważna korzyść wynikając z wszczęcia owej nagonki na Księży. Jak wiecie, mili państwo, nie chodzi tu wcale o śledztwo w sprawie pedofilii, bo może jeszcze się okazać, że tych pedofili jest znacznie i to bardzo znacznie więcej w szeregach opozycji totalitarnej, tudzież pośród jej elektoratu, niż pośród Księży. Na tę niechęć opozycji do rzetelnego śledztwa wskazuje chaos i obłęd w doszukiwaniu się pedofilii i innych nadużyć przez tzw. autorytety medialne i filmowe, opisany sugestywnie przez p. Maciejewskiego, w jego tekście „Metoda na Sekielskiego”. O co zatem chodzi? O sygnał dla możnych unijnych w celu wpłynięcia przez nich na Państwową Komisję Wyborczą, tak aby ci co trzeba nie przegrali z takim kretesem jak na to zasługują z powodu jakości ich narracji i przekrętów. Na to wskazuje stan w jakim nadal się znajduje PKW, opisany w licznych wypowiedziach p. Józefa Orła i liderów Ruchu Kontroli Wyborów, a także w moim tekście z października 2018: http://magazynier.szkolanawigatorow.pl/jak-elektorat-pis-wygra-wybory-samorzadowe2018-z-pkw
Jak to się ma do prześwietnej kampanii wyborczej zafundowanej raczej za darmo premierowi Morawieckiemu przez Gazetę wyborczą? Mam na myśli oczywiście cykl artykułów w owym dzienniku, w zamierzchłych czasach najpoczytniejszym w naszym kraju, na temat rzekomych przekrętów p. Morawieckiego i jego małżonki dotyczących zakupów ziemi, artykułów od których delikatnie odcina się nawet Radio Trójka. Ma się tak, jak to widać na przykładzie owych memów wygłaszanych przez liderów totalitarnej opozycji, ich jakości, a raczej braku jakiejkolwiek jakości, i na przykładzie jego bezpośredniego skutku, czyli rzednącej gęstości zaludnienia na pogrzebie Europy zafundowanym nam przez opozycję totalitarną 18 maja bieżącego roku w naszej stolicy. Słuchać albowiem tego już się nie da, nawet jeśli ktoś jest żelaznym elektoratem połączonym z liderami żelaznymi więzami przekrętów. Trzeba po prostu dać nogę i zapić to jakimś koktajlem Mołotowa-Junckera. Na placu boju pozostają tylko opłaceni, choćby poklepaniem po ramienu i uściskiem dłoni terrorysty, to znaczy, wodza.
https://youtu.be/GQylCI54IRY – Link ów zawiera relację tv z wieco-marszu opozycji totalitarnej nazwanego „Polska w grobie”, pardąs, „Polska w Europie”, który jak wszyscy wiemy, odbył się 18 maja bieżącego roku w naszej stolicy.
Nie przymuszam nikogo do prześledzenia tej relacji. Podaję ją tu jako corpus delicti tego, co zaraz tu opiszę. Zauważam bowiem, że być może jednak jest to ceremonia pogrzebowa i grób rzeczonej Europy wraz ze wszystkim, co ją stanowi, łącznie z Polską, na co wskazywałaby jakość narracji wygłoszonych w czasie tej wieco-procesji, bo o samym meritum owych memów nie uchodzi nawet wspominać, po prostu nie uchodzi, nie uchodzi. Jeśli nie mają państwo nic lepszego teraz do roboty, proszę tylko zwrócić uwagę na fragmenty, które pokazują łysiejącą widownię, to znaczy rzednącą gęstość zaludnienia na owej widowni. Zwrócił na to uwagę p. Rafał Ziemkiewicz w niedzielnej audycji Wróżenie z faktów Radia 24, pan Rafał, którego poglądów i jakości przekazu akurat nie za bardzo cenię, ale tu przyznaję mu zasługę stwierdzenia oczywistości i ogłoszenia jej, zasługę, bo sam z siebie raczej nigdy bym nie zechciał zmarnować nawet 2 minuty na oglądanie tych występów opozycji totalitarnej. Podeprę jego spostrzegawczość cytatem z https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-05-18/45-tys-czy-7-tys-sprzeczne-dane-dotyczace-liczby-uczestnikow-marszu-koalicji-europejskiej/: „W marszu "Polska w Europie" uczestniczyło 45 tys. osób - poinformował rzecznik stołecznego ratusza Kamil Dąbrowa, powołując się na dane Centrum Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Warszawie. Według nieoficjalnych informacji ze źródeł w policji, frekwencja wynieść miała jednak mniej - 7 tys. uczestników.
Zapewne organizatorzy marszu na to właśnie liczyli, na moje (nasze) lenistwo i niechęć do takich ekscesów z tzw. „nowymi twarzami”, w zasadzie zużytymi już do nudności. A tymczasem p. Ziemkiewicz wziął to na klatę i spełnił powinność urzędu swego.
Ja natomiast lotem hiperbolicznym pragnę połączyć impresję z migawek z owej relacji telewizyjnej, bo całości strawić po prostu się nie da, z pewną przypowieścią, z historyjką, która przydarzyła się pewnemu mojemu znajomemu, bardzo wrażliwemu na ludzkie cierpienie, sprawującemu jednocześnie na niższym szczeblu władzę nad niejaką załogą i niejakim budżetem. Onegdaj zdarzyło się, iż zgłosiła do niego pewna niepełnosprawna osoba z zapotrzebowaniem na stypendium naukowe, zagraniczne, przeznaczone dla studentów (osoba ta studiowała na kierunku, gdzie ów znajomy mój pracuje), czyli z gotowością stanięcia do konkursu o owe stypendium studenckie i ofertą konkretnego tekstu akademickiego, że tak powiem, humanistycznego. Temat brzmiał całkiem, całkiem, ale osoba owa musiała wykazać się ocenami, praktyczną znajomością języka obcego i jakimś wypracowaniem. Mój znajomy, głęboko poruszony jej trudnym losem, powiedział jej, co musi napisać i co musi wypełnić, i żeby przesłała mu ów tekst akademicki, że tak powiem, humanistyczny. Uprzedził ją, że ów konkurs stawia wysokie zaś startujący do niego muszą prezentować wysoki poziom. Na tym z bólem serca rozmowę zakończył. Osoba owa przesłała ów tekst napisany zresztą w języku obcym, ale nim ów tekst dotarł do niego drogą elektroniczną, odebrał telefon od matki owej osoby, która bardzo szczegółowo opisała jej cierpienia i męki związane m. in. z zacofaniem naszej służby zdrowia. Wzmógł się znacznie ból serca mojego znajomego. Ponieważ, prócz pozycji zarządzającej niskiego szczebla, miał on również swoje miejsce w komisji przyznającej owo stypendium, przedstawił z wielką ekspresją historię owej osoby niepełnosprawnej członkom rzeczonej jak również i jej tekst akademicki, że tak powiem, humanistyczny, napisany zresztą w języku obcym, na całkiem niezłym poziomie, ale nie tak dobrym jak osiągnięcia akademickie pozostałych startujących. I jak sądzicie, mili państwo, jak zagłosowała komisja? Zagłosowała za a nawet przeciw. Za osobą niepełnosprawną. Szczerze mówiąc nie wiem dokładnie czy ktoś spośród innych studentów został poszkodowany, to znaczy czy któryś student studentka nie dostała się do grupy wyjazdowej, ale jest to możliwe. Najważniejszą sprawą jest jednak ciąg dalszy i dobre imię owej instytucji edukacyjnej. Oczywiście osoba owa niepełnosprawna wyjechała na stypendium i owocnie je odbyła. Pozostała tylko jedna zagwozdka. Pobyt zagraniczny musiał przynieść wymierny efekt w postaci artykułu bądź publikacji zwartej. Niestety, że tak powiem, proszę ja was, wyjazd ów i pobyt takiego efektu nie przyniósł. Członkowie komisji poczęli czynić zarzuty memu znajomemu, który bronił się uporczywie argumentami humanistyczno-humanitarnymi, ale winy za błędną decyzję czegoś nie chciał na siebie przyjąć, choć nie wiązało się to z jakąś sankcją prawną, najwyżej z umniejszonym nieco autorytetem. Podzielił się ze swoją żoną swoim rozgoryczeniem z powodu braku zrozumienia ze strony tak zwanego środowiska dla, było nie było, dogmatu humanistyczno-humanitarnego: „errarum humanum est”. A ponieważ jego małżonka pracuje w tym samym instytucie i miała ona własnych faworytów na wyjazd, ze stalowym chłodem w oczach, bardzo nietypowym dla niej, powiedziała mu, żeby puknął się w czółko i skończył z tą babską histerią, a na przyszłość używał rozumu a nie sentymentów humanistyczno-humanitarnych, bo jeśli jeszcze raz zechce ujmować się w ten sposób za jakąś „osobą niepełnosprawną” własnoręcznie spuści go ze schodów. A mieszkali na drugim piętrze przeciętnie luksusowego bloku popeerelowskiego, średnio 10 metrów w linii prostej, w krzywej nie umiem obliczyć. Mój znajomy zresztą też nie umiał jej obliczyć, ale ponieważ ma on bogatą wyobraźnię literacką, bez trudu wyobraził sobie swój wyczyn sportowo-kaskaderski w postaci sturlania się po schodach klatki tak zwanej schodowej twardych jak ten okrutny świat. Przełknął zatem gorzkie łzy wraz z jakąś tam starożytną sentencją o okrucieństwie tego świata, ogarnął się i własnonożnie zszedł po tych schodach tak zwanej klatki schodowej z męską decyzją, że następnym razem z większym respektem podejdzie do niehumanitarnych preferencji swojego zdrowego rozsądku, środowiska i żony. Przynajmniej dla świętego spokoju. Całą tę historię streściła mi jego żona. Zaś z jego dalszych poczynań wynika, że przynajmniej w tym zakresie pozostał wierny swej męskiej decyzji i zdrowemu rozsądkowi. W innych zakresach już nie za bardzo, zwłaszcza jeśli chodzi o ten zdrowy rozsądek.
Ale tak to już jest z akademickim syndromem sztokholmskim z ludzką twarzą. Czegoś bardzo mu zależy na tej twarzowości. No tak, bo od wyrazu buźki danej ofiary zależy czy dany terrorysta, to znaczy przepraszam, dany autorytet poklepie po ramieniu i uśmiechnie się, czy wręcz przeciwnie, zrobi groźną minkę i odmownie rozpatrzy podanie na przykład o dotację na badania albo o uznanie pretensji petenta do danego tytułu akademickiego, np. tytułu doktora czy doktora habilitowanego czy może nawet profesora.
Teraz wypadałoby zapodać jakąś konkluzję, ale powiem państwu szczerze, że w zasadzie konkluzją jest ów krótki opis akademickiego syndromu sztoklhomskiego, niestety przenoszący się również na inne nieakademickie sfery społeczne. Teraz za pomocą kolejnej hiperboli wypadałoby powiązać ten tekst z zapisem telewizyjnym wiecu demokracjo-opozycji. Ale właściwie powiązania są bardziej niż oczywiste. A zatem nie muszę się zbytnio wysilać i wystarczy że wskażę na zbieżność znanej wszystkim wypowiedzi p. Jażdżewskiego z wypowiedzią p. Schetyny, nie pamiętam czy z tego pogrzebu Europy, czy z innej jakiejś konwencji, wypowiedzi, w której oznjamił całemu narodowi wyborczemu, że najważniejszą sprawą dziś jest walka z pedofilią w Kościele pośród Księży. Wskażę również na zbieżność w czasie z wypromowanym ostatnio topornym filmem braci Siekierskich, pardąs, Sekielkskich, na ten właśnie temat. I jest jeszcze jedna zbieżność, mianowicie zbieżność z łysiejąca, czyli rzednąca widownia na wieco-marszo-pogrzebie.
Totalitarna opozycja albowiem wraz z jej wodzem p. Donaldem na pewno ma tyle kasy z dotacji wszelakich by opłacić z niej kilku analityków, którzy ze spostrzegawczością p. Ziemkiewicza stwierdzili, że jej elektorat jest żelazny ale rdzewieje, do autobusów wsiądzie i do stolicy dojedzie i pójdzie na wybory, ale się nie powiększy, za to na wieco-pogrzebie da nogę do okolicznych knajpek, perfumerii, stołecznych sklepów z towarami luksusowymi i innymi uciechami, tudzież do stołecznych urzędów, gdzie musi załatwić krewnym i znajomym ważne sprawy nepotyczne i symoniczne. Czyli w sumie wieco-marsz może stać się wizerunkowym pogrzebem totalitarnej demokracjo-opozycji. No chyba że jednocześnie odpali się aferę, na przykład w postaci skanadlizującego filmu braci Siekierskich, pardąs, Sekielskich. Elektorat demokracjo-opozycji nie zwiększy się ale za to zmniejszy się frekwencja na wyborach zarówno majowych do parlamentu unijnego, bo trudno jeszcze zwać toto parlamentem europejskim, i jesiennych do parlamentu krajowego.
I jest jeszcze inna ważna korzyść wynikając z wszczęcia owej nagonki na Księży. Jak wiecie, mili państwo, nie chodzi tu wcale o śledztwo w sprawie pedofilii, bo może jeszcze się okazać, że tych pedofili jest znacznie i to bardzo znacznie więcej w szeregach opozycji totalitarnej, tudzież pośród jej elektoratu, niż pośród Księży. Na tę niechęć opozycji do rzetelnego śledztwa wskazuje chaos i obłęd w doszukiwaniu się pedofilii i innych nadużyć przez tzw. autorytety medialne i filmowe, opisany sugestywnie przez p. Maciejewskiego, w jego tekście „Metoda na Sekielskiego”. O co zatem chodzi? O sygnał dla możnych unijnych w celu wpłynięcia przez nich na Państwową Komisję Wyborczą, tak aby ci co trzeba nie przegrali z takim kretesem jak na to zasługują z powodu jakości ich narracji i przekrętów. Na to wskazuje stan w jakim nadal się znajduje PKW, opisany w licznych wypowiedziach p. Józefa Orła i liderów Ruchu Kontroli Wyborów, a także w moim tekście z października 2018: http://magazynier.szkolanawigatorow.pl/jak-elektorat-pis-wygra-wybory-samorzadowe2018-z-pkw
Jak to się ma do prześwietnej kampanii wyborczej zafundowanej raczej za darmo premierowi Morawieckiemu przez Gazetę wyborczą? Mam na myśli oczywiście cykl artykułów w owym dzienniku, w zamierzchłych czasach najpoczytniejszym w naszym kraju, na temat rzekomych przekrętów p. Morawieckiego i jego małżonki dotyczących zakupów ziemi, artykułów od których delikatnie odcina się nawet Radio Trójka. Ma się tak, jak to widać na przykładzie owych memów wygłaszanych przez liderów totalitarnej opozycji, ich jakości, a raczej braku jakiejkolwiek jakości, i na przykładzie jego bezpośredniego skutku, czyli rzednącej gęstości zaludnienia na pogrzebie Europy zafundowanym nam przez opozycję totalitarną 18 maja bieżącego roku w naszej stolicy. Słuchać albowiem tego już się nie da, nawet jeśli ktoś jest żelaznym elektoratem połączonym z liderami żelaznymi więzami przekrętów. Trzeba po prostu dać nogę i zapić to jakimś koktajlem Mołotowa-Junckera. Na placu boju pozostają tylko opłaceni, choćby poklepaniem po ramienu i uściskiem dłoni wodza.

poniedziałek, 6 maja 2019

Koordynacja: 2017 – próba podpalenia wizerunku O. Rydzyka; 2018 – manifestacja przed Radiem Maryja; 2019 – prowokacja Pruchnicka, kolejna manifestacja przed Radiem Maryja

Naruszenie dóbr osobistych w postaci spalenia kukły z doklejonym zdjęciem O. Tadeusza Rydzyka przed siedzibą Radia Maryja (28.05. 2017 w czasie manifestacji Konfederacji Rodziców w Toruniu) zostało zakwalifikowane przez sąd toruński, w tymże 2017 roku, jako „nieostrożne obchodzenie się materiałami łatwopalnymi”. Prowokacji tej dokonał niejaki Sławomir D., według mediów, dyplomowany teolog. Była to również zachęta do kolejnych prowokacji wobec założyciela katolickiej toruńskiej rozgłośni, które w istocie rozgrywają się na naszych oczach: „Chryja pod Radiem Maryja” 03. 05. 2018 i „Chryja2” 03. 05. 2019, która to manifestacja, wbrew temu, co sugeruje tytuł z Expressu bydgoskiego, podany w poniższym linku, odbyła się z wielką pompą:
Rozgrywają się owe prowokacje przed naszymi oczami, o ile nasze oczy i uszy są w stanie wyłapać, spośród natłoku informacji, obrazy i wieści o nich świadczące. Bo ja, przyznam szczerze, wyłapałem je dopiero w tym roku. Nie można nie dostrzec powiązania z kolejną profanacją wizerunku Jasnogórskiej Madonny mającą miejsce niedawno w Płocku. Jak również z wyjątkowo kabotyńskim i rynsztokowym przemówieniem p. Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Ze względu na zmasowaną propagandę niechęci i pogardy dla wierzących, prowokacje te i profanacje nie mogą być traktowane jako li tylko obraza uczuć religijnych, jak to określa Artykuł 196 Kodeksu Karnego. Najwyraźniej zachodzi tu znacznie poważniejsza kwalifikacja karna, mianowicie zachęta do przemocy propagandowej i fizycznej wobec członków Kościoła Katolickiego, duchownych i świeckich. Potrzebna jest nowelizacja Kodeksu Karnego.
Na marginesie dodam że, obrona dobrego imienia Polski, obecna już w naszym prawodawstwie, nie jest tylko kwestią naszego dobrego samopoczucia. Infamia, zła sława, to zamknięcie drogi do wymiany dóbr materialnych i intelektualnych z innymi, czyli zamknięcie szansy na wymierne korzyści, na polepszenia własnej kondycji finansowej i społecznej, to w zasadzie polityczny "wyrok śmierci", wykluczenie globalne. To również kwestia bezpieczeństwa całego kraju. Takie znaczenie ma również dobre imię Kościoła i wierzących, którzy od dawna doświadczają w naszym kraju i w Europie poczucia zagrożenia, choćby zagrożenia ich miejsc pracy i regularnych dochodów.
Według sędziego z Torunia, Krzysztofa Dąbkiewicza, próba spalenia owej kukły była tylko "nieostrożnym obchodzeniem się z materiałami łatwopalnymi" (https://nowosci.com.pl/wyrok-za-probe-spalenia-kukly-o-rydzyka-przed-radiem-maryja-300-zl-grzywny-slawomir-d-najpewniej-bedzie-apelowal/ar/13699406). Sławomir „teolog” Został ukarany grzywną w wysokości 300 zł (wyrok był nieprawomocny). Wcześniej spalił kukłę Jarosława Kaczyńskiego i żadnej kary nie poniósł.
Artykułowi z portalu nowości.com.pl towarzyszy kilka filmów związanych z działalnością Redemptorystów w Toruniu dotyczących rzekomych przekrętów O. Rydzyka, typu 200 tys. od MSZ dla fundacji O. Rydzyka. W istocie nie ma takiej, jest fundacja Lux Veritatis, zaś ja życzę jej 200 mln dotacji od MSZ, MF, MNiSW osobno. Dlaczego życzę jej takiego „obrzydliwego bogactwa”? Z powodu tego, że jest to środowisko w znakomitej większości ludzi uczciwych (nieuczciwi, którzy tam się zdarzyli, to były wtyczki, takie przypadki zdarzały się i zostały opisane przez media związane z Radiem Maryja), ludzi oddanych sprawom dobra publicznego, służbie innym. A zatem mamy tu gwarancję uczciwego spożytkowania tych dotacji.
Gdyby jakimś cudem Redempotoryści i fundacje z nimi związane otrzymali choćby i 20 mln dotacji, spożytkowaliby je na co? Jak sądzicie? Na dziewczynki, wódę i wycieczki zagraniczne? Śmiechu warte. Są to podejrzenia wprost spod zaniuchanej peerelowskiej budki z piwem, gdzie sfrustrowani niewolnicy komuny zazdrosnym okiem lustrowali dary z zachodnich zrzutów. A przecież i dziś nie brak sfrustrowanych niewolników dętej demokracji, łącznie z piszącym te słowa, niewolnikiem z doktoratem. Z tą różnicą, że sporo jest dziś niewolników wyznania rzymsko-katolickiego, praktykujących dialogi w konfesjonale i nawet czasem czytających Pismo Święte. I to jest duża różnica, oprócz tego że zasługa katechez radiowych płynących z rozgłośni toruńskiej. Albowiem zamiast „hodować robaka” urazów i frustracji z racji ekonomicznego skrępowania, przypiekamy owego „robala” wolnym ogniem sakramentu pojednania. Niewolnicy pozostający poza Kościołem albo na jego obrzeżu pozostają sam na sam z owym demonem niezadowolenia. Łatwo go skierować na ludzi przedsiębiorczych takich jak Redemptoryści i świeccy z nimi związani, obracający dużymi kwotami, ale przecież nie po to, żeby na nich „spać”, lecz na potrzeby mediów katolickich, edukacji i inwestycji typu geotermia.
Ludzie zagonieni w szczurzym wyścigu, obciążeni zranieniami i licznymi konfliktami w swoim najbliższym środowisku, nieuleczonymi z powodu braku kontaktu z mocą sakramentów, nie będą wchodzili w szczegóły, nie będą mieli w ogóle czasu na badanie, "jak to jest naprawdę z tym Rydzykiem". I na to liczą propagandyści, najemnicy lobby globalnych, dzierżących władzę nad globalnymi finansami, czuwających wciąż nad tym, by ich 18-wieczny sukces wypchnięcia Kościoła poza obszar kontynentalnej polityki został utrzymany. Mogą zaś utrzymać zdobytą władzę nad organizacjami politycznymi i religijnymi m. in. przez podtrzymywanie tyleż paskudnego co fałszywego wizerunku Kościoła. Jak widzimy nie jest to władza absolutna, wymaga bowiem wielkiego wysiłku i przemyślnych, wielopiętrowych manipulacji, wielokrotnie już przećwiczonych.
Pogarda dla wierzących, kpina z nich prowokuje do przemocy ludzi najuboższych duchem, zranionych przez okoliczności tzw. życiowe, pozbawionych nadziei na lepszą przyszłość, zepchniętych na margines, skazanych przez możnych tego świata na ekonomicznie i cywilizacyjne pomyje. Tak było w Paryżu ograniętym rewolucją roku 1798. W Sankt Petersburgu w 1917 roku. W Niemczech ogarniętych nazistowską rewolucją 1933-1945. Widzieliśmy to w końcu pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w roku 2010. Ów materiał poglądowy wystarczy do nowelizacji Kodeksu Karnego, do nowej kwalifikacji ataków na symbole religijne i na duchownych.
Sądząc po napastliwej narracji takich "dzieł sztuki" jak Kler Smarzowskiego, gangi III RP nie cofną się przed pchnięciem do przemocy osobników albo nie radzących sobie z własnymi emocjami albo gotowych do przestępstwa w zamian za swoje "5 minut" na wizji i niejawne korzyści poza wizją. Rzecz jasna, nie wiem, czy do takiej nowelizacji dojdzie. Liczę natomiast na to, że Prokurator Generalny nie będzie dłużej już zwklekał i przychyli się do interwencji Poseł Anny Sobeckiej, o której na końcu tego tekstu. Ufam że ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo publiczne nie będą czekali, aż ktoś zechce fizycznie ugodzić, w jakikolwiek sposób, O. Tadeusza Rydzyka czy innego duchownego związanego, czy też niezwiązanego z Radiem Maryja.
Hojnych dotacji państwowych życzę fundacji toruńskiej i OO. Redemptorystom również z racji zmanipulowania przez polskie sądownictwo procesu zwrotu Kościołowi mienia zagrabionego przez gangi komunistyczne, przedłużające dziś swoje istnienie przez skorumpowane układy biurokratyczne i sądownicze. Jeśli Kościół nie odzyskał w pełni swego mienia, jeśli nadal jego środki na tworzenie szkół, również wyższych, a także szpitali, przychodni i zakładów pracy, są drastycznie ograniczone, przynajmniej niech z legalnych dotacji państwowych skorzystają przedsiębiorczy a uczciwy, oddani sprawie dobra publicznego. Przecież dobrze wiecie, mili państwo, że nasze gangi biurokratyczne, w tym również pseudo-sądownicze i pseudo-akademickie, nie pozwolą na to, by jacyś „parweniusze”, „katoliccy fundamentaliści” opływali w państwowe dotacje. To co tu piszę to marzenia. Marzenia. 
Zauważcie, mili państwo, pośród filmików załączonych do artykułu na temat Sławomira "teologa" jest również film zatytułowany "Państwowa ziemia trafiła do O. Rydzyka". Arghhhhhh ...!!!! Co za ból!!!! Cóż za upokorzenie elity nieustajacego rabunku rewolucyjnego, pardons, marszu nowej sprawiedliwości przez instytucje państwowe!!!! Wszak ziemia państwowa należy się "autorytetom reglamentowanym"! Względnie ich cichym sponsorom. 
I jeszcze jeden szczegół: podobieństwo między prześmiewczymi "bakhanaliami" pod siedzibą Radia Maryja a spaleniem w Wielki Piątek'2019 w Pruchniku kukły Judasza, złośliwie ozdobionej żydowskimi pejsami, których do tej pory, przez te kilka stuleci owej tradycji, nikt z pobożnych mieszkańców Podkarpacia nie przydawał owej kukle. No tak, powiecie mili państwo, w Toruniu 3 maja 2019 r. nie było kukły. Ale była podobna kołtuńska złośliwość wizualnych szczegółów. Przyjrzyjcie się zdjęciom. Nie można ich kopiować jakoby z racji "praw autorskich", ale można się na nie popatrzeć. Jeszcze. Czyżby w Toruniu ujawnił się podobny "projektant", zaprzyjaźniony z "projektantem" prowokacji pruchnickiej? 
"Na drugi koniec Tęczy z Ojcem Tadeuszem. Chryja 2 została zakazana przez wojewodę kujawsko-pomorskiego, jednakże sąd uchylił te decyzję. Poseł Anna Sobecka zwróciła się do Prokuratury Okręgowej w Toruniu z zapytaniem na jakim etapie znajduje się postępowanie przygotowawcze, wywołane jej zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa, które złożyła w dniu 7 maja 2018 roku, dotyczące wydarzeń mających miejsce w Toruniu przed siedzibą Radia Maryja, w dniu 3 maja 2018, gdzie zorganizowano obrazoburczy happening pod nazwą Chryja pod Radiem Maryja. 'W szczególności proszę o wyjaśnienie przyczyn długotrwałości tego postępowania. Przypominam, że zgodnie z art. 325 kpk dochodzenie powinno być ukończone w ciągu 2 miesięcy, a śledztwo zgodnie z treścią art. 310 kpk powinno być ukończone w ciągu 3 miesięcy. Tymczasem ze strony Prokuratury nie ma żadnych informacji o postępie w niniejszym postępowaniu', napisała poseł Anna Sobecka.”
Warto też przestudiować pismo p. Sobeckiej, jest ono bowiem wzorem interwencji prawnej
załączonym do powyższego artykułu.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Antysemityzm w Wyborczej cz. 2: Pejsy, Pruchnik 2019

No tak, ale pytanie, skąd się wzięły te pejsy doczepione do niesympatycznego oblicza Judasza „osądzonego” w 2019 r. przez mieszkańców Pruchnika. Na filmie z roku 2009 nie ma tych pejsów. Zapewne gdyby pojawiły się organizacje żydowskie natychmiast zareagowałyby, tak jak w tym roku. Dlatego muszę przeprosić p. Geberta i p. Lewkowicza, że przypisałem im sprawstwo tej prowokacyjnej interpretacji „sądu nad Judaszem”. Pisząc poprzedni artykuł nie zauważyłem tych pejsów. Są oni tylko trybikami w wielkiej machinie propagandowej zapewne połączonej ze sprawą ustawy 447 przyjętej przez Kongres USA, dotyczącej tzw. żydowskiego „mienia bezspadkowego”, czyli w sumie ze sprawą odszkodowań liczonych w setki mld dolarów, którą Polacy mieli by płacić organizacjom żydowskim, bo przecież nie spadkobiercom, których nie ma („mienie bezspadkowe”) przez bliżej nieokreślony czas, np. ze 2-3 stulecia, a może i nieustająco. Nie przepraszam ich natomiast za podejrzenie o udział w przypisywaniu społeczności żydowskiej cech patologicznych. To właśnie donos na Pruchniczan był tym momentem, kiedy p. Gebert i inni publicyści związani z środowiskiem lewicowym winni powiedzieć „Dość! Żydzi nie są Judaszami, nie są zdrajcami, złodziejami, chciwcami! Judasz z Pruchnika, mimo że doczepiono mu pejsy, nie jest symbolem żydostwa. Pejsy pruchnickiego Judasza to prowokacja, która psuje relacje polsko-żydowskie.” Nie uczynili tego i to zaniechanie będzie na trwale przypisane do ich nazwisk. Zawsze mogą to odpokutować, ale muszą się naprawdę postarać.
„Sąd na Judaszem”, jak dowiadujemy się z artykuły wyżej cytowanego, jest powszechnym zwyczajem w okolicach Pruchnika. I nigdy jak do tej pory nie był wiązał z żadnymi aluzjami do narodowości żydowskiej. Oto kilka innych cytatów z tego artykułu: „W Pruchniku odbył się sąd nad Judaszem, zakończony obcięciem mu głowy. W okolicznych wsiach też są Judasze, ale te się wiesza. Na przykład w Tuligłowach. - Nasze nie mają pejsów. To bardziej takie strachy na wróble, ale też staramy się, żeby jakoś ucharakteryzowane były. W tym roku Judasz miał ubrane damskie stringi i biustonosz - śmieje się sołtys Marian Mazurek. I tłumaczy: - Mamy tu taką mężatkę, matkę trójki dzieci, która poszła w tango, mocno piła. I to dlatego, taki przytyk do niej. W zeszłym roku Judasza powiesili przy domu takiego jednego, co to nie bardzo pracuje, a zamiast tego woli z piwkiem na ławeczce siedzieć. … Ci, którzy powinni w kukle zobaczyć siebie, traktują to jako żart. - W zeszłym roku sąsiad się śmiał, że zrobili z niego Judasza. A w tym roku ta pani żartowała sobie, że to przecież nie może być ona, bo ona już przestała pić. … Kiedy Krzysztof Sas, sołtys Tyniowic, słyszy o tuligłowskim Judaszu w stringach, obrusza się. - No my nie możemy sobie na takie niepoważne żarty pozwolić, bo nasz wisi zawsze na drzewie przy drodze wojewódzkiej. Widzi go każdy, kto przejeżdża przez wieś. Jest więc porządnie ubrany, w tym roku na szaro i czarno, w spodnie i koszulę. Nikt się nie dziwi. Każdy, kto jest wierzący, przecież wie, że to wielkanocna tradycja, że wiesza się tego, który zdradził Pana Jezusa – uważa Sas. (http://www.tvn24.pl)
Okoliczni sołtysi potwierdzają pedagogiczną, prospołeczną i terapeutyczną funkcją „sądu nad Judaszem”. Potwierdzają również to, że pejsy doczepione Judaszowi są elementem obcym. Drodzy Pruchniczanie, kto wam podpowiedział te pejsy? Lepiej trzymajcie się od niego na dystans. Broń was Boże, podnosić na niego rękę. Powody są bardziej niż oczywiste.
Przypomnę jeszcze raz, film włączony w artykuł, przedstawiający pruchnicki „sąd nad Judaszem” A.D. 2019, jest krótką ale wierną relacją z tego wydarzenia. Nie słychać na nim żadnych haseł antysemickich. Judasz natomiast po raz pierwszy w historii podkarpackich „sądów nad Judaszem” ma pejsy. Jest to ogromny kontrast. Z jednej strony emocje tłumu wyraźnie odległe od wszelkich antysemickich nastrojów, zdecydowanie dalekie od polityki, czy jakichś obrachunków nacjonalistycznych, raczej luddyczne. Z drugiej strony pejsy, element prowokacji antysemickiej, a w zasadzie antypolskiej, element nowy i obcy.
Druga sprawa to oświadczenie Światowego Kongresu Żydów pojawiające się na końcu filmu, datowane na 21. 04. 2019, a więc trzy dni po Wielkim Piątku (19.04.2019). Owszem Internet umożliwia tak szybki przepływ informacji. Redaktorzy Expressu jarosławskiego i Gazety wyborczej bezproblemowo mogą przetłumaczyć na angielski i przesłać odpowiedni komunikat do biura ŚKŻ (WJC). Zastanawia jednak błyskawiczny proces decyzyjny w samym biurze i gotowość do podjęcia takiej właśnie decyzji. Tak jakby ktoś czekał na ten sygnał. Czy mamy zatem do czynienia ze zgodą na przyklejanie patologicznej facjaty społeczności żydowskiej wewnątrz organizacji żydowskich? Nie wiem. Ale takie wątpliwości się rodzą. Po pierwsze, sama wspólnota żydowska winna odpowiedzieć sobie na to pytanie. Po drugie, również nam, ofiarom takich prowokacji, ludziom odsądzanym od czci i wiary za rzekomy antysemityzm, wolno się nad tym zastanawiać.